Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

SZESNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 24–29 VII 2017

PONIEDZIAŁEK
Wj 14,5–9a.10–18; Mt 12,38–42
Sło­wo Boże: „Nauczy­cie­lu, chcie­li­by­śmy jakiś znak od Cie­bie”. Lecz On im odpo­wie­dział: „Ple­mię prze­wrot­ne i wia­ro­łom­ne żąda zna­ku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz zna­ku Jona­sza. Albo­wiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrz­no­ściach wiel­kiej ryby, tak Syn Czło­wie­czy będzie trzy dni i trzy noce w łonie zie­mi”. Jonasz został posła­ny do Nini­wy. Nie chciał przy­jąć tego zada­nia i pełen bun­tu ucie­kał przed Bogiem. Dopie­ro po trzech dniach, spę­dzo­nych w ukry­ciu, stał się gło­si­cie­lem sło­wa Boże­go. W ten spo­sób oca­lił życie miesz­kań­ców Nini­wy. A Jezus? Przy­jął na sie­bie wszyst­kie ludz­kie bun­ty wobec Boga i wszyst­kie ludz­kie uciecz­ki w grzech. Ale gdy zmar­twych­wstał trze­cie­go dnia, przy­niósł życie. Otwarł dro­gę oca­le­nia. Ratu­je każ­de­go, kto Mu zaufa, kto uwie­rzy i pój­dzie za Nim. Jezus, nowy Jonasz, nie tyl­ko gło­si, ale przede wszyst­kim udzie­la łaski oca­le­nia.
WTOREK
2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28
Sło­wo Boże: „Nie wie­cie, o co pro­si­cie. Czy może­cie pić kie­lich, któ­ry Ja mam pić?”. Odpo­wie­dzie­li Mu: „Może­my”. On jed­nak rzekł do nich: „Kie­lich mój pić będzie­cie. Nie do Mnie jed­nak nale­ży dać miej­sce po mojej stro­nie pra­wej i lewej, ale dosta­nie się ono tym, dla któ­rych mój Ojciec je przy­go­to­wał”. Budo­wa­nie rela­cji z żywym Bogiem jest fun­da­men­tem chrze­ści­jań­skie­go życia ducho­we­go. Nie­ste­ty, tu czy­ha­ją na czło­wie­ka poważ­ne nie­bez­pie­czeń­stwa. Jed­no z nich uka­zu­je roz­mo­wa Jezu­sa z mat­ką Jaku­ba i Jana oraz z samy­mi Apo­sto­ła­mi. Mat­ka i syno­wie ocze­ku­ją kon­kret­nych korzy­ści ze swe­go zaan­ga­żo­wa­nia po stro­nie Jezu­sa. Dodat­ko­wo skła­da­ją dekla­ra­cje bez zasta­no­wie­nia, co wyni­ka nie tyle z głę­bi ich zaufa­nia, ile z chę­ci uzy­ska­nia tego, na czym im zale­ży. Tym­cza­sem Boga nie moż­na trak­to­wać jako pomo­stu do uzy­ska­nia wła­snej korzy­ści.
ŚRODA
Wj 16,1–5.9–15; Mt 13,1–9
Sło­wo Boże: Oto siew­ca wyszedł siać. A gdy siał, nie­któ­re ziar­na padły na dro­gę, nad­le­cia­ły pta­ki i wydzio­ba­ły je. Inne padły na miej­sca ska­li­ste, gdzie nie­wie­le mia­ły zie­mi; i wnet powscho­dzi­ły, bo gle­ba nie była głę­bo­ka. Lecz gdy słoń­ce wze­szło, przy­pa­li­ły się i uschły, bo nie mia­ły korze­nia… Ziar­no z zie­mi wyra­sta samo, mocą ukry­tej w nim życio­daj­nej siły. Jed­nak­że dal­szy wzrost i owo­co­wa­nie uza­leż­nio­ne są od pod­ło­ża. Sło­wo Boże kry­je w sobie życio­daj­ną moc, rodzą­cą życie ducho­we – mię­dzy inny­mi miłość do Boga i posłu­szeń­stwo wobec Jego świę­tej woli. Jed­nak­że wie­le jest chwa­stów, któ­re pano­szą się w ludz­kim ser­cu i umy­śle i unie­moż­li­wia­ją wzrost tego, co Boże. War­to zasta­no­wić się, w jakim stop­niu
to, cze­go słu­cha­my i co oglą­da­my, cze­mu poświę­ca­my wie­le nasze­go cza­su, wspie­ra roz­wój wia­ry i miło­ści wobec Boga.
