Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 11–16 IX 2017

PONIEDZIAŁEK

Kol 1,24–2,3; Łk 6,6–11
Sło­wo Boże: Jezus rzekł d o nich: „Pytam was: Czy wol­no w sza­bat czy­nić coś dobre­go, czy coś złe­go, życie oca­lić czy znisz­czyć?”. I spoj­rzaw­szy doko­ła po wszyst­kich, rzekł do nie­go: „Wycią­gnij rękę!”. Uczy­nił to, i jego ręka znów sta­ła się zdro­wa. Oni zaś wpa­dli w szał i nara­dza­li się mię­dzy sobą, jak mają postą­pić wobec Jezu­sa. Jezus nie­mal pro­wo­ku­ją­co uzdra­wia cho­re­go czło­wie­ka w sza­bat, dzień świą­tecz­ne­go spo­czyn­ku, gdy obo­wią­zy­wa­ło rygo­ry­stycz­ne pra­wo zaka­zu­ją­ce podej­mo­wa­nia jakich­kol­wiek czyn­no­ści, bo to naru­sza­ło świę­tość tego dnia. Czy Jezus lek­ce­wa­ży zatem świę­to­wa­nie naka­za­ne przez Pra­wo? Bynaj­mniej, lecz poka­zu­je zgro­ma­dzo­nym, tak­że gor­li­wym fary­ze­uszom, że wia­rę nisz­czy for­ma­lizm. Czy przy­wią­za­ni do reguł fary­ze­usze zro­zu­mie­li Jezu­sa? Dziś już to nie ma zna­cze­nia. Zacho­wa­nie Jezu­sa jest bowiem prze­stro­gą dla nas, byśmy nie hoł­do­wa­li for­ma­li­zmo­wi.

WTOREK

Kol 2,6–15; Łk 6,12–19
Sło­wo Boże: Był tam licz­ny tłum Jego uczniów i wiel­kie mnó­stwo ludu z całej Judei i z Jeru­za­lem oraz z nad­mor­skich oko­lic Tyru i Sydo­mu; przy­szli oni, aby Go słu­chać i zna­leźć uzdro­wie­nie ze swo­ich cho­rób. Tak­że i ci, któ­rych drę­czy­ły duchy nie­czy­ste, dozna­wa­li uzdro­wie­nia. Zgro­ma­dze­ni wokół Zba­wi­cie­la dozna­wa­li uzdro­wie­nia. Z tęsk­no­tą za podob­nym doświad­cze­niem czy­ta­my dziś te sło­wa. I my tak­że wycze­ku­je­my uzdro­wie­nia, któ­re­go Jezus mógł­by doko­nać w naszym życiu. Żeby tyl­ko Go dotknąć… – czu­je­my i pra­gnie­my jak owi ludzie przed dwo­ma tysią­ca­mi lat, bo nie zmie­ni­ły się trud­ne realia nasze­go życia. Jezus jest ten sam. Dokład­nie taki sam jest wśród dziś jak kie­dyś, pośród zgro­ma­dzo­ne­go tłu­mu na pale­styń­skiej rów­ni­nie. Trze­ba jak oni słu­chać Jezu­sa i wie­rzyć. A On, jeśli zechce, prze­mie­ni nasze życie.

