Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY SIÓDMY TYDZIEŃ ZWYKŁY 9–14 X 2017

PONIEDZIAŁEK

Syr 39,1–3.4c–11; Mt 25,14–23
Sło­wo Boże: Przy­wo­łał swo­je słu­gi i prze­ka­zał im swój mają­tek. Jed­ne­mu dał pięć talen­tów, dru­gie­mu dwa, trze­cie­mu jeden, każ­de­mu według jego zdol­no­ści, i odje­chał. Zaraz ten, któ­ry otrzy­mał pięć talen­tów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał dru­gie pięć. Tak samo i ten, któ­ry dwa otrzy­mał. To jed­na z przy­po­wie­ści o kró­le­stwie Bożym. I dla­te­go trze­ba ją rozu­mieć w kon­tek­ście innych słów Jezu­sa. Wie­le razy Pan uczył, że zba­wie­nie jest łaską, że pocho­dzi wyłącz­nie od Boga, że czło­wiek nie może sam go zdo­być. Tym razem jed­nak wska­zu­je, że jest też koniecz­na pra­ca. Bez niej tak­że nie moż­na się zba­wić. W naszym życiu ducho­wym musi­my uczyć się umie­jęt­no­ści łącze­nia tych dwóch prawd, któ­re mają kon­kret­ne prze­ło­że­nie na codzien­ne decy­zje i pro­wa­dzą do praw­dzi­wej świę­to­ści.
WTOREK
Jon 3,1–10; Łk 10,38–42
Sło­wo Boże: Mia­ła ona sio­strę, imie­niem Maria, któ­ra usiadł­szy u nóg Pana, słu­cha­ła Jego sło­wa. Mar­ta zaś uwi­ja­ła się oko­ło roz­ma­itych posług. A sta­nąw­szy przy Nim, rze­kła: „Panie, czy Ci to obo­jęt­ne, że moja sio­stra zosta­wi­ła mnie samą przy usłu­gi­wa­niu? Powiedz jej, żeby mi pomo­gła”. Zacho­wa­nie sióstr odczy­tu­je­my sym­bo­licz­nie jako dwie posta­wy życio­we, dwa powo­ła­nia. Mar­ta była oso­bą czy­nu, Maria wyróż­ni­ła się zami­ło­wa­niem do kon­tem­pla­cji. I oto w tym samym momen­cie poja­wi­ło się nie­po­ro­zu­mie­nie: Mar­ta zapra­gnę­ła prze­cią­gnąć sio­strę na swo­ją pozy­cję. Na to nie zgo­dził się Jezus. Pozwo­lił, by sio­stry róż­ni­ły się swym powo­ła­niem. I my pozwól­my, by inni reali­zo­wa­li swo­je oso­bi­ste zada­nie-powo­ła­nie, wca­le nie dokład­nie tak, jak nam się wyda­je.

ŚRODA

Jon 4,1–11; Łk 11,1–4
Sło­wo Boże: Kie­dy będzie­cie się modlić, mów­cie: „Ojcze, niech się świę­ci Two­je imię; niech przyj­dzie Two­je kró­le­stwo! Nasze­go chle­ba powsze­dnie­go dawaj nam na każ­dy dzień i prze­bacz nam nasze grze­chy, bo i my prze­ba­cza­my każ­de­mu, kto nam zawi­ni; i nie dopuść, byśmy ule­gli poku­sie”. Modli­twę Ojcze nasz moż­na uznać za chrze­ści­jań­ski doku­ment toż­sa­mo­ści. To wła­śnie ta modli­twa, codzien­nie powta­rza­na, przy­po­mi­na o tym, w co win­ni­śmy się zaan­ga­żo­wać, cze­go win­ni­śmy uni­kać. Jezus uczy, że spra­wy Ojca w nie­bie nie mogą być nam obo­jęt­ne, potrzeb­ne jest nasze sta­ra­nie o chwa­łę Boga i Kościół. Pro­si­my o codzien­ny chleb – jest nim zarów­no zwy­kły chleb spo­ży­wa­ny codzien­nie i zara­zem Eucha­ry­stia. I naj­waż­niej­sze: fun­da­men­tal­ną zasa­dą w rela­cjach z inny­mi jest prze­ba­cze­nie.

