Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

OSIEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 7 – 12 VIII 2017

PONIEDZIAŁEK
Lb 11,4b–15; Mt 14,13–21
Sło­wo Boże: Gdy Jezus usły­szał o śmier­ci Jana Chrzci­cie­la, odda­lił się stam­tąd łodzią na pust­ko­wie, osob­no. Lecz tłu­my zwie­dzia­ły się o tym i z miast poszły za Nim pie­szo. Gdy wysiadł, ujrzał wiel­ki tłum. Zli­to­wał się nad nimi i uzdro­wił ich cho­rych. Po śmier­ci Jana Jezus szu­ka chwi­li odosob­nie­nia. Wszak zmar­ły był Jego krew­nym i to mogło być przy­czy­ną takiej reak­cji. Ale zebrał się znacz­ny tłum ludzi i Pan podej­mu­je znów swą dzia­łal­ność: uzdra­wia cho­rych, naucza, w koń­cu kar­mi wszyst­kich zebra­nych. Oto odszedł jeden pro­rok, a Bóg pro­wa­dzi następ­ne­go – tym rza­zem swe­go Syna Jezu­sa. Bo czło­wiek nie­ustan­nie potrze­bu­je Boże­go sło­wa, a Stwór­ca chęt­nie na to pra­gnie­nie odpo­wia­da. I nie zosta­wia swe­go ludu bez pro­ro­ka. Bez poucze­nia, bez opie­ki. Tak jest w każ­dym dniu.
WTOREK
Lb 12,1–13; Mt 15,1–2.10–14
Sło­wo Boże: „Dla­cze­go twoi ucznio­wie postę­pu­ją wbrew tra­dy­cji star­szych? Bo nie myją sobie rąk przed jedze­niem”. Jezus przy­wo­łał do sie­bie tłum i rzekł do nie­go: „Słu­chaj­cie i chciej­cie zro­zu­mieć: Nie to, co wcho­dzi do ust, czy­ni czło­wie­ka nie­czy­stym, ale co z ust wycho­dzi, to go czy­ni nie­czy­stym”. To stan­dar­do­we pyta­nia, któ­re czę­sto sta­wia­my: Dla­cze­go dopu­ścił się tego czy­nu? Kto zawi­nił? Kto się za tym kry­je? Lecz czę­sto za tym kry­je się pro­ste dąże­nie do uspra­wie­dli­wie­nia wła­snych złych czy­nów, do prze­rzu­ce­nia odpo­wie­dzial­no­ści na innych. Tym­cza­sem nie negu­jąc złych zewnętrz­nych wpły­wów, Jezus pod­kre­śla odpo­wie­dzial­ność kon­kret­nych ludzi za swo­je czy­ny. Wie­le może wpły­wać na nas, ale przede wszyst­kim to od nas zale­ży, co z nasze­go ser­ca wypły­nie. I dla­te­go jeste­śmy za to odpo­wie­dzial­ni.
ŚRODA
Oz 2,16b.17b.21–22; Mt 25,1–13
Świę­to św. Tere­sy Bene­dyk­ty od Krzy­ża
Sło­wo Boże: Kró­le­stwo nie­bie­skie podob­ne będzie do dzie­się­ciu panien, któ­re wzię­ły swo­je lam­py i wyszły na spo­tka­nie oblu­bień­ca. Pięć z nich było nie­roz­sąd­nych, a pięć roz­trop­nych. Nie­roz­sąd­ne wzię­ły lam­py, ale nie wzię­ły z sobą oli­wy. Roz­trop­ne zaś razem z lam­pa­mi zabra­ły rów­nież oli­wę w naczy­niach. Lam­pa jest cen­na, bez niej nie było­by świa­tła. Lecz potrzeb­na jest tak­że oli­wa, bo to ona daje świa­tło. Co wię­cej, nie wystar­czy raz wypeł­nić lam­pę oli­wą, bo kolej­ny czas potrze­bu­je kolej­nej daw­ki świa­tła. Lam­pa jest jak chrzest – dany jest raz. Oli­wa jest jak kolej­ne akty wia­ry, ufno­ści, odda­nia i miło­ści – te muszą być wciąż pona­wia­ne, bo każ­dy dzień, każ­de zada­nie potrze­bu­je świe­żej ducho­wej mocy. Jeśli o tym zapo­mni­my, może­my któ­re­goś dnia obu­dzić się ducho­wo wyschnię­ci, bez oli­wy wia­ry, któ­ra by zapło­nę­ła żywym entu­zja­zmem w zwy­kłej codzien­no­ści.
