Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

NADZIEJA CHRZEŚCIJAŃSKA SIŁĄ MĘCZENNIKÓW

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 28 czerw­ca br.

Fot. L’Osservatore Roma­no

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!
Dziś zasta­na­wia­my się nad nadzie­ją chrze­ści­jań­ską jako siłą męczen­ni­ków. Gdy w Ewan­ge­lii Jezus posy­ła swo­ich uczniów na misje, nie zwo­dzi ich ilu­zja­mi łatwe­go suk­ce­su. Wręcz prze­ciw­nie, wyraź­nie ich prze­strze­ga, że gło­sze­nie Kró­le­stwa Boże­go zawsze wią­że się z prze­ci­wień­stwa­mi. Uży­wa tak­że wyra­że­nia szcze­gól­ne­go: „Będzie­cie w nie­na­wi­ści u wszyst­kich z powo­du mego imie­nia” (Mt 10,22). (…) To nor­mal­ne, bo świat nazna­czo­ny jest grze­chem, któ­ry prze­ja­wia się w róż­nych for­mach ego­izmu i nie­spra­wie­dli­wo­ści. Nato­miast ci, któ­rzy idą za Chry­stu­sem idą w prze­ciw­nym kie­run­ku. Nie ze wzglę­du na ducha pole­micz­ne­go, ale ze wzglę­du na wier­ność logi­ce Kró­le­stwa Boże­go, któ­ra jest logi­ką nadziei, a prze­kła­da się na styl życia opie­ra­ją­ce­go się na wska­za­niach Jezu­sa. Pierw­szym wska­za­niem jest ubó­stwo. Kie­dy Jezus posy­ła swo­ich uczniów na misje, wyda­je się, że bar­dziej trosz­czy się o ich „ogo­ło­ce­nie” niż „przy­oble­cze­nie”! (…) Jezus mówi: „Oto Ja was posy­łam jak owce mię­dzy wil­ki” (Mt 10,16). Zatem bez tor­by, bez pazu­rów, bez bro­ni. Chrze­ści­ja­nin musi być raczej roz­trop­ny, a cza­sem nawet prze­bie­gły: są to cno­ty akcep­to­wa­ne przez ewan­ge­licz­ną logi­kę. Ale nigdy prze­moc. Aby poko­nać zło, nie moż­na uży­wać metod zła. Jedy­ną siłą chrze­ści­ja­ni­na jest Ewan­ge­lia. W chwi­lach trud­nych trze­ba wie­rzyć, że Jezus stoi przed nami, i nie­ustan­nie towa­rzy­szy swo­im uczniom. Prze­śla­do­wa­nie nie jest zaprze­cze­niem Ewan­ge­lii, ale jest jej czę­ścią: jeśli prze­śla­do­wa­li nasze­go Mistrza, jak­że może­my mieć nadzie­ję, że nam zosta­nie zaosz­czę­dzo­na wal­ka? (…) Chrze­ści­ja­nie muszą zatem, zawsze być po „innej stro­nie” niż świat; tej, wybra­nej przez Boga:
• nie prze­śla­dow­ców, ale prze­śla­do­wa­nych;
• nie aro­ganc­cy, lecz łagod­ni;
• nie sprze­daw­cy ilu­zji, ale ule­gli wobec praw­dy;
• nie oszu­ści, lecz uczci­wi.
Ta wier­ność wobec sty­lu Jezu­sa – sty­lu nadziei – aż po śmierć, będzie nazwa­na przez pierw­szych chrze­ści­jan bar­dzo pięk­nie: „męczeń­stwo”, co ozna­cza „świa­dec­two”. (…) Wstręt­ny jest dla chrze­ści­jan pomysł, aby zama­chow­ców- samo­bój­ców moż­na było nazwać „męczen­ni­ka­mi”: w ich celu nie ma nicze­go, co mogło­by ich przy­bli­żyć do posta­wy dzie­ci Bożych. Cza­sem, czy­ta­jąc histo­rie wie­lu męczen­ni­ków dnia wczo­raj­sze­go i dzi­siej­sze­go,
któ­rzy są licz­niej­si niż męczen­ni­cy pierw­szych wie­ków – jeste­śmy zdu­mie­ni w obli­czu męstwa, z jakim sta­wa­li w obli­czu pró­by. To męstwo jest zna­kiem wiel­kiej nadziei, jaka ich oży­wia­ła: nadziei pew­nej, że nic i nikt nie może ich oddzie­lić od miło­ści Boga, danej nam w Jezu­sie Chry­stu­sie. Niech Bóg zawsze daje nam siłę,
byśmy byli Jego świad­ka­mi. Niech nam da prze­ży­wać nadzie­ję chrze­ści­jań­ską, zwłasz­cza w ukry­tym męczeń­stwie wypeł­nia­nia dobrze i z miło­ścią naszych codzien­nych obo­wiąz­ków.