Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY PIERWSZY TYDZIEŃ ZWYKŁY 28 VIII – 2 IX 2017

PONIEDZIAŁEK
1 Tes 1,1–5.8b–10; Mt 23,1.13–22
Sło­wo Boże: Bia­da wam, ucze­ni w Piśmie i fary­ze­usze obłud­ni­cy, bo zamy­ka­cie kró­le­stwo nie­bie­skie przed ludź­mi. Wy sami nie wcho­dzi­cie i nie pozwa­la­cie wejść tym, któ­rzy do nie­go idą… Bia­da wam prze­wod­ni­cy śle­pi, któ­rzy mówi­cie: „Kto by przy­siągł na przy­by­tek, nic to nie zna­czy…”. Gor­li­wość jest cen­ną posta­wą, bo mówi o głę­bo­kim zaan­ga­żo­wa­niu czło­wie­ka w spra­wę, któ­rej słu­ży. Mówi też bar­dzo o poko­na­niu obo­jęt­no­ści. Jed­nak­że ist­nie­je taki rodzaj gor­li­wo­ści, któ­ry może być nie­bez­piecz­ny. Owa znie­kształ­co­na gor­li­wość rodzi się wów­czas, gdy w ser­cu czło­wie­ka wraz z zaan­ga­żo­wa­niem poja­wia się nie­pra­wość. Jezus okre­śla to sło­wem obłu­da. To rodzaj nie­spój­no­ści, gdy sami nie­zbyt potra­fi­my spro­stać wyso­kim wyma­ga­niom, ale od innych żąda­my tego skru­pu­lat­nie. A nawet bez­li­to­śnie. To nie­bez­piecz­na pułap­ka.
WTOREK
Jr 1,17–19; Mk 6,17–29
Wspo­mnie­nie męczeń­stwa św. Jana Chrzci­cie­la
Sło­wo Boże: Herod kazał pochwy­cić Jana i zwią­za­ne­go trzy­mał w wię­zie­niu, z powo­du Hero­dia­dy, żony bra­ta swe­go Fili­pa, któ­rą wziął za żonę. Jan bowiem mówił Hero­do­wi: „Nie wol­no ci mieć żony twe­go bra­ta”. Sta­ją dziś na prze­ciw sie­bie: Herod – król i Jan Chrzci­ciel – pro­rok. Pro­rok znad Jor­da­nu otwar­cie upo­mniał wład­cę. W kon­se­kwen­cji zna­lazł się w wię­zie­niu. Oto para­doks. Ten, któ­ry miał w ręku ogrom­ny mają­tek i nie­mal nie­ogra­ni­czo­ną wła­dzę nad ludź­mi, nie miał wła­dzy nad sobą samym. Wyda­ny zmy­sło­wym pra­gnie­niom, nie liczył się z pra­wem Boga. Nato­miast ten, któ­ry pozo­sta­wał zwią­za­ny w lochu, ubo­gi, był czło­wie­kiem praw­dzi­wie wol­nym – pozo­sta­wał na służ­bie Pana. Oto zada­nie: roze­znać, co jest wol­no­ścią praw­dzi­wą, a co wol­no­ścią pozor­ną.
ŚRODA
1 Tes 2,9–13; Mt 23,27–32
Sło­wo Boże: Bia­da wam, ucze­ni w Piśmie i fary­ze­usze obłud­ni­cy, bo budu­je­cie gro­by pro­ro­kom i zdo­bi­cie gro­bow­ce spra­wie­dli­wych oraz mówi­cie: „Gdy­by­śmy żyli za cza­sów naszych przod­ków, nie byli­by­śmy ich wspól­ni­ka­mi w zabój­stwie pro­ro­ków”. Przez to sami przy­zna­je­cie, że jeste­ście potom­ka­mi tych, któ­rzy mor­do­wa­li pro­ro­ków. Jed­ną z form łatwe­go uspra­wie­dli­wia­nia wła­snych błę­dów jest wyty­ka­nie błę­dów star­szym, przod­kom, ludziom wcze­śniej­szych poko­leń. Naj­bar­dziej zaś rodzi­com. Łatwo jest mądrzyć się po latach i suro­wo oce­niać tych, co byli przed nami, sto­su­jąc do prze­szło­ści mia­rę nasze­go
myśle­nia. Wte­dy łatwo moż­na zbu­do­wać złu­dze­nie, że w tam­tych warun­kach postą­pi­li­by­śmy znacz­nie lepiej. Tym­cza­sem przed nami jest jed­no zada­nie: zacho­wać pra­wość w tych spra­wach, któ­re dziś od nas zale­żą. I na tym trze­ba się sku­pić, by nie powie­lać błę­du ojców
