Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZYDZIESTY PIERWSZY TYDZIEŃ ZWYKŁY 6 – 11 XI 2017

PONIEDZIAŁEK

Rz 11,29–36; Łk 14,12–14
Sło­wo Boże: Gdy wyda­jesz obiad albo wie­cze­rzę, nie zapra­szaj swo­ich przy­ja­ciół ani bra­ci, ani krew­nych, ani zamoż­nych sąsia­dów, aby cię i oni nawza­jem nie zapro­si­li, i miał­byś odpła­tę, Lecz kie­dy urzą­dzasz przy­ję­cie, zaproś ubo­gich, ułom­nych, chro­mych i nie­wi­do­mych. A będziesz szczę­śli­wy… Nie nale­ży zapra­szać przy­ja­ciół, krew­nych, bli­skich? Czyż­by Jezus był prze­ciw­ni­kiem uro­czy­stych spo­tkań rodzin­nych lub sąsiedz­kich? Bynaj­mniej, Pan nie potę­pia tych chwil, któ­re spę­dzo­ne wspól­nie umac­nia­ją wza­jem­ne wię­zi mię­dzy ludź­mi. Prze­cież nie kry­ty­ko­wał ucztu­ją­cych w Kanie Gali­lej­skiej. Tym razem jed­nak zwra­ca uwa­gę na nie­bez­pie­czeń­stwo, jakim jest inte­re­sow­ność. Ta posta­wa jest
nie­bez­piecz­na, bo może prze­nik­nąć tak głę­bo­ko nasze życie, iż nawet spo­tka­nie przy sto­le może słu­żyć podej­rza­nym zamia­rom.
WTOREK
Rz 12,5–16a; Łk 14,15–24
Sło­wo Boże: Wte­dy roz­gnie­wa­ny gospo­darz naka­zał słu­dze: „Wyjdź co prę­dzej na uli­ce i zauł­ki mia­sta i wpro­wadź tu ubo­gich, ułom­nych, nie­wi­do­mych i chro­mych”. Słu­ga oznaj­mił: „Panie, sta­ło się, jak roz­ka­za­łeś, a jesz­cze jest miej­sce.” Na to pan rzekł do słu­gi: „Wyjdź na dro­gi i opłot­ki i zmu­szaj do wej­ścia…”. Byli zapro­sze­ni, któ­rzy zre­zy­gno­wa­li z uczty i zlek­ce­wa­ży­li gospo­da­rza. Byli inni, któ­rzy zapro­sze­nie przy­ję­li w ostat­niej chwi­li i dar przy­ję­li. Byli też i ci, któ­rych wręcz zmu­szo­no, by weszli na ucztę. Jeśli uczta z przy­po­wie­ści jest sym­bo­lem zba­wie­nia, to oka­zu­je się, że róż­ny­mi dro­ga­mi czło­wiek wcho­dzi do dobrej wiecz­no­ści. Zna­mien­ne jest, że nie­któ­rzy są wręcz przy­mu­sze­ni – nie jako­by Pan sto­so­wał ter­ror. To raczej cier­pli­wość Stwór­cy, któ­ry na róż­ne spo­so­by prze­ma­wia do czło­wie­ka, pona­gla wie­lu z nas do nawró­ce­nia.

ŚRODA

Rz 13,8–10; Łk 14,25–33
Sło­wo Boże: Wiel­kie tłu­my szły za Jezu­sem. On odwró­cił się i rzekł do nich: „Jeśli ktoś przy­cho­dzi do Mnie, a nie ma w nie­na­wi­ści swe­go ojca i mat­ki, żony i dzie­ci, bra­ci i sióstr, nad­to i sie­bie same­go, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwi­ga swe­go krzy­ża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”. Czu­je­my się tro­chę nie­swo­jo, gdy sły­szy­my, że Pan mówi o nie­na­wi­ści. Lecz co to zna­czy mieć w nie­na­wi­ści same­go sie­bie? Wyja­śnie­niem są przy­po­wie­ści, sta­no­wią­ce komen­tarz do cyto­wa­nych słów: jeśli zaczy­na­my budo­wę, musi­my dobrze prze­wi­dzieć wydat­ki, żeby nie bra­kło na wykoń­cze­nie. Podob­nie, gdy podą­ża­my za Jezu­sem, win­ni­śmy być goto­wi zapła­cić naj­wyż­szą cenę: może to być pozo­sta­wie­nie bli­skich czy utra­ta życia. Wcho­dząc na dro­gę za Panem, trze­ba to brać
pod uwa­gę. Bo nic i nikt nie może być kon­ku­ren­cją dla Jezu­sa.