ŚRODA

Kol 3,1–11; Łk 6,20–26
Sło­wo Boże: Bło­go­sła­wie­ni jeste­ście wy, ubo­dzy, albo­wiem do was nale­ży kró­le­stwo Boże. Bło­go­sła­wie­ni wy, któ­rzy teraz gło­du­je­cie, albo­wiem będzie­cie nasy­ce­ni. Bło­go­sła­wie­ni wy, któ­rzy teraz pła­cze­cie, albo­wiem śmiać się będzie­cie. Bło­go­sła­wie­ni będzie­cie, gdy ludzie was znie­na­wi­dzą… Jezus mówiąc o bło­go­sła­wień­stwach zapra­sza na dro­gę, któ­ra przy­no­si czło­wie­ko­wi pokój. Ubo­dzy, głod­ni, pła­czą­cy, prze­śla­do­wa­ni – ten rodzaj szczę­ścia wyda­je się mało real­ny. A jed­nak jest moż­li­wy. Rzecz nie w tym, by szu­kać ubó­stwa, gło­du, pła­czu czy prze­śla­do­wań dla nich samych. Trze­ba nato­miast z pro­sto­tą akcep­to­wać zwy­czaj­ne zda­rze­nia wypeł­nia­ją­ce codzien­ność. Błę­dem jest szu­kać cze­goś inne­go niż to, co nas spo­ty­ka, by zbu­do­wać trwa­łą jed­ność z Bogiem. Albo będzie­my z Bogiem dziś, w danej chwi­li, w codzien­no­ści, albo wca­le.
CZWARTEK
Lb 21,4b–9 lub Flp 2,6–11; J 3,13–17
Świę­to Pod­wyż­sze­nia Krzy­ża Świę­te­go
Sło­wo Boże: Tak bowiem Bóg umi­ło­wał świat, że Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał życie wiecz­ne. Albo­wiem Bóg nie posłał swe­go Syna na świat po to, aby świat potę­pił, ale po to, by świat został przez Nie­go zba­wio­ny. Czy moż­na oskar­żać o obo­jęt­ność albo zło­śli­wość kogoś, kto oddał swe­go Syna, by rato­wać pogrą­żo­nych w nie­wo­li? Moż­na. I wie­lu to czy­ni. Dziś. Bywa bowiem ból, poza któ­ry trud­no się­gnąć wzro­kiem. I bywa cier­pie­nie, któ­re zasła­nia hory­zont cał­ko­wi­cie. Ale to nie zna­czy, że poza hory­zon­tem wła­sne­go bólu nic nie ist­nie­je, a po przej­ściu przez chwi­lo­wą mgłę nie uka­że się dro­ga. Jezus odsła­nia dziś fun­da­men­tal­ną zasa­dę czy­ta­nia nie tyle sło­wa Boże­go, co ludz­kie­go życia: Bóg pra­gnie, by czło­wiek był zba­wio­ny, a Jego miłość jest nie­wy­czer­pa­na.

PIĄTEK

Hbr 5,7–9; Łk 2,33–35
Wspo­mnie­nie NMP Bole­snej
Sło­wo Boże: Po przed­sta­wie­niu Jezu­sa w świą­ty­ni Jego ojciec i Mat­ka dzi­wi­li się temu, co o Nim mówio­no. Syme­on zaś bło­go­sła­wił ich i rzekł do Maryi, Mat­ki Jego: „Oto Ten prze­zna­czo­ny jest na upa­dek i na powsta­nie wie­lu w Izra­elu i na znak, któ­re­mu sprze­ci­wiać się będą. A Two­ją duszę miecz prze­nik­nie, aby na jaw wyszły zamy­sły serc wie­lu”. Nikt nie chce złych wróżb co do swej przy­szło­ści. Nic dziw­ne­go, że boimy się tru­dów, któ­re mogą cze­kać w przy­szło­ści. Tym­cza­sem nie­mal tuż po naro­dze­niu Jezu­sa Mary­ja sły­szy nie­ła­twe do przy­ję­cia pro­roc­two, zapo­wia­da­ją­ce ból porów­na­ny do mie­cza. Nie jest to wróż­ba, bo Mary­ja wie, że nie jest w ręku bez­myśl­nych sił. To pro­roc­two, któ­re przez usta Syme­ona przy­cho­dzi od Stwór­cy peł­ne­go miło­ści. Pro­roc­two trud­ne, a jed­nak nie obez­wład­nia. Mary­ja wie bowiem, że jest w ręku Pana i może iść ku nie­zna­ne­mu.

SOBOTA

1 Tm 1,15–17; Łk 6,43–49
Sło­wo Boże: Poka­żę w am, do kogo podob­ny jest każ­dy, kto przy­cho­dzi do Mnie, słu­cha słów moich i wypeł­nia je. Podob­ny jest do czło­wie­ka, któ­ry budu­je dom: wko­pał się głę­bo­ko i fun­da­ment zało­żył na ska­le. Gdy przy­szła powódź, potok wez­bra­ny ude­rzył w ten dom, ale nie zdo­łał go naru­szyć. Jezus mówi o dobrym, sku­tecz­nym budo­wa­niu domu wła­sne­go życia. Wszak to naj­waż­niej­sza inwe­sty­cja każ­de­go czło­wie­ka. Dobry dom oso­bi­ste­go życia zbu­do­wa­ny może być tyl­ko na fun­da­men­cie sło­wa Boże­go. A póź­niej nie­ustan­na pra­ca. Owa ducho­wa pra­ca nie­ustan­nie prze­bie­ga na wie­lu pozio­mach. Pozo­sta­je­my wciąż przy fun­da­men­tach – słu­cha­my sło­wa Boże­go; wzno­si­my oka­za­łe ścia­ny – gdy pie­lę­gnu­je­my miłość bliź­nie­go; coraz pięk­niej urzą­dza­my
wnę­trze – gdy pogłę­bia­my miłość Boga. I wszyst­ko w jed­nym cza­sie. Od fun­da­men­tu po szczyt.

ks. Roman Sła­weń­ski