Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY DRUGI TYDZIEŃ ZWYKŁY 4–9 IX 2017

PONIEDZIAŁEK
1 Tes 4,13–18; Łk 4,16–30
Sło­wo Boże: Zwi­nąw­szy księ­gę oddał słu­dze i usiadł; a oczy wszyst­kich w syna­go­dze były w Nie­go utkwio­ne. Począł więc mówić do nich: „Dziś speł­ni­ły się te sło­wa Pisma, któ­re sły­sze­li­ście”. A wszy­scy przy­świad­cza­li Mu i dzi­wi­li się peł­nym łaski sło­wom, któ­re pły­nę­ły z ust Jego. I mówi­li: „Czy nie jest to syn Józe­fa?”. Jezus, jak każ­dy wie­rzą­cy żyd, się­ga po natchnio­ne księ­gi. Po odczy­ta­niu tek­stu biblij­ne­go stwier­dza: „Dziś speł­ni­ły się te sło­wa Pisma…”. To ozna­cza, że Jezus w spo­sób jak naj­bar­dziej oso­bi­sty odno­si te sło­wa do sie­bie i do kon­kret­nej sytu­acji, w któ­rej sło­wo Boga zosta­ło wypo­wie­dzia­ne. W świe­tle tych słów moż­na pra­wi­dło­wo zro­zu­mieć swo­je zada­nie. Jezus jest pew­ny, że Pismo opi­su­je Jego sytu­ację i ten kon­kret­ny czas. Tym samym Pan uczy nas, co zna­czy przy­jąć sło­wo Boga, i zachę­ca, by w świe­tle sło­wa Boże­go szu­kać zro­zu­mie­nia tego, co się dzie­je.
WTOREK
1 Tes 5,1–6.9–11; Łk 4,31–37
Sło­wo Boże: Był w syna­go­dze czło­wiek, któ­ry miał w sobie ducha nie­czy­ste­go. Zaczął on krzy­czeć wnie­bo­gło­sy: „Och, cze­go chcesz od nas, Jezu­sie Naza­rej­czy­ku? Przy­sze­dłeś nas zgu­bić? Wiem, kto jesteś: Świę­ty Boga”. Lecz Jezus roz­ka­zał mu suro­wo: „Milcz i wyjdź z nie­go”. Wte­dy zły duch rzu­cił go na śro­dek… Zły duch od razu poka­zu­je, że zna Jezu­sa. Sta­wia pyta­nie i zara­zem dema­sku­je moc Zba­wi­cie­la. Z tym samym natar­czy­wie agre­syw­nym pyta­niem-zarzu­tem mógł­by dziś wobec Jezu­sa sta­nąć nie­je­den współ­cze­sny czło­wiek: cze­go chcesz ode mnie, Jezu­sie z Naza­re­tu? Pyta­nie pod­szy­te oba­wą, że ktoś może mi zagra­żać, że może ode mnie żądać cze­goś, co jest dla mnie nie­wy­god­ne. Być może chce tak­że ogra­ni­czyć moją wol­ność. Reak­cja może przy­bie­rać histe­rycz­ne kształ­ty, któ­re nie pozwa­la­ją na spo­koj­ną reflek­sję. I w tym jest zwy­cię­stwo złe­go.
ŚRODA
Kol 1,1–8; Łk 4,38–44
Sło­wo Boże: O zacho­dzie słoń­ca wszy­scy, któ­rzy mie­li cier­pią­cych na roz­ma­ite cho­ro­by, przy­no­si­li ich do Nie­go. On zaś na każ­de­go z nich kładł ręce i uzdra­wiał ich. Tak­że złe duchy wycho­dzi­ły z wie­lu, woła­jąc: „Ty jesteś Syn Boży!”. Lecz On je gro­mił i nie pozwa­lał im mówić, ponie­waż wie­dzia­ły, że jest Mesja­szem. Wie­lu przy­no­si­ło do Jezu­sa swo­ich bli­skich cho­rych. Bo wobec nie­ule­czal­nej cho­ro­by i trwa­ją­ce­go dłu­gie dni cier­pie­nia sta­wa­li bez­rad­ni. Teraz zna­leź­li wyj­ście z trud­nej sytu­acji. Roz­wią­za­niem oka­zał się Jezus, Jego uzdra­wia­ją­ca łaska. Bo Zba­wi­ciel gło­si miło­sier­dzie, czy­ni miło­sier­dzie. Jest miło­sier­dziem. Oto roz­wią­za­nie, o któ­rym nie wol­no dziś zapo­mnieć. Wszak trze­ba je tak­że dziś zasto­so­wać. Nie cze­kaj­my, aż sta­nie­my pod ścia­ną trud­ne­go pro­ble­mu, ale już dziś swą modli­twą nie­śmy bli­skich przed Jezu­sa.
