Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

SŁOWA ŻYCIA

NIEDZIELA PALMOWA: IZ 50,4–7; FLP 2,6–11; MT 27,11–54

MĘKA NASZEGO PANA JEZUSA CHRYSTUSA WEDŁUG ŚW. MATEUSZA (MT 27,11–54)

JEZUS PRZED PIŁATEM
Jezu­sa sta­wio­no przed namiest­ni­kiem. Namiest­nik zadał Mu pyta­nie: Czy Ty jesteś kró­lem żydow­skim? Jezus odpo­wie­dział: Tak, Ja nim jestem. A gdy Go oskar­ża­li arcy­ka­pła­ni i star­si, nic nie odpo­wia­dał. Wte­dy zapy­tał Go Piłat: Nie sły­szysz, jak wie­le zezna­ją prze­ciw Tobie? On jed­nak nie odpo­wia­dał mu na żad­ne pyta­nie, tak że namiest­nik bar­dzo się dzi­wił.
JEZUS ODRZUCONY PRZEZ SWÓJ NARÓD
A był zwy­czaj, że na każ­de świę­to namiest­nik uwal­niał jed­ne­go więź­nia, któ­re­go chcie­li. Trzy­ma­no zaś wte­dy znacz­ne­go więź­nia, imie­niem Bara­basz. Gdy się więc zebra­li, spy­tał ich Piłat: Któ­re­go chce­cie, żebym wam uwol­nił, Bara­ba­sza czy Jezu­sa, zwa­ne­go Mesja­szem? Wie­dział bowiem, że przez zawiść Go wyda­li. A gdy on odby­wał prze­wód sądo­wy, żona jego przy­sła­ła mu ostrze­że­nie: Nie miej nic do czy­nie­nia z tym Spra­wie­dli­wym, bo dzi­siaj we śnie wie­le nacier­pia­łam się z Jego powo­du. Tym­cza­sem arcy­ka­pła­ni i star­si namó­wi­li tłu­my, żeby pro­si­ły o Bara­ba­sza, a doma­ga­ły się śmier­ci Jezu­sa. Pytał ich namiest­nik: Któ­re­go z tych dwóch chce­cie, żebym wam uwol­nił? Odpo­wie­dzie­li: Bara­ba­sza. Rzekł do nich Piłat: Cóż więc mam uczy­nić z Jezu­sem, któ­re­go nazy­wa­ją Mesja­szem? Zawo­ła­li wszy­scy: Na krzyż z Nim! Namiest­nik odpo­wie­dział: Cóż wła­ści­wie złe­go uczy­nił? Lecz oni jesz­cze gło­śniej krzy­cze­li: Na krzyż z Nim! Piłat widząc, że nic nie osią­ga, a wzbu­rze­nie raczej wzra­sta, wziął wodę i umył ręce wobec tłu­mu, mówiąc: Nie jestem win­ny krwi tego Spra­wie­dli­we­go. To wasza rzecz. A cały lud zawo­łał: Krew Jego na nas i na dzie­ci nasze. Wów­czas uwol­nił im Bara­ba­sza, a Jezu­sa kazał ubi­czo­wać i wydał na ukrzy­żo­wa­nie.
KRÓL WYŚMIANY
Wte­dy żoł­nie­rze namiest­ni­ka zabra­li Jezu­sa z sobą do pre­to­rium i zgro­ma­dzi­li koło Nie­go całą kohor­tę. Roze­bra­li Go z szat i narzu­ci­li na Nie­go płaszcz szkar­łat­ny. Upló­tł­szy wie­niec z cier­nia wło­ży­li Mu na gło­wę, a do pra­wej ręki dali Mu trzci­nę. Potem przy­klę­ka­li przed Nim i szy­dzi­li z Nie­go, mówiąc: Witaj, kró­lu żydow­ski! Przy tym plu­li na Nie­go, bra­li trzci­nę i bili Go po gło­wie. A gdy Go wyszy­dzi­li, zdję­li z Nie­go płaszcz, wło­ży­li na Nie­go wła­sne Jego sza­ty i odpro­wa­dzi­li Go na ukrzy­żo­wa­nie.
DROGA KRZYŻOWA