CZWARTEK
1 Tes 3,7–13; Mt 24,42–51
Sło­wo Boże: Czu­waj­cie, bo nie wie­cie, w któ­rym dniu Pan wasz przyj­dzie. A to rozu­miej­cie: Gdy­by gospo­darz wie­dział, o jakiej porze nocy nadej­dzie zło­dziej, na pew­no by czu­wał i nie pozwo­lił­by wła­mać się do swe­go domu. Dla­te­go i wy bądź­cie goto­wi, bo w chwi­li, któ­rej się nie domy­śla­cie, Syn Czło­wie­czy przyj­dzie. Zwy­kle nie ma pro­ble­mu z przy­go­to­wa­niem się do wizy­ty, któ­ra jest zapla­no­wa­na. Gorzej gdy przy­bysz, gość, poja­wia się nie­ocze­ki­wa­nie. I jest to zwy­kle nie w porę. Dziś bowiem coraz czę­ściej dokład­nie pla­nu­je­my swój czas, cho­dzi­my z kalen­da­rzem w ręce, nie lubi­my sytu­acji nie­za­po­wie­dzia­nych. Nie­ste­ty, nie moż­na prze­wi­dzieć wszyst­kie­go. Dla­te­go też roz­wią­za­niem jest dąże­nie do mak­sy­mal­nej przej­rzy­sto­ści, pra­wo­ści życia, przez co jeste­śmy przy­go­to­wa­ni na to, co nie­ocze­ki­wa­ne. Tak­że na przyj­ście Pana.
PIĄTEK
1 Tes 4,1–8; Mk 25,1–13
Sło­wo Boże: Lecz oko­ło pół­no­cy roz­le­gło się woła­nie: „Oto pan mło­dy idzie, wyjdź­cie mu na spo­tka­nie!”. Wte­dy powsta­ły wszyst­kie owe pan­ny i opa­trzy­ły swe lam­py. A nie­roz­sąd­ne rze­kły do roz­trop­nych: Użycz­cie nam swo­jej oli­wy, bo nasze lam­py gasną”. Odpo­wie­dzia­ły roz­trop­ne: „Mogło­by i nam, i wam nie wystar­czyć…”. Pan­ny roz­trop­ne i nie­roz­trop­ne. Jed­ne i dru­gie mia­ły sto­sow­ne lam­py i dobrą oli­wę. Jed­nak­że celem ich wysił­ków nie było jedy­nie przy­go­to­wa­nie lamp i oli­wy. Zada­nie ich pole­ga­ło na nie­sie­niu świa­tła. I tu widać, że czym innym są środ­ki, czym innym jest cel. Środ­ki są waż­ne, jeśli pro­wa­dzą do celu. Pan daje nam środ­ki koniecz­ne, by owoc­nie przejść przez zie­mię. Ale nie na środ­kach sku­pić win­na się nasza uwa­ga. Nale­ży myśleć o celu, któ­ry posta­wił nam Pan. I sto­sow­nie
do tegoż celu roz­trop­nie korzy­stać z dostęp­nych nam środ­ków.
SOBOTA
1 Tes 4,9–11; Mt 25,14–30
Sło­wo Boże: Podob­nie j est z kró­le­stwem nie­bie­skim, jak z pew­nym czło­wie­kiem, któ­ry mając udać się w podróż, przy­wo­łał swo­je słu­gi i prze­ka­zał im swój mają­tek. Jed­ne­mu dał pięć talen­tów, dru­gie­mu dwa, trze­cie­mu jeden, każ­de­mu według jego zdol­no­ści, i odje­chał… Po dłuż­szym cza­sie powró­cił pan owych sług i zaczął roz­li­czać się z nimi. Zabie­ga­ni oko­ło spraw codzien­nych bar­dzo szyb­ko ule­ga­my wra­że­niu, że gospo­da­ro­wa­nie tym, co jest nasze, co pozo­sta­je w zasię­gu naszych decy­zji, jest spra­wą oso­bi­stą każ­de­go z nas. Tym­cza­sem przy­po­wieść o talen­tach nie pozo­sta­wia żad­nych złu­dzeń: dys­po­nu­jąc jaką­kol­wiek ilo­ścią rze­czy mate­rial­nych czy też zdol­no­ści, nie jeste­śmy ich auto­no­micz­ny­mi wła­ści­cie­la­mi, któ­rzy mogą nie liczyć się z nikim. Prze­ciw­nie, jeste­śmy jedy­nie dzier­żaw­ca­mi. I dla­te­go przed nami jest jed­no zada­nie: gospo­da­ro­wać dobrze, bez poku­sy zawłasz­cze­nia.