Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY DZIEWIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 23–28 X 2017

PONIEDZIAŁEK

Rz 4,20–25; Łk 12,13–21
Sło­wo Boże: Pew­ne­mu zamoż­ne­mu czło­wie­ko­wi dobrze obro­dzi­ło pole. I roz­wa­żał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomie­ścić moich zbio­rów”. I rzekł: „Tak zro­bię: zbu­rzę moje spi­chle­rze, a pobu­du­ję więk­sze i tam zgro­ma­dzę całe moje zbo­że i dobra. I powiem sobie: Masz wiel­kie dobra, na dłu­gie lata zło­żo­ne…”. Przy­po­wieść o boga­tym czło­wie­ku nie jest potę­pie­niem bogac­twa. Wprost prze­ciw­nie, boga­ty czło­wiek cie­szy się obfi­ty­mi plo­na­mi, a te nie pocho­dzą tyl­ko z ludz­kie­go tru­du, są zawsze w pierw­szym rzę­dzie darem dobre­go Boga. Bóg bło­go­sła­wił zatem temu czło­wie­ko­wi. Jed­nak­że
czło­wiek ów naj­wy­raź­niej nie zro­zu­miał nicze­go. Zapo­mniał o Stwór­cy, przy­wią­zał
się do dzieł Stwór­cy. Tak bar­dzo przy­wią­zał, że cał­ko­wi­cie zaufał rze­czom, któ­re
były do jego dys­po­zy­cji. Z cza­sem oka­za­ło się to dra­ma­tycz­nym błę­dem.
WTOREK
Rz 5,12.15b.17–19.20b–21; Łk 12,35–38
Sło­wo Boże: Niech będą prze­pa­sa­ne bio­dra wasze i zapa­lo­ne pochod­nie. A wy bądź­cie podob­ni do ludzi ocze­ku­ją­cych swe­go pana, kie­dy z uczty wesel­nej powró­ci,
aby mu zaraz otwo­rzyć, gdy nadej­dzie i zako­ła­cze. Szczę­śli­wi owi słu­dzy, któ­rych
pan zasta­nie czu­wa­ją­cych, gdy nadej­dzie. Prze­pa­sa­ne bio­dra i zapa­lo­ne pochod­nie
mówią o tym, że czło­wiek goto­wy jest natych­miast udać się w dro­gę. Jeśli prze­by­wa
w jakimś miej­scu, nie trak­tu­je tego jako miej­sce doce­lo­we. Zda­je sobie spra­wę
z tego, że nawet dłuż­szy pobyt w tym samym miej­scu nie upraw­nia go do potrak­to­wa­nia
tego miej­sca jako celu swej podró­ży. I tego wyma­ga od nas Jezus. Nie­za­leż­nie
od tego jak dłu­go prze­by­wa­my na zie­mi, nie może­my zapo­mnieć o miej­scu
doce­lo­wym – o nie­bie, o wiecz­no­ści, o zbawieniu.Więcej, war­to do tego tęsk­nić.

ŚRODA

Rz 6,12–18; Łk 12,39–48
Sło­wo Boże: Słu­ga, któ­ry poznał wolę swe­go pana, a nic nie przy­go­to­wał i nie
uczy­nił zgod­nie z jego wolą, otrzy­ma wiel­ką chło­stę. Ten zaś, któ­ry nie poznał jego
woli, a uczy­nił coś god­ne­go kary, otrzy­ma małą chło­stę. Komu wie­le dano, od tego
wie­le wyma­gać się będzie. Kolej­ny dzień i kolej­ne wska­za­nie, któ­re nale­ży odczy­ty­wać w kon­tek­ście osta­tecz­ne­go roz­li­cze­nia się czło­wie­ka z reali­za­cją życio­we­go celu. Jezus zwró­cił
wpierw uwa­gę, by nie ufać zbyt­nio war­to­ściom mate­rial­nym. Następ­nie zachę­cił
do tego, by myśleć o osta­tecz­nym celu swe­go życia, nawet tęsk­nić za nim. Dziś
przy­po­mi­na o naszej odpo­wie­dzial­no­ści za wypeł­nie­nie życio­we­go zada­nia. Jeśli
Pan daje nam łaskę pozna­nia tego, co jest naszym życio­wym powo­ła­niem, to
nic nie uspra­wie­dli­wi nas, gdy się temu sprze­nie­wie­rzy­my.

