Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

PIĄTY TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 3–8 IV 2017

PONIEDZIAŁEK:
Dn 13,41–62; J 8,1–11
Sło­wo Boże: Pod­niósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grze­chu, niech pierw­szy rzu­ci w nią kamie­niem”. I powtór­nie schy­liw­szy się, pisał na zie­mi. Kie­dy to usły­sze­li, jeden po dru­gim zaczę­li odcho­dzić, poczy­na­jąc od star­szych, aż do ostat­nich. I pozo­stał tyl­ko Jezus i kobie­ta, sto­ją­ca na środ­ku. Bywa­ją sytu­acje, że oce­nia­my innych z przy­zwy­cza­je­nia, bez powo­du. Są oce­ny łagod­ne, pozba­wio­ne zło­śli­wo­ści. Bywa­ją też jed­nak sytu­acje, gdy ktoś oce­nia innych uży­wa­jąc moc­nych słów, wyra­ża­jąc w widocz­ny spo­sób swo­je obu­rze­nie. I wów­czas koniecz­ne jest pyta­nie: co jest powo­dem tak rady­kal­nej oce­ny? Może to nie­ste­ty ozna­czać, że sami dotknię­ci jeste­śmy jakimś bra­kiem, z któ­rym się nie zga­dza­my, z któ­rym też sobie nie radzi­my. Rady­kal­na oce­na może być for­mą skry­wa­nej agre­sji. Ta reak­cja nie jest roz­wią­za­niem. Roz­wią­za­niem jest spo­tka­nie z Jezu­sem.
WTOREK
Lb 21,4–9; J 8,21–30
Sło­wo Boże: Rzekł więc do nich Jezus: „Gdy wywyż­szy­cie Syna Czło­wie­cze­go, wte­dy pozna­cie, że Ja jestem i że Ja nic od sie­bie nie czy­nię, ale że to mówię, cze­go Mnie Ojciec nauczył. A Ten, któ­ry Mnie posłał jest ze Mną: nie pozo­sta­wił Mnie same­go, bo Ja zawsze czy­nię to, co się Jemu podo­ba”. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem”. To ozna­cza, że ma świa­do­mość bycia nie tyl­ko w dosko­na­łej jed­no­ści z Ojcem. Jest pew­ny swe­go Boskie­go syno­stwa. Tym samym odkry­wa naj­głęb­szą jed­ność swych pra­gnień z pra­gnie­nia­mi Ojca. To świa­dec­two ma moc prze­mia­ny ludz­kich serc. Ewan­ge­li­sta stwier­dza, że wie­lu
uwie­rzy­ło w Jezu­sa wła­śnie wów­czas, gdy Zba­wi­ciel uka­zał swe zjed­no­cze­nie
z Ojcem i zaufa­nie w Nim pokła­da­ne. Praw­dzi­wie wie­rzy­my w Jezu­sa, gdy
odkry­wa­my Jego bli­skość (czło­wie­czeń­stwo) i Jego maje­stat (Boskość).
ŚRODA
Dn 3,14–20.91–92.95; J 8,31–42
Sło­wo Boże: „Jeże­li więc Syn was wyzwo­li, wów­czas będzie­cie rze­czy­wi­ście wol­ni. Wiem, że jeste­ście syna­mi Abra­ha­ma, ale wy usi­łu­je­cie Mnie zabić, bo nie ma w was miej­sca dla mojej nauki. Co Ja widzia­łem u mego Ojca, to gło­szę; wy czy­ni­cie to, co usły­sze­li­ście od wasze­go ojca”. Te moc­ne sło­wa oskar­że­nia padły pod adre­sem Żydów, któ­rzy co dopie­ro uwie­rzy­li Jezu­so­wi. Lecz minę­ła led­wie chwi­la, a już odrzu­ca­ją Jezu­so­we świa­dec­two. Dla­cze­go tak się sta­ło? Bo Jezus odsło­nił znie­wo­le­nie ich serc. Przy­wią­za­ni do grze­chu sta­li się nie­wol­ni­ka­mi – przede wszyst­kim pychy. A jako nie­wol­ni­cy nie mogli postą­pić ina­czej, jak znisz­czyć nie­wy­god­ne­go świad­ka. Roz­wią­za­nie tyl­ko pozor­nie sku­tecz­ne. Czy nie lepiej przy­znać się, żeśmy nie­wol­ni­ka­mi grze­chu? W takiej sytu­acji zawsze potrze­ba odważ­nej decy­zji.