Wycho­dząc spo­tka­li pew­ne­go czło­wie­ka z Cyre­ny, imie­niem Szy­mon. Tego przy­mu­si­li, żeby niósł krzyż Jezu­sa. Gdy przy­szli na miej­sce zwa­ne Gol­go­tą, to zna­czy Miej­sce Czasz­ki, dali Mu pić wino zapra­wio­ne gory­czą. Skosz­to­wał, ale nie chciał pić. Gdy Go ukrzy­żo­wa­li, roz­dzie­li­li mię­dzy sie­bie Jego sza­ty, rzu­ca­jąc o nie losy. I sie­dząc, tam Go pil­no­wa­li. A nad gło­wą Jego umie­ści­li napis z poda­niem Jego winy: To jest Jezus, król żydow­ski. Wte­dy też ukrzy­żo­wa­no z Nim dwóch zło­czyń­ców, jed­ne­go po pra­wej, dru­gie­go po lewej stro­nie.
WYSZYDZENIE NA KRZYŻU
Ci zaś, któ­rzy prze­cho­dzi­li obok, prze­kli­na­li Go i potrzą­sa­li gło­wa­mi mówiąc: Ty, któ­ry burzysz przy­by­tek i w trzech dniach go odbu­do­wu­jesz, wybaw sam sie­bie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzy­ża. Podob­nie arcy­ka­pła­ni z uczo­ny­mi w Piśmie i star­szy­mi, szy­dząc, powta­rza­li: Innych wyba­wiał, sie­bie nie może wyba­wić. Jest kró­lem Izra­ela: niech­że teraz zej­dzie z krzy­ża, a uwie­rzy­my w Nie­go. Zaufał Bogu: niech­że Go teraz wyba­wi, jeśli Go miłu­je. Prze­cież powie­dział: Jestem Synem Bożym. Tak samo lży­li Go i zło­czyń­cy, któ­rzy byli z Nim ukrzy­żo­wa­ni.
ŚMIERĆ JEZUSA
Od godzi­ny szó­stej mrok ogar­nął całą zie­mię aż do godzi­ny dzie­wią­tej. Oko­ło godzi­ny dzie­wią­tej Jezus zawo­łał dono­śnym gło­sem: Elí, Elí, lemá sabach­tháni? To zna­czy Boże mój, Boże mój, cze­muś Mnie opu­ścił? Sły­sząc to, nie­któ­rzy ze sto­ją­cych tam mówi­li: On Elia­sza woła. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąw­szy gąb­kę, napeł­nił ją octem, wło­żył na trzci­nę i dawał Mu pić. Lecz inni mówi­li: Pocze­kaj! Zoba­czy­my, czy przyj­dzie Eliasz, aby Go wyba­wić. A Jezus raz jesz­cze zawo­łał dono­śnym gło­sem i wyzio­nął ducha.
PO ŚMIERCI JEZUSA
A oto zasło­na przy­byt­ku roz­dar­ła się na dwo­je z góry na dół; zie­mia zadrża­ła i ska­ły zaczę­ły pękać. Gro­by się otwo­rzy­ły i wie­le ciał świę­tych, któ­rzy umar­li, powsta­ło. I wyszedł­szy z gro­bów po Jego zmar­twych­wsta­niu, weszli do Mia­sta Świę­te­go i uka­za­li się wie­lu. Set­nik zaś i jego ludzie, któ­rzy odby­wa­li straż przy Jezu­sie, widząc trzę­sie­nie zie­mi i to, co się dzia­ło, zlę­kli się bar­dzo i mówi­li: Praw­dzi­wie, ten był Synem Bożym.
ROZWAŻANIE
Dro­ga krzy­żo­wa liczy­ła nie wię­cej niż 500 m. Nie­wie­le dla zdro­we­go. Zbyt dużo dla wyczer­pa­ne­go ska­zań­ca. Ale tu nie cho­dzi o fizycz­ne znisz­cze­nie czło­wie­ka. To była dro­ga nie­praw­do­po­dob­ne­go poni­że­nia: Syn Boży stał się czło­wie­kiem. Miesz­kań­cy Jero­zo­li­my wyrzu­ci­li Go poza mia­sto; naród żydow­ski (naród wybra­ny) wyłą­czył Go ze swe­go gro­na; rzym­ski urzęd­nik pozba­wił Go ludz­kiej god­no­ści, czy­niąc ska­zań­cem. Dla­cze­go się na to zgo­dził? Bo jest miłość, któ­ra nie zna gra­nic.

(rs)