Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

CZWARTY TYDZIEŃ WIELKANOCNY 8 –13 V 2017

PONIEDZIAŁEK
Dz 20,17–18a.28–32.36;
Rz 8,31b–39; J 10,11–16
Uro­czy­stość św. Sta­ni­sła­wa BM
Sło­wo Boże: Ja jestem dobrym paste­rzem i znam owce moje, a moje Mnie zna­ją, podob­nie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje odda­ję za owce. Mam tak­że inne owce, któ­re nie są z tej owczar­ni. I te muszę przy­pro­wa­dzić i będą słu­chać gło­su mego, i nasta­nie jed­na owczar­nia i jeden pasterz. Wła­ści­we, głę­bo­kie pozna­nie się dwóch osób nie pole­ga na gro­ma­dze­niu wie­dzy nawza­jem o sobie, nawet naj­bar­dziej szcze­gó­ło­wej. Tu ilość infor­ma­cji jest zawsze czymś wtór­nym. Bo cho­dzi nade wszyst­ko o więź mię­dzy oso­ba­mi, któ­rą naj­peł­niej wyra­ża sło­wo miłość. A w miło­ści nie ma miej­sca na wyko­rzy­sta­nie czy mani­pu­la­cję. Jeśli Jezus mówi o pozna­niu owiec, myśli o miło­ści, któ­ra pły­nie z Jego ser­ca. Pan zna nas dosko­na­le, bo oddał za nas swe życie. Myśli też o naszej miło­ści. Tyl­ko miłość jest klu­czem do pozna­nia Pana.
WTOREK
Dz 11,19–26; J 10,22–30
Sło­wo Boże: Moje owce słu­cha­ją gło­su mego, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wiecz­ne. Nie zgi­ną na wie­ki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, któ­ry Mi je dał, jest więk­szy od wszyst­kich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jed­no jeste­śmy. Gdzie znaj­du­je się sekret wier­no­ści? Jak sła­by czło­wiek znaj­du­je moc, by trwać przy Chry­stu­sie? Jak zacho­wać wier­ność w prze­ciw­no­ściach, wię­cej, tak­że w cza­sie prze­śla­do­wa­nia? Jezus sam wyja­śnia tę tajem­ni­cę: Jego owce słu­cha­ją Jego gło­su i dla­te­go nikt nie może wyrwać ich z ręki Jego. Tak pro­sty jest sekret wytrwa­nia w dobrym: słu­chać gło­su Pana. Jak to osią­gnąć w życiu codzien­nym? Trze­ba tak dosko­na­lić sumie­nie, by odczy­ty­wa­ło Jego głos. Trze­ba tak pro­wa­dzić modli­twę, by był w niej czas na słu­cha­nie Jezu­sa.
ŚRODA
Dz 12,24–13,5a; J 12,44–50
Sło­wo Boże: A kto Mnie widzi, widzi Tego, któ­ry Mnie posłał. Ja przy­sze­dłem na świat jako świa­tłość, aby nikt, kto we Mnie wie­rzy, nie pozo­sta­wał w ciem­no­ści. A jeże­li ktoś sły­szy sło­wa moje, ale ich nie zacho­wu­je, to Ja go nie potę­pię. Nie przy­sze­dłem bowiem po to, aby świat potę­pić, ale by świat zba­wić. Jezus Zba­wi­ciel – tak naj­czę­ściej zwra­ca­my się do Pana. I słusz­nie. Jezus Sędzia – od cza­su do cza­su poja­wia się i to słowo,by opi­sać Jego­dzia­ła­nie. Bo wie­rzy­my, że na koń­cu sta­nie­my przed Nim, by usły­szeć wyrok pod­su­mo­wu­ją­cy nasze życie. Tym­cza­sem Pan wyraź­nie się dystan­su­je od tego zada­nia. Mówi, że sło­wo, któ­re nam dał, będzie nas sądzić. To zna­czy, że sami będzie­my w sta­nie w peł­ni oce­nić, co w naszym życiu było war­to­ścio­we, a co nie. Zatem nie cze­kaj­my na to „kie­dyś”, ale w świe­tle dobrze zna­ne­go nam sło­wa spójrz­my na sie­bie już dziś.
