Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

OKRES WIELKANOCNY 17–22 IV 2017

W OKTAWIE WIELKANOCY

PONIEDZIAŁEK
Dz 2,14.22b–32; Mt 28,8–15
Sło­wo Boże: Gdy anioł prze­mó­wił do nie­wiast, one pośpiesz­nie odda­li­ły się od gro­bu (…) A oto Jezus sta­nął przed nimi i rzekł: „Witaj­cie”. One pode­szły do Nie­go, obję­ły Go za nogi i odda­ły Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bój­cie się! Idź­cie i oznaj­mij­cie moim bra­ciom: niech idą do Gali­lei, tam Mnie zoba­czą”. Kobie­ty pierw­sze spo­ty­ka­ją zmar­twych­wsta­łe­go Pana. Zdu­mio­ne i prze­ra­żo­ne zara­zem, otrzy­mu­ją pole­ce­nie: Powiedz­cie uczniom, niech idą do Gali­lei. Tyle wyda­rzeń wcze­śniej dzia­ło się w Gali­lei, tyle spo­tkań, roz­mów, cudów i Jezu­so­wych słów. I oka­zu­je się, że trze­ba znów do tego powró­cić. Ale już ina­czej. W tych samych miej­scach mogą raz jesz­cze zoba­czyć Pana, ale już na nowo – zoba­czyć Zmar­twych­wsta­łe­go. A to zmie­nia wszyst­ko. Od tej chwi­li napraw­dę wszyst­ko jest już inne. Poja­wia się świa­tło, w któ­rym wszyst­ko wyglą­da ina­czej. To świa­tło żywej wia­ry.
WTOREK
Dz 2,36–41; J 20,11–18
Sło­wo Boże: Jezus rzekł do niej: „Mario!”. A ona obró­ciw­szy się powie­dzia­ła do Nie­go po hebraj­sku: „Rab­bu­ni”, to zna­czy: Mój Nauczy­cie­lu! Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzy­muj Mnie, jesz­cze bowiem nie wstą­pi­łem do Ojca. Nato­miast udaj się do moich bra­ci i powiedz im: Wstę­pu­ję do Ojca mego i Ojca wasze­go…”. W pierw­szej chwi­li myśla­ła, że to ogrod­nik, gdy jed­nak usły­sza­ła swe imię, pozna­ła, że to mówi do niej Pan. Maria sta­ła się rado­sną zwia­stun­ką wspa­nia­łej nowi­ny: widzia­łam Pana! Z tym orę­dziem poszła do innych. To pro­ste orę­dzie sta­ło się odtąd jej zna­kiem roz­po­znaw­czym. Pogrą­żo­na w smut­ku, zaję­ta roz­pa­mię­ty­wa­niem bole­snych zda­rzeń i wła­sne­go bólu, nagle mocą Chry­stu­so­wej miło­ści zosta­ła porwa­na do nowe­go świa­ta – do rado­ści, do życia, któ­re nie ma koń­ca. Czy z moją wia­rą mogę być Marią Mag­da­le­ną dla współ­cze­snych?
ŚRODA
Dz 3,1–10; Łk 24,13–35
Sło­wo Boże: Gdy zajął z nimi miej­sce u sto­łu, wziął chleb, odmó­wił bło­go­sła­wień­stwo, poła­mał go i dawał im. Wte­dy otwo­rzy­ły się im oczy i pozna­li Go, lecz On znik­nął im z oczu. I mówi­li mię­dzy sobą: „Czy ser­ce nie pała­ło w nas, kie­dy roz­ma­wiał z nami w dro­dze i Pisma nam wyja­śniał?”. Byli w dro­dze. Myśle­li o Jezu­sie jak o histo­rii, któ­ra już się skoń­czy­ła. Jezus był w tym momen­cie już tyl­ko czę­ścią prze­szło­ści. I tu zasko­cze­nie cał­ko­wi­te. Bo oka­za­ło się, że Pan jest. Po pro­stu jest z nimi. Idzie z nimi krok w krok. I jesz­cze wię­cej, roz­ma­wia, wyja­śnia, pozwa­la się zapro­sić do sto­łu. A oni wciąż jak­by we śnie. Tyle zna­ków, wyja­śnień, ser­decz­nych słów napo­mnie­nia, a oni nie pozna­li. Ale to jest sytu­acja każ­de­go z nas. Bo wokół tyle czy­tel­nych zna­ków, wyja­śnień i napo­mnień, a jed­nak ser­ce pozo­sta­je ocię­ża­łe. Panie, otwórz nasze ser­ca. Dziś jesz­cze.
