Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY CZWARTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 18–23 IX 2017

PONIEDZIAŁEK

Mdr 4,7–15; Łk 2,41–52
Świę­to św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki
Sło­wo Boże: Gdy Go nie zna­leź­li, wró­ci­li do Jero­zo­li­my szu­ka­jąc Go. Dopie­ro po trzech dniach odna­leź­li Go w świą­ty­ni, gdzie sie­dział mię­dzy nauczy­cie­la­mi, przy­słu­chi­wał się im i zada­wał pyta­nia. Wszy­scy zaś, któ­rzy Go słu­cha­li, byli zdu­mie­ni bystro­ścią Jego umy­słu i odpo­wie­dzia­mi. Oka­zu­je się, że tak­że bar­dzo mło­dy wiek może cecho­wać się wyjąt­ko­wą doj­rza­ło­ścią. Bo zdu­mie­nie słu­cha­czy wzbu­dził dwu­na­sto­let­ni Jezus, gdy z nie­spo­ty­ka­ną mądro­ścią roz­ma­wiał z uczo­ny­mi. Zdu­mie­nie sta­ło­ścią swo­ich decy­zji budził mło­dy Sta­ni­sław Kost­ka, gdy wbrew oto­cze­niu szedł za gło­sem powo­ła­nia, pie­szo wędru­jąc do Rzy­mu. Zdu­mie­nie budzi­ły rów­nież dzie­ci z Fati­my, podej­mu­jąc modli­twę i umar­twie­nia, docho­wu­jąc wier­no­ści wbrew naci­skom nawet poli­cji. Bóg zawsty­dza nas doj­rza­ło­ścią, według ludz­kiej mia­ry, nie­do­ro­słych.

WTOREK

1 Tm 3,1–13; Łk 7,11–17
Sło­wo Boże: Gdy przy­bli­żył się do bra­my miej­skiej, wła­śnie wyno­szo­no umar­łe­go – jedy­ne­go syna mat­ki, a ta była wdo­wą. Towa­rzy­szył jej spo­ry tłum z mia­sta. Na jej widok Pan zli­to­wał się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przy­stą­pił, dotknął się mar – a ci, któ­rzy je nie­śli, przy­sta­nę­li – i rzekł: „Mło­dzień­cze, tobie mówię, wstań!”. Nikt nie wołał, nie doma­gał się cudu, nie zło­rze­czył. Nawet nikt nie był w sta­nie pro­sić. Wdo­wa, bez­brzeż­nie wypeł­nio­na żalem po śmier­ci syna, po pro­stu szła. Być może już nicze­go nie ocze­ku­jąc. Być może pogo­dzo­na z tym co się sta­ło. I tak spo­tka­ła Jezu­sa, a Ten odmie­nił jej życie. Przy­wró­cił radość i pozwo­lił spo­tkać syna, któ­ry był umar­ły, a teraz ożył. Bo dobrą modli­twą jest tak­że mil­cze­nie wobec Wszech­moc­ne­go. Wypeł­nio­ne miło­ścią. Peł­ne zaufa­nia. On napraw­dę wie, cze­go nam potrze­ba.