CZWARTEK
Dz 13,13–25; J 13,16–20
Sło­wo Boże: Słu­ga nie jest więk­szy od swe­go pana ani wysłan­nik od tego, któ­ry go posłał. Wie­dząc to będzie­cie bło­go­sła­wie­ni… Zapraw­dę, zapraw­dę powia­dam wam: Kto przyj­mu­je tego, któ­re­go Ja poślę, Mnie przyj­mu­je. A kto Mnie przyj­mu­je, przyj­mu­je Tego, któ­ry Mnie posłał. Są posła­ni i ci, któ­rzy ich przyj­mu­ją. Ci pierw­si są szczę­śli­wi, gdy wyko­nu­jąc swo­je posłan­nic­two są Panu wdzięcz­ni i pamię­ta­ją, że są tyl­ko słu­ga­mi. Gdy rozu­mie­ją, że cały sens ich tru­du wyczer­pu­je się w tym, by jak naj­peł­niej wyra­żać Tego, któ­re­mu słu­żą. Ci dru­dzy też są szczę­śli­wi, gdy wie­dzą, że przez posłań­ców spo­ty­ka­ją Pana. Nie widzą Go wprost, choć może by tego pra­gnę­li. Ale prze­cież On sam przy­cho­dzi rów­nie sku­tecz­nie przez swe słu­gi. Tu nie ma sta­łej linii podzia­łu. Bo raz posła­ni, innym razem przyj­mu­ją­cy posłań­ców, zawsze może­my być bli­sko Pana.
PIĄTEK
Dz 13,26–33; J 14,1–6
Sło­wo Boże: Niech się nie trwo­ży ser­ce wasze. Wie­rzy­cie w Boga? I we Mnie wierz­cie! W domu Ojca mego jest miesz­kań wie­le. Gdy­by tak nie było, to bym wam powie­dział. Idę prze­cież przy­go­to­wać wam miej­sce. A gdy odej­dę i przy­go­tu­ję wam miej­sce, przyj­dę powtór­nie i zabio­rę was do sie­bie. Żyjąc tu, na zie­mi, myśli­my o zba­wie­niu, o domu Ojca. Jezus zapew­nia, że każ­dy z nas ma przy­go­to­wa­ne w domu Ojca miesz­ka­nie. Pro­si, wzy­wa, by w to wie­rzyć. Zatem jest to waż­na myśl, któ­ra win­na towa­rzy­szyć nam w codzien­no­ści, ma bowiem w sobie siłę spraw­czą – może kształ­to­wać nasze decy­zje i wpły­wać na kształt naszych zaan­ga­żo­wań. Jeśli Jezus mówi o tym, że chce przy­go­to­wać nam miej­sce, to myśli o pra­cy, któ­rą musi jesz­cze wyko­nać z nami, tu w cza­sie wędrów­ki ziem­skiej, byśmy zdą­ży­li z Jego łaską do tego domu dojść.
SOBOTA
Dz 13,44–52; J 14,7–14
Sło­wo Boże: Fili­pie, tak dłu­go jestem z wami, a jesz­cze Mnie nie pozna­łeś? Kto Mnie zoba­czył, zoba­czył tak­że i Ojca. Dla­cze­go więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wie­rzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, któ­re wam mówię, nie wypo­wia­dam od sie­bie. To Ojciec, któ­ry trwa we Mnie, On sam doko­nu­je tych dzieł. Filip pra­gnął zoba­czyć Ojca. Szu­kał cze­goś wię­cej, niż dotąd widział. Sądził, że to pozna­nie już nie wystar­cza. W wie­lu sytu­acjach każ­dy kolej­ny krok w poszu­ki­wa­niu cze­goś nowe­go wyda­je się słusz­ny, bo może wska­zy­wać na głę­bię ludz­kich pra­gnień. Tym razem Jezus zda­je się mówić: to, co widzisz, co już dziś wiesz, wystar­czy. Bo są takie sytu­acje, gdy czło­wiek może poszu­ki­wać kolej­nej nowo­ści i zara­zem nie rozu­mieć tego, co już otrzy­mał. Zanim poja­wi się kolej­ny krok, trze­ba doce­nić to, co już jest.