Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

JEDENASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 19–24 VI 2017

PONIEDZIAŁEK
Ef 2,19–22; J 20,24–29
Świę­to św. Toma­sza Apo­sto­ła
Sło­wo Boże: Tomasz, jeden z Dwu­na­stu, zwa­ny Didy­mos, nie był razem z nimi, kie­dy przy­szedł Jezus. Inni więc ucznio­wie mówi­li do nie­go: „Widzie­li­śmy Pana”. Ale on rzekł do nich: „Jeże­li na rękach Jego nie zoba­czę śla­du gwoź­dzi i nie wło­żę pal­ca mego w miej­sce gwoź­dzi, i nie wło­żę ręki mojej do boku Jego, nie uwie­rzę”. Utar­ło się nazy­wać Toma­sza Apo­sto­ła nie­wier­nym. Tym samym wspo­mi­na­my, że nie przy­jął świa­dec­twa pozo­sta­łych Apo­sto­łów, któ­rzy chcie­li prze­ko­nać go o zmar­twych­wsta­niu Jezu­sa. Wspo­mi­na­my jego rady­kal­ne żąda­nie, bo chciał nama­cal­nie stwier­dzić, że Ukrzy­żo­wa­ny żyje. Lecz dziś przede wszyst­kim z wdzięcz­no­ścią przyj­mij­my jego peł­ne żaru wyzna­nie: „Pan mój i Bóg mój”. Niech to będzie tak­że nasze wyzna­nie. Bo to pro­ste sło­wo pozwa­la nam wypo­wie­dzieć tajem­ni­cę, wobec któ­rej umysł pokor­nie się skła­nia w posta­wie ado­ra­cji.
WTOREK
Rdz 19,15–29; Mt 8,23–27
Sło­wo Boże: A oto zerwa­ła się wiel­ka burza na jezio­rze, tak że fale zale­wa­ły łódź; On zaś spał. Wte­dy przy­stą­pi­li do Nie­go i obu­dzi­li Go, mówiąc: „Panie, ratuj, ginie­my!”. A On rzekł im: „Cze­mu bojaź­li­wi j este­ście, m ałej w iary?”. P otem, p owstaw­szy, zgro­mił wichry i jezio­ro, i nasta­ła głę­bo­ka cisza. Gdy sma­ga­ją nie­prze­wi­dy­wal­ne podmu­chy wia­tru, gdy ser­ce ogar­nia dokucz­li­we poczu­cie bra­ku bez­pie­czeń­stwa, czło­wiek zaczy­na rozu­mieć, że jest zależ­ny od zewnętrz­nych oko­licz­no­ści, że nie potra­fi nad wszyst­kim zapa­no­wać, że może nie mieć wpły­wu na oto­cze­nie. I wte­dy bez­rad­nym wzro­kiem szu­ka pomo­cy. Jezus wska­zu­je jed­no roz­wią­za­nie: kotwi­cą, któ­ra zapew­nia sta­bil­ność, jest wia­ra. Czło­wiek utwier­dzo­ny wia­rą sta­je się moc­ny niczym ska­ła, zdol­na sta­wić czo­ło każ­de­mu ude­rze­niu wichru.
ŚRODA
Rdz 21,5.8–20; Mt 8,28–34
Sło­wo Boże: Złe duchy zaczę­ły Go pro­sić: „Jeże­li nas wyrzu­casz, to poślij nas w tę trzo­dę świń”. Rzekł do nich: „Idź­cie”. Wyszły więc i weszły w świ­nie. I zaraz cała trzo­da ruszy­ła pędem po urwi­stym zbo­czu do jezio­ra i zgi­nę­ła w wodach. Paste­rze zaś ucie­kli i przy­szedł­szy do mia­sta, roz­po­wia­da­li wszyst­ko. Moż­na posta­wić pyta­nie: dla­cze­go Jezus roz­ma­wia ze zły­mi ducha­mi? Dla­cze­go speł­nia ich proś­bę? Być może chce nas prze­ko­nać, że każ­de stwo­rze­nie pod­le­ga Jego wła­dzy, o czym, bywa, że zapo­mi­na­my. Lecz tu waż­niej­sze jest inne pyta­nie: dla­cze­go Gada­reń­czy­cy pro­si­li Go, by odszedł z ich ziem? Dla­cze­go zmar­no­wa­li szan­sę przy­ję­cia Zba­wi­cie­la? Bo ich umy­sły pozo­sta­ły przy świ­niach, któ­re poto­nę­ły. Świ­nie mia­ły kon­kret­ną, wyli­czal­ną w pie­nią­dzach war­tość. A zwy­cię­stwo nad złym duchem umknę­ło ich uwa­dze. I nie dało się osza­co­wać w bank­no­tach.