CZWARTEK
Wj 19,1–2.9–11.16–20b; Mt 13,10–17
Sło­wo Boże: Słu­chać będzie­cie, a nie zro­zu­mie­cie, patrzeć będzie­cie, a nie zoba­czy­cie. Bo stward­nia­ło ser­ce tego ludu, ich uszy stę­pia­ły i oczy swe zamknę­li, żeby ocza­mi nie widzie­li ani usza­mi nie sły­sze­li, ani swym ser­cem nie rozu­mie­li: i nie nawró­ci­li się, abym ich uzdro­wił. Lecz szczę­śli­we oczy wasze, że widzą… Fizycz­ny ból jest bło­go­sła­wio­ny, bo wymu­sza lecze­nie. Ale nie zawsze jest to oczy­wi­ste. Nie­je­den nosi ból, pró­bu­je go uśmie­rzyć, nie podej­mu­jąc lecze­nia przy­czy­ny. A czy podob­nie nie jest z bólem duszy? Nie­raz nosi­my – być może nie­wy­raź­ny, jak­by przy­tłu­mio­ny – ból sumie­nia, któ­ry to ból tyl­ko od cza­su do cza­su docho­dzi do gło­su, a mimo to nie decy­du­je­my się pod­jąć lecze­nia, któ­re uzdro­wi­ło­by nas grun­tow­nie. War­to pomy­śleć o przy­czy­nie nasze­go bólu ducho­we­go,
war­to pro­sić Pana, by wska­zał zawsze przy­czy­nę bólu i dro­gę jego ule­cze­nia.
PIĄTEK
Wj 19,17; 20,1–17; Mt 13,18–23
Sło­wo Boże: Do każ­de­go, kto słu­cha sło­wa o kró­le­stwie, a nie rozu­mie go, przy­cho­dzi Zły i pory­wa to, co zasia­ne jest w jego ser­cu. Takie­go czło­wie­ka ozna­cza ziar­no posia­ne na dro­dze. Posia­ne na grunt ska­li­sty ozna­cza tego, kto słu­cha sło­wa i natych­miast z rado­ścią je przyj­mu­je; ale nie ma w sobie korze­nia i jest nie­sta­ły. Pan jest nie­praw­do­po­dob­nie hoj­ny wobec czło­wie­ka. Jego sło­wo nie­stru­dze­nie towa­rzy­szy czło­wie­ko­wi. Uprze­dza poka­zu­jąc dro­gę. Pod­no­si, gdy ktoś upa­da. Popy­cha, gdy ktoś tra­ci siły. Przy­cho­dzi po raz kolej­ny, nawet gdy wcze­śniej nie zosta­ło przy­ję­te. Bóg sie­je prze­ob­fi­cie. Mówi nie­ustan­nie do każ­de­go. Nie­ste­ty, nasze reak­cje bywa­ją bar­dzo róż­ne, tak­że nie­wła­ści­we. I przed tym nie­bez­pie­czeń­stwem usi­łu­je prze­strzec nas dzi­siaj Pan. Bo nie wystar­czy raz usły­szeć. Słu­cha­nie Boga win­no być czymś zwy­czaj­nym i codzien­nym.
SOBOTA
1 J 4,7–16; J 11,19–27 lub Łk 10,38–42
Sło­wo Boże: Mar­ta rze­kła do Jezu­sa: „Panie, gdy­byś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszyst­ko, o cokol­wiek byś pro­sił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmar­twych­wsta­nie”. Rze­kła Mar­ta do Nie­go: „Wiem, że zmar­twych­wsta­nie w cza­sie zmar­twych­wsta­nia w dniu osta­tecz­nym”. Gdy przy­cho­dzi bole­sne wyda­rze­nie, wobec któ­re­go czło­wiek jest bez­rad­ny, pozo­sta­je liczyć na pomoc Boga. Poja­wia­ją się natar­czy­we modli­twy i gdy sytu­acja nadal jest trud­na, gdy wyda­je się nam, że nic się nie zmie­nia, wów­czas łatwo o pre­ten­sje. Tak zare­ago­wa­ła Mar­ta, gdy z wyrzu­tem zauwa­ży­ła, że Jezus nie przy­szedł w porę. Tym­cza­sem Jezus dosko­na­le rozu­miał sytu­ację i swo­im postę­po­wa­niem skło­nił Mar­tę do oży­wie­nia wia­ry w zmar­twych­wsta­nie i swe mesjań­skie posłan­nic­two. Dopie­ro wte­dy doko­nał się cud.