CZWARTEK
2 Kor 9,6–10; J 12,24–26
Świę­to św. Waw­rzyń­ca
Sło­wo Boże: Zapraw­dę, zapraw­dę, powia­dam wam: Jeże­li ziar­no psze­ni­cy wpadł­szy w zie­mię nie obumrze, zosta­nie tyl­ko samo, ale jeże­li obumrze, przy­no­si plon obfi­ty. Ten, kto kocha swo­je życie, tra­ci je, a kto nie­na­wi­dzi swe­go życia na tym świe­cie, zacho­wa je na życie wiecz­ne. Tra­ce­nie życia zgod­nie z Jezu­so­wym poucze­niem to nic inne­go jak zma­ga­nie się z ego­izmem. Powszech­nie odbie­ra­ne dziś impul­sy, któ­re docie­ra­ją do nas zewsząd, czę­sto kry­ją w sobie moc­ną nutę ego­izmu. Nastę­pu­je widocz­ne roz­dwo­je­nie świa­do­mo­ści: z jed­nej stro­ny budu­je się wraż­li­wość wobec zwie­rząt, natu­ry, śro­do­wi­ska, zara­zem jed­nak dość moc­ne są gło­sy, by czło­wiek w spo­sób nie­skrę­po­wa­ny reali­zo­wał swo­je zachcian­ki, co w dal­szej per­spek­ty­wie pro­wa­dzi do samo­za­gła­dy. Speł­nie­nie bowiem jest tyl­ko w bez­in­te­re­sow­nej miło­ści.
PIĄTEK
Pwt 4,32–40; Mt 16,24–28
Sło­wo Boże: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech weź­mie krzyż swój i niech Mnie naśla­du­je. Bo kto chce zacho­wać swo­je życie, stra­ci je; a kto stra­ci swe życie z mego powo­du, znaj­dzie je. Cóż bowiem za korzyść odnie­sie czło­wiek, choć­by cały świat zyskał, a na swej duszy szko­dę poniósł? Trud­no bez drże­nia w gło­sie wypo­wia­dać sło­wa o przy­ję­ciu krzy­ża. A jed­nak Jezus taką dro­gę nam wska­zu­je. I wca­le nie cho­dzi tu o wyszu­ki­wa­nie utra­pień, cier­pięt­nic­two. Naucza­nie o dro­dze krzy­ża jest bowiem jed­nym z tych wska­zań, któ­re świad­czą o głę­bo­kim reali­zmie Zba­wi­cie­la. Zmar­nu­je­my życie chcąc jedy­nie uni­kać prze­ciw­no­ści, by roz­ko­szo­wać się tym, co przy­jem­ne i satys­fak­cjo­nu­ją­ce. Lecz gdy oswo­imy się z obec­no­ścią tego, co trud­ne, odkry­je­my, że może stać się to budul­cem, któ­ry pozwo­li nam wejść wyso­ko, bar­dzo wyso­ko…
SOBOTA
Pwt 6,4–13; Mt 17,14–20
Sło­wo Boże: „Przy­pro­wadź­cie Mi go tutaj”. Jezus roz­ka­zał mu suro­wo i zły duch opu­ścił go. Od owej pory chło­piec odzy­skał zdro­wie. Wte­dy ucznio­wie pode­szli do Jezu­sa na osob­no­ści i zapy­ta­li: „Dla­cze­go my nie mogli­śmy go wypę­dzić?” On zaś im rzekł: „Z powo­du małej waszej wia­ry…”. Wia­ra doma­ga się nie­ustan­nej reflek­sji. Nie cho­dzi jed­nak o upo­rczy­we zasta­na­wia­nie się nad tym, co powie­dział Jezus, co zawie­ra Pismo. Owszem, tego typu reflek­sja jest koniecz­na. Ale znacz­nie waż­niej­sze jest czu­wa­nie nad jako­ścią swej wia­ry. Lecz nie ma sen­su roz­pa­mię­ty­wa­nie, czy wie­rzę, czy nie. Cho­dzi przede wszyst­kim o pokor­ną posta­wę ser­ca, któ­re wie­rzy, pra­gnie ufać coraz bar­dziej, a zara­zem wie dosko­na­le, że trze­ba jesz­cze iść dalej. I nie zra­ża się tym sta­nem rze­czy, bo wie, że tak wła­śnie pro­wa­dzi czło­wie­ka Pan do ostat­nie­go dnia.