CZWARTEK
Rdz 22,1–19; Mt 9,1–8
Sło­wo Boże: Jezus wsiadł do łodzi, prze­pra­wił się z powro­tem i przy­szedł do swe­go mia­sta. A oto przy­nie­śli Mu para­li­ty­ka, leżą­ce­go na łożu. Jezus, widząc ich wia­rę, rzekł do para­li­ty­ka: „Ufaj, synu! Odpusz­czo­ne są ci two­je grze­chy”. Na to pomy­śle­li sobie nie­któ­rzy z uczo­nych w Piśmie: On bluź­ni. Wia­ra Izra­ela był przej­rzy­sta: tyl­ko Bóg może odpusz­czać grze­chy. I nie może być żad­ne­go wyjąt­ku. Gdy zatem ucze­ni sły­szą, że Jezus dekla­ru­je odpusz­cze­nie grze­chów spa­ra­li­żo­wa­ne­mu, natych­miast uru­cha­mia się w ich gło­wach ostrze­gaw­czy sygnał: to bluź­nier­stwo. Jed­nak ze stro­ny Pana ta pro­wo­ka­cyj­na wypo­wiedź była zapro­sze­niem uczo­nych na dro­gę wia­ry. Dla potwier­dze­nia praw­dzi­wo­ści swych słów Jezus doko­nu­je uzdro­wie­nia fizycz­ne­go. I wie­lu uwie­rzy­ło. Zaczę­li wiel­bić Boga. Część nie uwie­rzy­ła. Bo czło­wiek nawet wobec takie­go zna­ku jest wol­ny.
PIĄTEK
Rdz 23,1–4.19;24,1–8.10.48.59.62–67; Mt 9,9–13
Sło­wo Boże: Fary­ze­usze mówi­li do Jego uczniów: „Dla­cze­go wasz Nauczy­ciel jada wspól­nie z cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi?”. On, usły­szaw­szy to, rzekł: „Nie potrze­bu­ją leka­rza zdro­wi, lecz ci, któ­rzy się źle mają. Idź­cie i sta­raj­cie się zro­zu­mieć, co zna­czy: «Chcę raczej miło­sier­dzia niż ofia­ry»”. W prak­ty­ko­wa­niu naszej wia­ry na co dzień chęt­niej skła­da­my Bogu ofia­ry niż oka­zu­je­my miło­sier­dzie potrze­bu­ją­cym. Tym­cza­sem nasz Pan bar­dziej ceni miło­sier­dzie niż ofia­rę zło­żo­ną na Jego cześć. Dla­cze­go? Ofia­ra, owszem, skła­da­na jest z myślą o uczcze­niu Stwór­cy, wyra­ża też naszą zależ­ność od Nie­go. To wszyst­ko jest bar­dzo cen­ne. Miło­sier­dzie jed­nak jest czy­nem, któ­ry pod­no­si czło­wie­ka będą­ce­go obok, budu­je go, nie­mal stwa­rza i dla­te­go jest dosko­na­łym naśla­do­wa­niem tego, co czy­ni Pan. Stąd pły­nie wyjąt­ko­wa war­tość miło­sier­dzia.
SOBOTA
Rdz 27,1–5.15–29; Mt 9,14–17
Sło­wo Boże: Po powro­cie z kra­iny Gada­reń­czy­ków pode­szli do Nie­go ucznio­wie Jana i zapy­ta­li: „Dla­cze­go my i fary­ze­usze dużo pości­my, Twoi zaś ucznio­wie nie poszczą?”. Jezus im rzekł: „Czy goście wesel­ni mogą się smu­cić, dopó­ki pan mło­dy jest z nimi? Lecz przyj­dzie czas, kie­dy zabio­rą im pana mło­de­go, a wte­dy będą pościć”. Jezus dał przy­kład suro­we­go postu, gdy u pro­gu swej dzia­łal­no­ści przez dłuż­szy czas prze­by­wał na pusty­ni. Pozba­wio­ny pokar­mu, tak­że ele­men­tar­nych warun­ków nie­zbęd­nych do codzien­ne­go życia, trwał na modli­twie i przy­go­to­wy­wał się do publicz­ne­go wystą­pie­nia. Wte­dy tak­że doznał kusze­nia ze stro­ny sza­ta­na. Jezus zatem nie odrzu­cił postu. Prze­ciw­nie, Jego przy­kład jest jasną wska­zów­ką dla uczniów. Poka­zu­je bowiem war­tość postu. Rów­nież w swym naucza­niu Pan zachę­ca do pod­ję­cia postu. Trze­ba umieć pościć i trze­ba umieć wese­lić się uczto­wa­niem.