Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

W OCZEKIWANIU NA SPOTKANIEPANEM

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 11 paź­dzier­ni­ka br.

Fot. L’Osservatore Roma­no

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
Dzi­siaj chciał­bym pogłę­biać ten wymiar nadziei, jakim jest czuj­ne ocze­ki­wa­nie. Temat czuj­no­ści jest jed­nym z wąt­ków prze­wod­nich Nowe­go Testa­men­tu. Jezus gło­si  swo­im uczniom: „Niech będą prze­pa­sa­ne bio­dra  wasze i zapa­lo­ne pochod­nie! A wy [bądź­cie] podob­ni do ludzi, ocze­ku­ją­cych swe­go pana, kie­dy z uczty  wesel­nej powró­ci, aby mu zaraz otwo­rzyć, gdy  nadej­dzie i zako­ła­cze” (Łk 12,35–36). (…) Zosta­li­śmy już zba­wie­ni przez odku­pie­nie Jezu­sa, ale teraz ocze­ku­je­my na peł­ne obja­wie­nie się Jego pano­wa­nia: kie­dy Bóg w koń­cu sta­nie się wszyst­kim we wszyst­kich
(por. 1 Kor 15,28). Nic nie jest bar­dziej pew­ne w wie­rze chrze­ści­jan, niż to „spo­tka­nie”. (…) Powin­ni­śmy żyć w ocze­ki­wa­niu na to spo­tka­nie. Chrze­ści­ja­nin nie został stwo­rzo­ny dla nudy; raczej  dla cier­pli­wo­ści. Wie, że nawet w mono­to­nii pew­nych dni zawsze takich samych,
ukry­ta jest tajem­ni­ca łaski. Są ludzie, któ­rzy z wytrwa­ło­ścią swo­jej miło­ści sta­ją się jak  stud­nia, któ­ra nawad­nia pusty­nię. Nic nie dzie­je się na próż­no, a żad­na sytu­acja, w któ­rej zanu­rzo­ny jest chrze­ści­ja­nin, nie jest cał­ko­wi­cie opor­na na miłość. (…) Jezus jest jak dom,  a my jeste­śmy w jego środ­ku i z okien tego domu patrzy­my na świat. Dla­te­go nie zamy­ka­my się w sobie, nie opła­ku­je­my melan­cho­lij­nie prze­szło­ści, rze­ko­mo zło­tej, ale  zawsze patrzy­my w przy­szłość, ku przy­szło­ści, któ­ra jest nie tyl­ko dzie­łem naszych rąk, lecz przede wszyst­kim jest sta­łą tro­ską Bożej Opatrz­no­ści. To wszyst­ko, co jest nie­przej­rzy­ste, pew­ne­go dnia sta­nie się świa­tłem. Bóg nie zaprze­cza same­mu sobie, Bóg nigdy nie  zawo­dzi. Jego wola wzglę­dem nas nie jest mgli­sta, ale jest wyraź­nie nakre­ślo­nym pla­nem  zba­wie­nia: „Bóg pra­gnie, by wszy­scy ludzie zosta­li zba­wie­ni i doszli do pozna­nia praw­dy”  (1 Tm 2,4). Dla­te­go nie pod­da­je­my się prze­pły­wo­wi wyda­rzeń z pesy­mi­zmem, jak­by  histo­ria była pocią­giem, nad któ­rym utra­ci­li­śmy kon­tro­lę. Rezy­gna­cja nie jest cno­tą chrze­ści­jań­ską. Podob­nie jak nie jest chrze­ści­jań­skie wzru­sza­nie ramio­na­mi, czy  pochy­la­nie gło­wy przed prze­zna­cze­niem, któ­re zda­je się nie­uchron­ne. Ten, kto przy­no­si  świa­tu nadzie­ję, nigdy nie jest oso­bą potul­ną. Jezus zale­ca, aby nie ocze­ki­wać Go z  zało­żo­ny­mi ręka­mi: „Szczę­śli­wi owi słu­dzy, któ­rych pan zasta­nie czu­wa­ją­cych, gdy  nadej­dzie” (Łk 12,37). (…). Bo chrze­ści­jan podej­mu­je ryzy­ko, ma odwa­gę podej­mo­wa­nia  ryzy­ka, by nieść dobro, któ­re dał nam Jezus jako skarb. Każ­de­go dnia nasze­go życia  powta­rza­my to wezwa­nie, któ­re pierw­si ucznio­wie w ich ojczy­stym języ­ku ara­mej­skim
wyra­ża­li sło­wa­mi Mara­na tha, a któ­re znaj­du­je­my w ostat­nim wer­sie z Biblii: „Przyjdź,  Panie Jezu” (Ap 22,20). Jest to refren każ­de­go życia chrze­ści­jań­skie­go: w naszym świe­cie
nie potrze­bu­je­my nicze­go inne­go poza czu­ło­ścią Chry­stu­sa. Cóż to za łaska, jeśli w  modli­twie w trud­nych dniach tego życia sły­szy­my Jego głos odpo­wia­da­ją­cy i uspo­ka­ja­ją­cy  nas: „Oto nie­ba­wem przyj­dę” (Ap 22,7)!