Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

FARYZEUSZEEWANGELII (41)

FARYZEUSZE BRONIĄ SZABATU

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Św. Jan sze­ro­ko opi­sał jeden z cudów zdzia­ła­nych przez Jezu­sa w sza­bat: Prze­cho­dząc obok ujrzał pew­ne­go czło­wie­ka, nie­wi­do­me­go od uro­dze­nia. Ucznio­wie Jego zada­li Mu pyta­nie: „Rab­bi, kto zgrze­szył, że się uro­dził nie­wi­do­mym – on czy jego rodzi­ce”. Jezus odpo­wie­dział: „Ani on nie zgrze­szył, ani rodzi­ce jego, ale [sta­ło się tak], aby się na nim obja­wi­ły spra­wy Boże. Potrze­ba nam peł­nić dzie­ła Tego, któ­ry Mnie posłał, dopó­ki jest dzień. Nad­cho­dzi noc, kie­dy nikt nie będzie mógł dzia­łać. Jak dłu­go jestem na świe­cie, jestem świa­tło­ścią świa­ta”. To powie­dziaw­szy splu­nął na zie­mię, uczy­nił bło­to ze śli­ny i nało­żył je na oczy nie­wi­do­me­go, i rzekł do nie­go: „Idź, obmyj się w sadzaw­ce Silo­am” – co się tłu­ma­czy: Posła­ny. On więc odszedł, obmył się i wró­cił widząc. A sąsie­dzi i ci, któ­rzy przed­tem widy­wa­li go jako żebra­ka, mówi­li: „Czyż to nie jest ten, któ­ry sie­dzi i żebrze?”. Jed­ni twier­dzi­li: „Tak, to jest ten”, a inni prze­czy­li: „Nie, jest tyl­ko do tam­te­go podob­ny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówi­li więc do nie­go: „Jak­żeż oczy ci się otwar­ły?”. On odpo­wie­dział: „Czło­wiek zwa­ny Jezu­sem uczy­nił bło­to, poma­zał moje oczy i rzekł do mnie: »Idź do sadzaw­ki Silo­am i obmyj się«. Posze­dłem więc, obmy­łem się i przej­rza­łem”. Rze­kli do nie­go: „Gdzież On jest?”. On odrzekł: „Nie wiem”. Zapro­wa­dzi­li więc tego czło­wie­ka, nie­daw­no jesz­cze nie­wi­do­me­go, do fary­ze­uszów. A tego dnia, w któ­rym Jezus uczy­nił bło­to i otwo­rzył mu oczy, był sza­bat. I znów fary­ze­usze pyta­li go o to, w jaki spo­sób przej­rzał. Powie­dział do nich: „Poło­żył mi bło­to na oczy, obmy­łem się i widzę”. Nie­któ­rzy więc spo­śród fary­ze­uszów rze­kli: „Czło­wiek ten nie jest od Boga, bo nie zacho­wu­je sza­ba­tu”. Inni powie­dzie­li: „Ale w jaki spo­sób czło­wiek grzesz­ny może czy­nić takie zna­ki?”. I powsta­ło wśród nich roz­dwo­je­nie (J 9,1–16). Jezus mógł dotknąć oczu i uzdro­wić, ale uczy­nił ze śli­ny grud­kę bło­ta, cze­go w sza­bat nie moż­na było robić. Zła­mał pra­wo sza­ba­tu. Uczy­nił to celo­wo, aby spro­wo­ko­wać fary­ze­uszy do myśle­nia i pre­cy­zo­wa­nia jasnej odpo­wie­dzi na pyta­nie: kim On jest? Tak ofia­ro­wał im łaskę wia­ry. Jak oni do tego pode­szli? Jed­ni przy­ję­li i zaczę­li dostrze­gać w Jezu­sie pro­ro­ka, czy­li tego, kim się posłu­gu­je Bóg, inni uzna­li Go za grzesz­ni­ka, któ­ry łamie sza­bat. Zde­rze­nie myśle­nia ludz­kie­go z Boskim. Cud to Boskie wyda­rze­nie, a sza­bat jest dniem Boskim i Bóg może w nim dzia­łać. Fary­ze­usze to odrzu­ca­li, bo jeśli usta­no­wił sza­bat to pra­wo Go obo­wią­zu­je. Nie chcie­li uznać, że Pra­wo­daw­ca jest ponad pra­wem. Żyje­my w świe­cie pra­wa Boskie­go, kościel­ne­go i cywil­ne­go. Nie moż­na roz­bi­jać gło­wy o para­gra­fy tak dłu­go, jak dłu­go nie wie­my, kto jest pra­wo­daw­cą i jaki jest cel jego pra­wa. Tyl­ko Pra­wo Boże jest nie­zmien­ne, a jego celem jest nasze dobro. Bóg jed­nak zawsze może uchy­lić swe pra­wo, jeśli o tym decy­du­je miłość. Dru­gim waż­nym ele­men­tem jest Jego miło­sier­dzie, któ­re naru­sze­nie pra­wa, jeśli bie­rze­my za nie peł­ną odpo­wie­dzial­ność, zamie­nia w klej­not prze­ba­cza­ją­cej miło­ści.