CZWARTEK
Dz 3,11–26; Łk 24,35–48
Sło­wo Boże: A gdy roz­ma­wia­li, On sta­nął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!”. Zatrwo­żo­nym i wylę­kłym zda­wa­ło się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Cze­mu jeste­ście zmie­sza­ni i dla­cze­go wąt­pli­wo­ści budzą się w waszych ser­cach? Popa­trz­cie na moje ręce i nogi: to Ja jestem”. Wyczu­wa­jąc zasko­cze­nie swych uczniów Jezus powie­dział na powi­ta­nie: „Pokój wam!”. To pierw­szy dar Zmar­twych­wsta­łe­go. Im głę­biej wie­rzy­my w Jego żywą obec­ność, tym moc­niej odczu­wa­my, jak dar poko­ju prze­ni­ka nasze ser­ca. Nie zni­ka­ją kło­po­ty, nie prze­sta­ją rodzić się nowe zmar­twie­nia, a mimo to nie bra­ku­je poko­ju – poczu­cia, że Pan jest wspar­ciem. Znów powra­ca­ją męczą­ce grze­chy, kolej­ne upad­ki, ale ponad tym przej­mu­ją­cym doświad­cze­niem jest nadzie­ja, że Pan nie prze­sta­nie­nig­dy być wspar­ciem.
PIĄTEK
Dz 4,1–12; J 21,1–14
Sło­wo Boże: A gdy ranek zaświ­tał, Jezus sta­nął na brze­gu. Jed­nak­że ucznio­wie nie wie­dzie­li, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: „Dzie­ci, czy nie macie nic do jedze­nia?”. Odpo­wie­dzie­li Mu: „Nie”. On rzekł do nich: „Zarzuć­cie sieć po pra­wej stro­nie łodzi, a znaj­dzie­cie”. Zarzu­ci­li więc i z powo­du mnó­stwa ryb nie mogli jej wycią­gnąć. To już kie­dyś było. Nad Jezio­rem Tybe­riadz­kim łowi­li ryby. On obie­cał im, że odtąd będą ryba­ka­mi ludzi. Poszli za Nim. Minę­ło spo­ro cza­su, a oni znów sta­nę­li nad tym samym jezio­rem i przy tej samej pra­cy. I znów ten sam Pan wszedł w ich zmę­cze­nie, bez­sil­ność i zagu­bie­nie. I zaświ­tał nowy ranek. Znów sie­dział pośród nich, jadł z nimi posi­łek i roz­ma­wiał. Znów prze­ko­na­li się, że ich nie zosta­wił. Że mogą na Nie­go liczyć. Nowa wia­ra – odno­wio­na. Moc­niej­sza. Z tą wia­rą mogli iść. Nawet na krań­ce świa­ta. Panie, potrze­bu­ję takiej wia­ry.
SOBOTA
Dz 4,13–21; Mk 16,9–15
Sło­wo Boże: Potem uka­zał się w innej posta­ci dwom spo­śród nich na dro­dze (…). W koń­cu uka­zał się samym Jede­na­stu, gdy sie­dzie­li za sto­łem, i wyrzu­cał im brak wia­ry i upór, że nie wie­rzy­li tym, któ­rzy widzie­li Go zmar­twych­wsta­łe­go. I rzekł do nich: „Idź­cie na cały świat i gło­ście Ewan­ge­lię wszel­kie­mu stwo­rze­niu”. Usły­sze­li, że brak im wia­ry, że są upar­ci, że nie przyj­mu­ją świa­dec­twa innych, któ­rzy mówi­li o zmar­twych­wsta­niu Pana. I nagle sło­wa: „Idź­cie na cały świat i gło­ście Ewan­ge­lię…”. Czy byli na to przy­go­to­wa­ni? Nie byli dosko­na­li, nie byli eks­per­ta­mi wia­ry, ale poszli. I w dro­dze zdo­by­wa­li potrzeb­ną doj­rza­łość. Znów uwie­rzy­li Jego sło­wu i pozwo­li­li się pro­wa­dzić. Ucząc, sami się uczy­li. Pro­wa­dząc innych, sami wzra­sta­li. Uka­zu­jąc Jezu­sa innym, sami coraz bar­dziej Go miło­wa­li. To wspa­nia­ła dro­ga pogłę­bia­nia swej wia­ry.