Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 2–7 X 2017

PONIEDZIAŁEK

Wj 23,20–23; Mt 18,1–5.10
Wspo­mnie­nie św. Anio­łów Stró­żów
Sło­wo Boże: I kto by przy­jął jed­no takie dziec­ko w imię moje, Mnie przyj­mu­je. Strzeż­cie się, żeby­ście nie gar­dzi­li żad­nym z tych małych; albo­wiem powia­dam wam: Anio­ło­wie ich w nie­bie wpa­tru­ją się zawsze w obli­cze Ojca moje­go, któ­ry jest w nie­bie. Dzień Anio­łów Stró­żów jest przy­po­mnie­niem, że praw­da o ich obec­no­ści przy nas nie jest cechą tyl­ko dzie­ciń­stwa. Jezus uczy, że każ­dy ma przed Bogiem orę­dow­ni­ka – Anio­ła. Wypo­wia­da to sło­wo jak­by na mar­gi­ne­sie waż­ne­go poucze­nia: nie wol­no gar­dzić czło­wie­kiem, tak­że dziec­kiem (choć dla nas to oczy­wi­ste, takim nie było to wów­czas), bo każ­de­go od począt­ku życia ceni Stwór­ca, odda­jąc go w opie­kę Anio­ła Stró­ża. Sko­ro Bóg tak opie­ku­je się każ­dym swym dziec­kiem od począt­ku jego życia, nie może­my postę­po­wać ina­czej.
WTOREK
Za 8,20–23; Łk 9,51–56
Sło­wo Boże: Weszli do pew­ne­go mia­stecz­ka sama­ry­tań­skie­go, by przy­go­to­wać Mu pobyt. Nie przy­ję­to Go jed­nak, ponie­waż zmie­rzał do Jeru­za­lem. Widząc to, ucznio­wie Jakub i Jan rze­kli: „Panie, czy chcesz, byśmy powie­dzie­li: Niech ogień spad­nie z nie­ba i pochło­nie ich?”. Lecz On odwró­ciw­szy się, zgro­mił ich. Nie da się zapo­mnieć, jak Jezus gro­mił fary­ze­uszów, gdy wyrzu­cał im obłu­dę i for­ma­lizm. Mówił: gro­by pobie­la­ne, ple­mię żmi­jo­we… Tym razem, choć odrzu­co­ny, nie wypo­wia­da jed­ne­go sło­wa kry­ty­ki, wręcz prze­ciw­nie, pyta­ny przez uczniów, zaka­zu­je znisz­czyć mia­sto. Dla­cze­go taka róż­ni­ca? Jezus z pew­no­ścią wie­dział, jakie są powo­dy ludz­kich upo­rów, nało­gów, nie­zro­zu­mie­nia waż­nych spraw i potra­fił oce­nić ludz­ką odpo­wie­dzial­ność za pod­ję­te decy­zje i czy­ny. Jego tak róż­ne reak­cje uka­zu­ją, że war­to zacho­wać głę­bo­ką powścią­gli­wość w oce­nie ludz­kich czy­nów.

ŚRODA

Ne 2,1–8; Łk 9,57–62
Sło­wo Boże: Do inne­go rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpo­wie­dział: „Panie, pozwól mi naj­pierw pójść i pogrze­bać moje­go ojca”. Odparł mu: „Zostaw umar­łym
grze­ba­nie ich umar­łych, a ty idź i głoś kró­le­stwo Boże”. Jezus powo­łu­je kolej­nych uczniów. Wyda­je się, że kie­ru­je Nim nie­cier­pli­wość, któ­ra nie pozwa­la na jaką­kol­wiek zwło­kę. Wła­ści­wie to nic nowe­go, że sta­wia wyma­ga­nia. Może zaska­ku­je zde­cy­do­wa­niem i rady­ka­li­zmem. Może nawet znie­chę­ca. Lecz każ­dy postę­pu­ją­cy za Jezu­sem musi wcze­śniej czy póź­niej poznać smak owe­go zde­cy­do­wa­nia i rady­ka­li­zmu. Doświad­czy tak­że znie­chę­ce­nia. A wszyst­ko po to, by jesz­cze pięk­niej­szą oka­za­ła się wola kro­cze­nia za Mistrzem. Nie lękaj­my się oczysz­cze­nia, któ­re jest koniecz­ne na dro­dze roz­wo­ju ducho­we­go.