CZWARTEK
Kol 1,9–14; Łk 5,1–11
Sło­wo Boże: Gdy prze­stał mówić, rzekł do Szy­mo­na: „Wypłyń na głę­bię i zarzuć­cie sie­ci na połów!”. A Szy­mon odpo­wie­dział: „Mistrzu, całą noc pra­co­wa­li­śmy i nic nie uło­wi­li­śmy. Lecz na Two­je sło­wo zarzu­cę sie­ci”. Sko­ro to uczy­ni­li, zagar­nę­li tak wiel­kie mnó­stwo ryb, że sie­ci ich zaczy­na­ły się rwać. Jakie argu­men­ty wybrać, by prze­ko­nać dziś czło­wie­ka do pod­ję­cia kon­kret­ne­go czy­nu? Może dobro dru­gie­go? Może bar­dziej jesz­cze wła­sna korzyść? A może tro­ska o rodzi­nę, bli­skich? To wszyst­ko czę­sto prze­ko­nu­je. A czy wzgląd na dobro Ojczy­zny jest dziś waż­ny? Zbyt czę­sto nie­ste­ty jest tyl­ko slo­ga­nem. A wzgląd na Boga? Czy robię coś dla­te­go, że Bóg wła­śnie tak mówi, wska­zu­je, zabra­nia – czy ten argu­ment ist­nie­je w mojej świa­do­mo­ści? Piotr ze wzglę­du na Jezu­sa zarzu­cił sieć i prze­ko­nał się, że to przy­no­si owo­ce.
PIĄTEK
Mi 5,1–4a; Mt 1,1–16.18–23
ŚWIĘTO NARODZENIA NMP
Sło­wo Boże: Abra­ham był ojcem Iza­aka; Iza­ak ojcem Jaku­ba; Jakub ojcem Judy i jego bra­ci; Juda zaś był ojcem Fare­sa i Zary, któ­rych mat­ką była Tamar. Fares był ojcem Ezro­na; Ezron ojcem Ara­ma; Aram ojcem Ami­na­da­ba; Ami­na­dab ojcem Naas­so­na; Naas­son ojcem Sal­mo­na; Sal­mon ojcem Booza, a mat­ką była Rachab. Imio­na wypi­sa­ne nie­mal jed­nym pocią­gnię­ciem pió­ra – jed­no za dru­gim. A wszy­scy to przod­ko­wie Zba­wi­cie­la. Co ich wyróż­nia? Czym sobie zasłu­ży­li, by zna­leźć się w tym wyjąt­ko­wym gro­nie? Bynaj­mniej nie jest to lista naj­święt­szych, naj­spra­wie­dliw­szych, naj­czyst­szych czy też naj­do­sko­nal­szych człon­ków naro­du wybra­ne­go. Wystar­czy wspo­mnieć: Abra­ham skła­mał, Jakub oszu­kał, Rachab była pro­sty­tut­ką, a Bat­sze­ba zdra­dzi­ła męża. Może już wystar­czy. Dla­cze­go taka lista przod­ków Pana? Bo to Bóg czy­ni świę­tym mimo ludz­kich sła­bo­ści.
SOBOTA
Kol 1,21–23; Łk 6,1–5
Sło­wo Boże: W pewien sza­bat Jezus prze­cho­dził wśród zbóż, a ucznio­wie zry­wa­li kło­sy i jedli, wykru­sza­jąc ziar­na ręka­mi. Nie­któ­rzy zaś z fary­ze­uszów mówi­li: „Cze­mu czy­ni­cie to, cze­go nie wol­no w sza­bat?”. Wte­dy Jezus rzekł: „Nawet tego nie czy­ta­li­ście, co uczy­nił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie?…”. W wie­lu sytu­acjach prze­pi­sy pod­po­wia­da­ją nam wła­ści­we roz­wią­za­nie. Nie są jed­nak w sta­nie prze­wi­dzieć i opi­sać wszyst­kich oko­licz­no­ści, w jakich może zna­leźć się czło­wiek. A wów­czas nowe, nie­co­dzien­ne warun­ki wyma­ga­ją namy­słu. Koniecz­nym bowiem sta­je się dzia­ła­nie, któ­re nie tyle odwo­łu­je się do lite­ry, co do ducha prze­pi­su. I Jezus ten spo­sób postę­po­wa­nia wska­zał uczniom. Nie cho­dzi o śle­pą wier­ność prze­pi­so­wi, ale o wier­ność war­to­ści, któ­rej prze­pis słu­ży. Choć łatwiej zacho­wać prze­pis, to jed­nak wier­ność war­to­ści jest zawsze czymś twór­czym.