CZWARTEK

Ez 47,1–2.8–9.12; J 2,13–22
Rocz­ni­ca poświę­ce­nia Bazy­li­ki Late­rań­skiej (świę­to)
Sło­wo Boże: Wów­czas, spo­rzą­dziw­szy sobie bicz ze sznu­rów, powy­pę­dzał wszyst­kich ze świą­ty­ni, tak­że baran­ki i woły, poroz­rzu­cał mone­ty ban­kie­rów, a sto­ły powyw­ra­cał. Do tych zaś, któ­rzy sprze­da­wa­li gołę­bie, rzekł: „Zabierz­cie to stąd i z domu mego Ojca nie rób­cie tar­go­wi­ska!”. To było tuż przed męką. Jezus wie­lo­krot­nie spę­dzał czas na modli­twie w świą­ty­ni. Tu tak­że nauczał. Wszak było to wyjąt­ko­we miej­sce w życiu żydow­skiej wspól­no­ty. Każ­dy wie­rzą­cy żyd pra­gnął piel­grzy­mo­wać do świą­ty­ni. Jed­nak­że budow­la poświę­co­na Bogu nie zawsze słu­ży­ła do celu, do jakie­go była prze­zna­czo­na. Wyko­rzy­sty­wa­no ją do zara­bia­nia pie­nię­dzy. I temu sprze­ci­wił się Jezus, gdy gwał­tow­nie wyga­niał kup­ców i ban­kie­rów. Nie wol­no bowiem świę­tych rze­czy, świę­tych czyn­no­ści wyko­rzy­sty­wać dla osią­ga­nia wła­sne­go zysku.
PIĄTEK
Rz 15,14–21; Łk 16,1–8
Sło­wo Boże: Rząd­ca przy­wo­łał do sie­bie każ­de­go z dłuż­ni­ków swe­go pana i zapy­tał pierw­sze­go: „Ile jesteś winien moje­mu panu?” Ten odpo­wie­dział: „Sto beczek oli­wy”. On mu rzekł: „Weź swo­je zobo­wią­za­nie, sia­daj pręd­ko i napisz pięć­dzie­siąt…” Pan pochwa­lił nie­uczci­we­go rząd­cę, że roz­trop­nie postą­pił. Ludzie zapa­trze­ni w docze­sność zgod­nie z wła­ści­wą sobie zapo­bie­gli­wo­ścią gro­ma­dzą dobra tego świa­ta. I każ­da meto­da jest tu dobra. A co syno­wie świa­tło­ści – ucznio­wie Jezu­sa? I oni win­ni z nie mniej­szą zapo­bie­gli­wo­ścią i deter­mi­na­cją gro­ma­dzić dobra ducho­we. Dobra tego świa­ta łączą czło­wie­ka z tym świa­tem. Dobra ducho­we łączą już teraz z wiecz­no­ścią. Zapo­bie­gli­wość o dobra mate­rial­ne poja­wia się w nas spon­ta­nicz­nie, bywa że w nad­mier­nym stop­niu. Zapo­bie­gli­wość o dobra ducho­we trze­ba tro­skli­we roz­wi­jać codzien­nym wysił­kiem ser­ca.

SOBOTA

Rz 16,3–9. 16.22–27; Łk 16,9–15
Sło­wo Boże: „Żaden słu­ga nie może dwom panom słu­żyć. Gdyż albo jed­ne­go będzie nie­na­wi­dził, a dru­gie­go miło­wał; albo z tam­tym będzie trzy­mał, a tym wzgar­dzi. Nie może­cie słu­żyć Bogu i Mamo­nie!”. Słu­cha­li tego wszyst­kie­go chci­wi na grosz fary­ze­usze i podrwi­wa­li sobie z Nie­go. Na róż­ne spo­so­by może­my bro­nić wła­snych racji. Wśród nich jest też i taka meto­da jak drwi­na. Może­my posłu­żyć się drwi­ną, gdy napo­ty­ka­my wyma­ga­nia, któ­re nam nie odpo­wia­da­ją. Jeśli sumie­nie prze­sta­je reago­wać, wów­czas naj­ła­twiej pozbyć się reszt­ki skru­pu­łów poprzez kpi­nę, iro­nicz­ny uśmiech. I jesz­cze wyka­zać swo­ją wyż­szość. Lecz czy jest to dobre roz­wią­za­nie? Co naj­wy­żej zysku­je­my tanie uspra­wie­dli­wie­nie. A prze­cież jedy­nym sku­tecz­nym uspra­wie­dli­wie­niem  jest Jego sło­wo prze­ba­cze­nia.