CZWARTEK

Ne 8,1–4a.5–6.7b–12; Łk 10,1–12
Sło­wo Boże: Lecz jeśli do jakie­goś mia­sta wej­dzie­cie, a nie przyj­mą was, wyjdź­cie na jego uli­ce i powiedz­cie: Nawet proch, któ­ry z wasze­go mia­sta przy­lgnął nam do nóg, strzą­sa­my wam. Wszak­że wiedz­cie, że bli­skie jest kró­le­stwo Boże. Powia­dam wam: Sodo­mie lżej będzie w ów dzień niż temu mia­stu. Jezus posy­ła uczniów ze sło­wem dobrej nowi­ny – mają mówić o nadej­ściu kró­le­stwa Boże­go, czy­li mają uka­zy­wać, że Bóg dzia­ła już i pra­gnie zba­wie­nia każ­de­go czło­wie­ka. Ale jed­no­cze­śnie gdy słu­cha­ją­cy odrzu­ca­ją gło­szo­ne sło­wo, Pan wyma­ga, by jasno uświa­da­miać im kon­se­kwen­cje pod­ję­tej decy­zji. Zlek­ce­wa­że­nie sło­wa Boże­go, jeśli tyl­ko była moż­li­wość pozna­nia go, jest poważ­nym błę­dem czło­wie­ka i dla tej posta­wy nie ma uspra­wie­dli­wie­nia. War­to czu­wać, by nasze życie nie sta­ło się nigdy serią stra­co­nych szans.

PIĄTEK

Ba 1,15–22; Łk 10,13–16
Sło­wo Boże: Jezus powie­dział: „Bia­da tobie,  Koro­za­in! Bia­da tobie, Bet­sa­ido! Bo gdy­by w Tyrze i Sydo­nie dzia­ły się cuda, któ­re u was się doko­na­ły, już daw­no by się nawró­ci­ły, sie­dząc we wło­sien­ni­cy i w popie­le. Toteż Tyro­wi i Sydo­no­wi lżej będzie na sądzie niże­li wam”. Jezus gło­si sło­wo wzy­wa­ją­ce do nawró­ce­nia. Róż­ne są reak­cje miast wobec słu­cha­ją­cych. Nikt z nas nie wie, dla­cze­go to samo sło­wo i to samo świa­dec­two, te same cuda, w jed­nym ser­cu rodzą pra­gnie­nie Boga i pro­wa­dzą do nawró­ce­nia, w innym ser­cu pozo­sta­je obo­jęt­ność, a w jesz­cze innym powsta­je agre­sja. A bywa jesz­cze i tak, że w tym samym czło­wie­ku jed­no sło­wo Boga jest przyj­mo­wa­ne z entu­zja­zmem, inne z obo­jęt­no­ścią, a jesz­cze inne odrzu­ca­ne. Czy i nam nie gro­zi podob­na wybiór­czość w przyj­mo­wa­niu słów Jezu­sa?

SOBOTA

Ba 4,5–12.27–29; Łk 10,17–24
Sło­wo Boże: Widzia­łem sza­ta­na, któ­ry spadł z nie­ba jak bły­ska­wi­ca. Oto dałem wam wła­dzę stą­pa­nia po wężach i skor­pio­nach, i po całej potę­dze prze­ciw­ni­ka, a nic wam nie zaszko­dzi. Jed­nak nie z tego się ciesz­cie, że duchy się wam pod­da­ją, lecz ciesz­cie się, że wasze imio­na zapi­sa­ne są w nie­bie. To musia­ło być doświad­cze­nie impo­nu­ją­ce i peł­ne satys­fak­cji. Bo jeśli mogli poko­nać złe duchy, uzdra­wiać cho­rych, zwal­czyć sku­tecz­nie prze­ciw­no­ści, to cze­góż wię­cej ocze­ki­wać? Upo­je­ni suk­ce­sem mogli zapo­mnieć, że poszli słu­żyć Jezu­so­wi, że Jego mocą powsta­ło dobro, któ­re wyszło z ich rąk. Że źró­dłem ich sku­tecz­no­ści było zjed­no­cze­nie z Mistrzem. Jezu­so­wi zale­ży na tym, by ten, kto z Nim jest zjed­no­czo­ny, innych tego przede wszyst­kim uczył. Bo osta­tecz­ność też jest taka: to wiecz­ne trwa­nie w jed­no­ści z Jezu­sem.