CZWARTEK

Ml 3,13–20a; Łk 11,5–13
Sło­wo Boże: Każ­dy bowiem kto pro­si, otrzy­mu­je; kto szu­ka, znaj­du­je… Jeże­li któ­re­go z was, ojców, syn popro­si o chleb, czy poda mu kamień?… Jeśli więc wy, choć źli jeste­ście, umie­cie dawać dobre dary swo­im dzie­ciom, o ileż bar­dziej Ojciec z nie­ba udzie­li Ducha Świę­te­go tym, któ­rzy Go pro­szą. Bar­dzo dużo mówi­my dziś o miło­sier­dziu Bożym. Przy­po­mi­na­my o tym wie­lo­krot­nie, iż może powstać wra­że­nie, że prze­sa­dza­my. Ale prze­cież nie moż­na ina­czej. Miło­sier­dzie jest imie­niem Boga. Pan odpo­wia­da na nasze potrze­by w róż­ny spo­sób, ale naj­moc­niej wów­czas, gdy udzie­la nam swe­go Ducha. Pro­si­my
o wie­le rze­czy waż­nych, a zda­rza się nam zapo­mnieć, że proś­ba o dar Ducha Świę­te­go jest pod­sta­wo­wą, bo On, Duch Boży, chce być naj­bar­dziej wewnętrz­nym natchnie­niem naszych myśli i pra­gnień.

PIĄTEK

Jl 1,13–15; Łk 11,15–26
Sło­wo Boże: Mówi­cie bowiem, że Ja przez Bel­ze­bu­ba wyrzu­cam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Bel­ze­bu­ba wyrzu­cam złe duchy, to czy­ją mocą wyrzu­ca­ją je wasi syno­wie? Dla­te­go oni będą waszy­mi sędzia­mi. A jeśli Ja pal­cem Bożym wyrzu­cam złe duchy, to istot­nie przy­szło już do was kró­le­stwo Boże. Jed­na z trud­niej­szych sytu­acji, z jaką spo­tkał się Syn Boży, to prze­wrot­ność ludz­kie­go ser­ca. Tu pomy­sło­wość nasza nie zna gra­nic. By uza­sad­nić wygod­ne dla sie­bie twier­dze­nia, może­my prze­kro­czyć gra­ni­cę zdro­we­go roz­sąd­ku, a nawet absur­du. A dowo­dem wystar­cza­ją­cym mogą być gło­szo­ne dziś poglą­dy w spra­wach ety­ki mał­żeń­skiej. Bez koń­ca powta­rza­ny absurd spra­wia, że tra­ci­my zdro­we roze­zna­nie. Stąd np. dziś przez języ­ko­we zawłasz­cze­nie mówi się o „mał­żeń­stwie” jed­no­pł­cio­wym czy o pra­wie do abor­cji.

SOBOTA

Jl 4,12–21; Łk 11,27–28
Sło­wo Boże: Gdy Jezus mówił, jakaś kobie­ta z tłu­mu gło­śno zawo­ła­ła do Nie­go: „Bło­go­sła­wio­ne łono, któ­re Cię nosi­ło, i pier­si, któ­re ssa­łeś”. Lecz On rzekł: „Tak, bło­go­sła­wie­ni są raczej ci, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa Boże­go i go prze­strze­ga­ją”. Jed­no z pomi­ja­nych bło­go­sła­wieństw doty­czy tych, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa Boże­go. Jezus uczy, że naj­pierw trze­ba usły­szeć. Zna­czy to modlić się o łaskę, by nie prze­ga­pić tych wie­lu chwil nasze­go życia, gdy Bóg mówi w sytu­acjach zwy­czaj­nych i tych zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­nych. Zacho­wy­wać sło­wo Boże zna­czy nosić je w ser­cu. Bo jak dobrze zaopa­trzo­ny dom może przy­jąć nie­ocze­ki­wa­nych gości, tak zacho­wa­ne w ser­cu sło­wo pozwo­li nam roz­wią­zać zaska­ku­ją­cą sytu­ację.