ŚRODA

1 Tm 3,14–16; Łk 7,31–35
Sło­wo Boże: Z kim mam porów­nać ludzi tego poko­le­nia? Do kogo są podob­ni? Podob­ni są do dzie­ci prze­sia­du­ją­cych na ryn­ku, któ­re gło­śno przy­ma­wia­ją jed­ne dru­gim: „Przy­gry­wa­li­śmy wam, a nie tań­czy­li­ście; bia­da­li­śmy, a wyście nie pła­ka­li”. Coraz czę­ściej moż­na usły­szeć opi­nie, że domi­nu­ją­cą cechą współ­cze­snych ludzi jest ego­izm, a nawet nar­cyzm. Owszem, jest wie­le akcji cha­ry­ta­tyw­nych, popie­ra­nych przez wie­lu. Ale nie­ste­ty codzien­ność zwią­za­na z rodzi­ną czy życiem zawo­do­wym o wie­le bar­dziej cier­pi z powo­du nadę­te­go ego. Czło­wiek skon­cen­tro­wa­ny na sobie, na swo­ich spra­wach, czę­sto nie­za­do­wo­lo­ny, z pre­ten­sja­mi, jest zamknię­ty na innych. To brak doj­rza­ło­ści.
Ewan­ge­lia zapra­sza na dro­gę zupeł­nie inną, dro­gę bez­in­te­re­sow­nej miło­ści. War­to tę dro­gę wybrać świa­do­mie.
CZWARTEK
Ef 4,1–7.11–13; Mt 9,9–13
Świę­to św. Mate­usza, Apo­sto­ła i Ewan­ge­li­sty
Sło­wo Boże: Gdy Jezus sie­dział w domu za sto­łem, przy­szło wie­lu cel­ni­ków i grzesz­ni­ków i sie­dzie­li wraz Jezu­sem i Jego ucznia­mi. Widząc to fary­ze­usze mówi­li do Jego uczniów: „Dla­cze­go wasz Nauczy­ciel jada wspól­nie z cel­ni­ka­mi?”. On usły­szaw­szy to, rzekł: „Nie potrze­bu­ją leka­rza zdro­wi, lecz ci, któ­rzy się źle mają”. Nie­po­ro­zu­mie­nie wyni­ka z nie­świa­do­mie przyj­mo­wa­ne­go zało­że­nia, któ­re pole­ga na dzie­le­niu ludzi na grzesz­nych i spra­wie­dli­wych. Z regu­ły zało­że­nie to przyj­mu­ją ludzie gor­li­wi, wal­czą­cy o moral­ną czy­stość, o zacho­wa­nie pra­wa, cenią­cy sobie prze­pi­sy, któ­rych pra­gną skru­pu­lat­nie prze­strze­gać. Być może w tym upa­tru­ją swo­ją siłę. Tym­cza­sem Jezus uczy nas cze­goś zgo­ła inne­go. Potę­pia­nie kogo­kol­wiek jest błę­dem. Bowiem Jezus pra­gnie, byśmy swo­im sło­wem pod­no­si­li i zachę­ca­li do wędrów­ki ku dobru, a nie nisz­czy­li i tak już sła­bej woli grzesz­ni­ka.

PIĄTEK

1 Tm 6,2c–12; Łk 8,1–3
Sło­wo Boże: Jezus wędro­wał przez wsie i mia­sta… A było z Nim Dwu­na­stu oraz kil­ka kobiet, któ­re zosta­ły uwol­nio­ne od złych duchów i od cho­rób, Maria, zwa­na Mag­da­le­ną, któ­rą opu­ści­ło sie­dem złych duchów; Joan­na, żona Chu­zy, zarząd­cy u Hero­da; Zuzan­na i wie­le innych, któ­re im usłu­gi­wa­ły ze swe­go mie­nia. Jezus wędru­je wraz z Apo­sto­ła­mi i gru­pą kobiet. Zna­my histo­rie powo­ła­nia Apo­sto­łów. Ewan­ge­lie mil­czą jed­nak o tym, w jaki spo­sób Jezus powo­ły­wał kobie­ty. A prze­cież musiał je wezwać, by poszły za Nim. Ale na szczę­ście jest jeden wyją­tek. Bar­dzo szcze­gól­ny. To powo­ła­nie Maryi z Naza­re­tu. Jest to wzór wszyst­kich powo­łań kobie­cych w Koście­le. To powo­ła­nie naj­wznio­ślej­sze, potrak­to­wa­ne z naj­więk­szą odpo­wie­dzial­no­ścią. W naj­wyż­szym stop­niu zre­ali­zo­wa­ne. Mało spek­ta­ku­lar­ne, a tak istot­ne dla Kościo­ła.
SOBOTA
Sło­wo Boże: Ziar­nem jest sło­wo Boże. Tymi zaś na dro­dze są ci, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa; potem przy­cho­dzi dia­beł i zabie­ra sło­wo z ich ser­ca, żeby nie uwie­rzy­li i nie byli zba­wie­ni. Na ska­łę pada u tych, któ­rzy gdy usły­szą, z rado­ścią przyj­mu­ją sło­wo, lecz nie mają korze­nia: wie­rzą do cza­su, a w chwi­li poku­sy odstę­pu­ją. Moż­na odnieść wra­że­nie, że Jezu­so­wa przy­po­wieść jest w isto­cie pesy­mi­stycz­na. Choć siew­ca sie­je nader obfi­cie, to jed­nak tylu przyj­mu­je ziar­no sło­wa pozor­nie. Zale­d­wie jed­na tyl­ko gru­pa przyj­mu­je i owo­cu­je, a i tak jesz­cze nie wszy­scy w stop­niu dosko­na­łym przy­no­szą plon satys­fak­cjo­nu­ją­cy gospo­da­rza. Czy nie kry­je się w tym ostrze­że­nie, by ze szcze­gól­ną uwa­gą czu­wać nad tym, co dzie­je się w naszym sumie­niu ze sło­wem, któ­re Bóg do nas powie­dział – wię­cej – któ­re wypo­wia­da każ­de­go dnia? Któ­re mówi dziś?