CZWARTEK
Rdz 17,3–9; J 8,51–59
Sło­wo Boże: Jeże­li Ja sam sie­bie ota­czam chwa­łą, chwa­ła moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, któ­ry Mnie chwa­łą ota­cza, o któ­rym wy mówi­cie: „Jest naszym Bogiem”, lecz wy Go nie pozna­li­ście. Ja Go jed­nak znam. Gdy­bym powie­dział, że Go nie znam, był­bym podob­nie jak wy kłam­cą. Byli inte­lek­tu­al­ną eli­tą Izra­ela. Szczy­ci­li się dobrym wykształ­ce­niem. Gor­li­wie czy­ta­li pisma, a jed­nak nie pozna­li Pana. Pobłą­dzi­li w swo­ich myślach, pod­ję­li błęd­ne decy­zje. Choć stu­dio­wa­li wię­cej niż inni, nie pozna­li swe­go Stwór­cy wystar­cza­ją­co głę­bo­ko, by roz­po­znać Jego Syna. Zanie­dba­nie pozna­wa­nia Ojca zawsze nara­żać będzie na nie­bez­pie­czeń­stwo błą­dze­nia, bo wów­czas łatwo wła­sne upodo­ba­nia, wła­sne pomy­sły, nazwać wolą Boga. Stąd już tyl­ko krok do grze­chu. Może nawet zbrod­ni.
PIĄTEK
Jr 20,10–13; J 10,31–42
Sło­wo Boże: Odpo­wie­dział im Jezus: „Uka­za­łem wam wie­le dobrych czy­nów pocho­dzą­cych od Ojca. Za któ­ry z tych czy­nów chce­cie Mnie uka­mie­no­wać?”. Odpo­wie­dzie­li Mu Żydzi: „Nie kamie­nu­je­my Cię za dobry czyn, ale za bluź­nier­stwo, za to, że Ty będąc czło­wie­kiem uwa­żasz sie­bie za Boga”. Chcie­li Go uka­mie­no­wać. W ten spo­sób mogła się wypeł­nić prze­wi­dzia­na przez pro­ro­ków ofia­ra. Ale to nie była jesz­cze godzi­na śmier­ci Syna Boże­go. Jesz­cze nie nade­szła peł­nia cza­su. Bóg ma swo­je pla­ny i mimo iż może­my ulec wra­że­niu, że coś dzie­je się jak­by poza Bogiem, wbrew Bogu, to spoj­rze­nie na oskar­że­nia fary­ze­uszów musi nas nauczyć, że nic nie dzie­je się bez udzia­łu Stwór­cy. A sko­ro tak, to nie pod­daj­my się zwąt­pie­niu widząc sytu­acje, któ­re nie­po­ko­ją i wywo­łu­ją poczu­cie bez­rad­no­ści.
SOBOTA
Ez 37,21–28; J 11,45–57
Sło­wo Boże: „Wy nic nie rozu­mie­cie i nie bie­rze­cie tego pod uwa­gę, że lepiej jest dla was, gdy jeden czło­wiek umrze za lud, niż miał­by zgi­nąć cały naród”. Tego jed­nak nie powie­dział sam od sie­bie, ale jako naj­wyż­szy kapłan w owym roku wypo­wie­dział pro­roc­two, że Jezus miał umrzeć za naród… Oce­nia­jąc dzia­ła­nia Jezu­sa, Kaj­fasz doko­nał nad wyraz pre­cy­zyj­nej oce­ny. Jed­nak­że wypo­wia­da­jąc zupeł­nie słusz­ne stwier­dze­nie nadał mu nie­ste­ty poli­tycz­ny wymiar. I to był błąd. Kaj­fasz przede wszyst­kim był kapła­nem i sytu­ację swe­go naro­du oraz dzia­ła­nie Jezu­sa winien był czy­tać w świe­tle wia­ry. Choć zauwa­żył, że Jezu­so­wa śmierć może przy­nieść oca­le­nie wie­lu, to jed­nak nic nie zro­zu­miał. Bo wyda­rze­nia mają sens poli­tycz­ny, spo­łecz­ny, eko­no­micz­ny, ale nie zapo­mi­naj­my, że mają też wymiar reli­gij­ny. Nade wszyst­ko reli­gij­ny.