Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 27 III – 1 IV 2017

PONIEDZIAŁEK:
Iz 65,17–21; J 4,43–54
Sło­wo Boże: A był w Kafar­naum pewien urzęd­nik kró­lew­ski, któ­re­go syn cho­ro­wał. Usły­szaw­szy, że Jezus przy­był z Judei do Gali­lei, udał się do Nie­go z proś­bą, aby przy­szedł i uzdro­wił jego syna, był on już bowiem umie­ra­ją­cy. Jezus rzekł do nie­go: „Jeże­li nie zoba­czy­cie zna­ków i cudów, nie uwie­rzy­cie”. Co kie­ro­wa­ło urzęd­ni­kiem, gdy wypo­wia­dał swą proś­bę wobec Jezu­sa? Z pew­no­ścią cho­dzi­ło mu o jed­no: pra­gnął uzdro­wie­nia swe­go cięż­ko cho­re­go syna. Jezus zga­dza się, ale od razu myśl ojca i wszyst­kich obec­nych kie­ru­je ku rze­czy­wi­sto­ści ducho­wej – uczy­ni cud, bo pra­gnie, by w ser­cach ludzi poja­wi­ła się wia­ra. Fizycz­ne uzdro­wie­nie nie jest celem, bo Jezus nie jest medy­kiem. Zamia­rem Jezu­sa jest uzdro­wie­nie ducho­we, któ­re­go począt­kiem jest wia­ra. Z tego wyni­ka, że bar­dziej niż zdro­wia cia­ła win­ni­śmy pra­gnąć zdro­wia duszy.
WTOREK
Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16
Sło­wo Boże: „Czy chcesz wyzdro­wieć?”. Odpo­wie­dział Mu cho­ry: „Panie, nie mam czło­wie­ka, aby mnie wpro­wa­dził do sadzaw­ki, gdy nastą­pi poru­sze­nie wody. W cza­sie, kie­dy ja docho­dzę, inny wstę­pu­je przede mną”. Rzekł do nie­go Jezus: „Wstań, weź swo­je nosze i chodź!”. Natych­miast wyzdro­wiał… Wie­lu cze­ka­ło na uzdro­wie­nie. On też cze­kał. Od trzy­dzie­stu ośmiu lat. Czuł bez­rad­ność, bo nie było czło­wie­ka, któ­ry by mu pomógł. Ale nie odcho­dził od sadzaw­ki. Mimo tylu lat nie utra­cił nadziei, że sta­nie się cud. I oto teraz Jezus pyta: Czy chcesz stać się zdro­wym? A ten wła­ści­wie nie odpo­wie­dział, raz jesz­cze poka­zał jedy­nie swą bez­rad­ność. I to wystar­czy­ło. Jezus powie­dział bar­dzo pro­sto: „Weź swo­je łoże i chodź”. I wszyst­ko się zmie­ni­ło. Dla­cze­go tak dłu­go musiał cze­kać? Dla­cze­go tyle cier­pie­nia? Nie wie­my. Nikt nie wie, tyl­ko Pan. I to powin­no nam wystar­czyć.
ŚRODA
Iz 49,8–15; J 5,17–30
Sło­wo Boże: Zapraw­dę, zapraw­dę powia­dam wam: Syn nie może nicze­go czy­nić sam z sie­bie, jeśli nie widzi Ojca czy­nią­ce­go. Albo­wiem to samo, co On czy­ni, podob­nie i Syn czy­ni. Ojciec bowiem miłu­je Syna i uka­zu­je Mu to wszyst­ko, co sam czy­ni, i jesz­cze więk­sze dzie­ła uka­że Mu, aby­ście się dzi­wi­li. Św. Mak­sy­mi­lian podał pro­sty wzór na świę­tość: W = w. To zna­czy wola Boga = wola czło­wie­ka. I dokład­nie to uka­zu­je dziś Jezus. Wola Jezu­sa i wola Ojca to jed­no. Gdzie tkwi źró­dło owej jed­no­ści? Bo „Ojciec miłu­je Syna” i wszyst­ko Mu uka­zu­je. Pra­gnie­nie, by wypeł­niać wolę Boga kie­ro­wa­ło wie­lu ludź­mi. Nie­ste­ty nie­któ­rzy pobłą­dzi­li. Jedy­nie ci, któ­rzy odkry­li więź miło­ści ze Stwór­cą mogli pójść tą dro­gą bez­piecz­nie. Gdy bra­ku­je miło­ści i zaufa­nia, pró­ba wędro­wa­nia po dro­gach woli Bożej sta­je się nie­moż­li­wa.