CZWARTEK

Rz 6,19–23; Łk 12,49–53
Sło­wo Boże: Czy myśli­cie, że przy­sze­dłem dać zie­mi pokój? Nie, powia­dam
wam, lecz roz­łam. Odtąd pię­cio­ro będzie podzie­lo­nych w jed­nym domu: tro­je sta­nie
prze­ciw dwoj­gu, a dwo­je prze­ciw troj­gu; ojciec prze­ciw syno­wi, a syn prze­ciw
ojcu; mat­ka prze­ciw cór­ce, a cór­ka prze­ciw mat­ce. Dobre wię­zy rodzin­ne są wiel­ką war­to­ścią. Wie­lu rozu­mie to dopie­ro po latach, gdy z bólem patrzą na osa­mot­nie­nie i roz­bi­tą rodzi­nę. Szu­ka­ją win­nych, zaczy­na­ją rozu­mieć swe błę­dy. Dziś Jezus mówi o roz­bi­ciu rodzi­ny, któ­re jest moż­li­we, gdy docho­dzi do spo­ru o rze­czy naj­waż­niej­sze:
o wia­rę, o miłość Boga, o posłu­szeń­stwo Ewan­ge­lii. Dziś wie­lu tego doświad­cza.
Choć tęsk­ni­my za jed­no­ścią, to musi­my być przy­go­to­wa­ni, że sta­jąc rady­kal­nie po
stro­nie Jezu­sa, doświad­czy­my nie­zro­zu­mie­nia. I to od bli­skich.

PIĄTEK

Rz 7,18–24; Łk 12,54–59
Sło­wo Boże: Gdy ujrzy­cie chmu­rę pod­no­szą­cą­się na zacho­dzie, zaraz mówi­cie:
„Deszcz idzie”. A tak się dzie­je. A gdy wiatr wie­je z połu­dnia, powia­da­cie: Będzie upał”. I bywa. Obłud­ni­cy, umie­cie roz­po­zna­wać wygląd zie­mi i nie­ba, a jak­że chwi­li obec­nej nie roz­po­zna­je­cie? To sło­wo Jezu­sa jest wyjąt­ko­wo aktu­al­ne. Pan sta­wia zarzu­ty nie tyl­ko fary­ze­uszom, jak to bywa­ło naj­czę­ściej. Tym razem jest to bole­sne oskar­że­nie wszyst­kich słu­cha­ją­cych, tłu­mów, któ­re potra­fią obser­wo­wać rze­czy­wi­stość i wysnu­wać pra­wi­dło­we
wnio­ski. Ta umie­jęt­no­ści doty­czy jed­nak przede wszyst­kim rze­czy­wi­sto­ści mate­rial­nej. Tym­cza­sem podob­nej wni­kli­wo­ści bra­ku­je w odnie­sie­niu do rze­czy­wi­sto­ści ducho­wej. Dziś dość łatwo roz­po­zna­je­my zagro­że­nia fizycz­ne, nie umie­my jed­nak zauwa­żać tych, co nisz­czą ducha.

SOBOTA

Ef 2,19–22; Łk 6,12–16
Sło­wo Boże: Z nasta­niem dnia przy­wo­łał swo­ich uczniów i wybrał spo­śród nich
dwu­na­stu, któ­rych też nazwał apo­sto­ła­mi: Szy­mo­na, któ­re­go nazwał Pio­trem; i bra­ta
jego Andrze­ja; Jaku­ba i Jana; Fili­pa i Bar­tło­mie­ja; Mate­usza i Toma­sza; Jaku­ba,
syna Alfe­usza, i Szy­mo­na z przy­dom­kiem Gor­li­wy; Judę… Całą noc Pan spę­dził na modli­twie. A póź­niej pod­jął jed­ną z naj­waż­niej­szych decy­zji: wybrał Apo­sto­łów, któ­rym
w przy­szło­ści miał powie­rzyć szcze­gól­nie odpo­wie­dzial­ne zada­nia w zało­żo­nym
przez sie­bie Koście­le. Znał ich dobrze, rozu­miał jak nikt inny. Dostrze­gał ich wiel­kość,
nie zamy­kał oczu na ich sła­bo­ści. Wezwał ich, bo każ­dy miał szan­sę zbu­do­wać
coś wyjąt­ko­we­go: życie wier­ne swe­mu powo­ła­niu. I tak jest nadal. Pan zna każ­de­go i powo­łu­je. Otwie­ra taką samą szan­sę jak kie­dyś przed Apo­sto­ła­mi.