CZWARTEK
Wj 32,7–14; J 5,31–47
Sło­wo Boże: Bada­cie Pisma, ponie­waż sądzi­cie, że w nich zawar­te jest życie wiecz­ne: to one wła­śnie dają o Mnie świa­dec­two. A prze­cież nie chce­cie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbie­ram chwa­ły od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miło­ści Boga. Przy­sze­dłem w imie­niu Ojca, a nie przy­ję­li­ście Mnie. Ucze­ni w Piśmie zosta­li oskar­że­ni przez Jezu­sa. Nie, nie cho­dzi­ło o bra­ki w wie­dzy, wykształ­ce­niu czy pro­wa­dze­niu logicz­nych wywo­dów. Gor­li­wi znaw­cy Pisma usły­sze­li, że nie ma w nich miło­ści Boga. Dys­po­no­wa­li wie­dzą, pozna­li świę­te księ­gi, prze­stu­dio­wa­li zapo­wie­dzi pro­ro­ków, poświę­ci­li tej pra­cy wie­le cza­su, a jed­nak nie doszli do celu. Wręcz prze­ciw­nie: usły­sze­li, że nie chcą dojść do źró­dła życia. Jak mogło dojść do tak zdu­mie­wa­ją­ce­go błę­du? Bo nie roz­po­zna­li tego co waż­ne, co naj­waż­niej­sze – miło­ści.
PIĄTEK
Mdr 2,1a.12–22; J 7,1–2.10.25–30
Sło­wo Boże: Czyż to nie jest Ten któ­re­go usi­łu­ją zabić? A oto jaw­nie prze­ma­wia i nic Mu nie mówią. Czyż­by zwierzch­ni­cy napraw­dę się prze­ko­na­li, że On jest Mesja­szem? Prze­cież my wie­my, skąd On pocho­dzi, nato­miast gdy Mesjasz przyj­dzie, nikt nie będzie wie­dział, skąd jest. Byli prze­ko­na­ni, że wie­dzą, że rozu­mie­ją Pismo, że są dobrze przy­go­to­wa­ni na przyj­ście Ocze­ki­wa­ne­go. I my podob­nie. Wyda­je się, że wie­my, że rozu­mie­my, że nic wię­cej już nas nie zasko­czy… Tym­cza­sem boga­ty świat wia­ry i głę­bo­kich doświad­czeń pozo­sta­je nie­od­kry­ty. Ilu­zo­rycz­na modli­twa, ilu­zo­rycz­na miłość, ilu­zo­rycz­ne prze­ba­cze­nie, ilu­zo­rycz­na bli­skość, ilu­zo­rycz­na wier­ność… Każ­da war­tość może pozo­stać zasło­nię­ta jej ilu­zo­rycz­ną kopią. Panie, broń przed jakim­kol­wiek złu­dze­niem.
SOBOTA
Jr 11,18–20; J 7,40–53
Sło­wo Boże: I powstał w tłu­mie roz­łam z Jego powo­du. Nie­któ­rzy chcie­li Go nawet poj­mać, lecz nikt nie pod­niósł na Nie­go ręki. Wró­ci­li straż­ni­cy do kapła­nów i fary­ze­uszów, a ci rze­kli do nich: „Cze­mu Go nie poj­ma­li­ście?”. Straż­ni­cy odpo­wie­dzie­li: „Nigdy jesz­cze nikt nie prze­ma­wiał tak, jak Ten czło­wiek”. Bywa­ło, że Jezus spo­ty­kał się z obo­jęt­no­ścią. Tym razem naucza­nie Pana wzbu­dza żywe i zara­zem skraj­ne reak­cje. Wysła­ni, by Go poj­mać, zaczy­na­ją rozu­mieć, że mają do czy­nie­nia z kimś, kto znacz­nie prze­ra­sta prze­cięt­nych nauczy­cie­li z syna­gog. Oto spo­tka­li Kogoś, kto swo­im auto­ry­te­tem prze­wyż­sza wszyst­kich, któ­rych dotąd słu­cha­li. To był począ­tek – to mógł być począ­tek ich dro­gi wia­ry. Czy poszli dalej? Praw­do­po­dob­nie powró­ci­li do miej­sca, z któ­re­go wyszli. Zmar­no­wa­na łaska. A byli tak bli­sko.