Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZYDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 20–25 XI 2017

PONIEDZIAŁEK

1 Mch 1,10–15.41–43.54–57.62–64; Łk 18,35–43
Sło­wo Boże: Jakiś nie­wi­do­my sie­dział przy dro­dze i żebrał… Powie­dzie­li mu, że Jezus z Naza­re­tu prze­cho­dzi. Wte­dy zaczął wołać: „Jezu­sie, Synu Dawi­da, uli­tuj się nade mną!”. Ci, co szli na prze­dzie, nasta­wa­li na nie­go, żeby umilkł. Lecz on jesz­cze gło­śniej wołał: „Jezu­sie, Synu Dawi­da, uli­tuj się nade mną!”. Nie­wi­do­my spod Jery­cha nie zna­lazł zro­zu­mie­nia u ota­cza­ją­cych go ludzi. Jego natar­czy­we woła­nie było bła­gal­ną modli­twą, a ta, o dzi­wo, spo­tka­ła się ze sprze­ci­wem innych. Ode­zwa­ły się gło­sy wymu­sza­ją­ce mil­cze­nie. Wiel­ka musia­ła być jego odwa­ga i deter­mi­na­cja, by nie zra­ża­jąc się naci­ska­mi
pozo­stać przy swym woła­niu. Tak oto poważ­nej pró­bie pod­da­na zosta­ła modli­twa nie­wi­do­me­go. Wołał do Jezu­sa na prze­kór oto­cze­niu. Tak­że dziś żar­li­wa modli­twa nie­raz napo­tka sprze­ciw. Choć­by Róża­niec do Gra­nic. Czy z takich prób zwy­cię­sko wycho­dzi nasza modli­twa?
WTOREK
2 Mch 6,18–31; Łk 19,1–10
Sło­wo Boże: „Panie, oto poło­wę mego mająt­ku daję ubo­gim, a jeśli kogo w czym
skrzyw­dzi­łem, zwra­cam poczwór­nie”. Na to Jezus rzekł do nie­go: „Dziś zba­wie­nie sta­ło
się udzia­łem tego domu, gdyż i on jest synem Abra­ha­ma. Albo­wiem Syn Czło­wie­czy przy­szedł szu­kać i zba­wić to, co zgi­nę­ło”. Histo­ria Zache­usza uczy nas, na czym pole­ga rze­tel­ne nawró­ce­nie i praw­dzi­wa poboż­ność. Jego nawró­ce­nie zaowo­co­wa­ło bowiem kon­kret­nym czy­nem: wyna­gro­dził wyrzą­dzo­ne krzyw­dy, nad­to oka­zał miło­sier­dzie. Każ­de zade­kla­ro­wa­ne dobro i każ­dy krok w życiu ducho­wym muszą zna­leźć wła­ści­wą wery­fi­ka­cję. Rów­nież poboż­ność Zache­usza jest god­na pozaz­drosz­cze­nia: zaczę­ła kształ­to­wać jego decy­zje i postę­po­wa­nie. Zatem, by nie wpaść w sidła fał­szy­wej (pozor­nej) poboż­no­ści, patrzy­my na czy­ny i pie­lę­gnuj­my sku­tecz­ną miłość bliź­nie­go.

ŚRODA

2 Mch 7,1.20–31; Łk 19,11–28
Sło­wo Boże: „Panie, tu jest two­ja mina, któ­rą trzy­ma­łem zawi­nię­tą w chu­st­ce. Lęka­łem się bowiem cie­bie, bo jesteś czło­wie­kiem suro­wym: bie­rzesz, cze­go nie poło­ży­łeś, i żniesz, cze­go nie posia­łeś”. Odpo­wie­dział mu: „Według słów two­ich sądzę cię, zły słu­go! Wie­dzia­łeś, że jestem czło­wie­kiem suro­wym…”. Przy­po­wieść mówi o dwóch kate­go­riach ludzi: jed­ni pomna­ża­ją otrzy­ma­ne od Boga dobra, wie­dząc, że tyl­ko przez chwi­lę dys­po­nu­ją ofia­ro­wa­ny­mi im moż­li­wo­ścia­mi. Inni, mimo iż rozu­mie­ją sta­wia­ne im wyma­ga­nia, pozo­sta­ją leni­wi, nie­sko­rzy do wysił­ku, lek­ko­myśl­nie mar­nu­ją, co otrzy­ma­li. Choć Jezus ma na myśli róż­ne oso­by, to sło­wa te mogą rów­nie dobrze mówić o jed­nym czło­wie­ku. Te dwie kate­go­rie ludzi to jak­by dwie stro­ny każ­de­go z nas. Są bowiem obsza­ry, w któ­rych roz­wi­ja­my się, są i takie, w któ­rych wie­le mar­nu­je­my. War­to te dzie­dzi­ny swe­go życia roze­znać.

CZWARTEK

1 Mch 2,15–29; Łk 19,41–44
Sło­wo Boże: Ale teraz zosta­ło to zakry­te przed two­imi ocza­mi. Bo przyj­dą na cie­bie dni, gdy twoi nie­przy­ja­cie­le oto­czą cię wałem, oble­gną cię i ści­sną zewsząd. Powa­lą na zie­mię cie­bie i two­je dzie­ci z tobą, a nie zosta­wią w tobie kamie­nia na kamie­niu za to, żeś nie roz­po­zna­ło cza­su two­je­go nawie­dze­nia. Jezus mówił te sło­wa patrząc na Jeru­za­lem. Sto­li­ca była dumą Izra­ela. I oto mia­sto, któ­re nie roz­po­zna­ło cza­su swe­go nawie­dze­nia, pięk­ne i boga­te, legnie w gru­zach. Nie zosta­nie kamień na kamie­niu. To los mia­sta, któ­re zlek­ce­wa­ży­ło pro­ro­ka, odrzu­ci­ło sło­wo Boga. Roz­la­tu­ją się kamie­nie, bo zabra­kło spo­iwa i zara­zem zadzia­ła­ła jakaś destruk­cyj­na siła. Być może i w nas są takie obsza­ry, gdzie dzia­ła tyl­ko ludz­kie spo­iwo i dla­te­go co rusz coś w naszym życiu się roz­la­tu­je. Te nie­uda­ne obsza­ry naszej aktyw­no­ści, nasze pla­ny i nie­ste­ty tak­że ruiny pod­daj­my na nowo Bogu.
PIĄTEK
1 Mch 4,36–37.52–59; Łk 19,45–48
Sło­wo Boże: Jezus wszedł do świą­ty­ni i zaczął wyrzu­cać sprze­da­ją­cych w niej. Mówił do nich: „Napi­sa­ne jest: Mój dom będzie domem modli­twy, a wy uczy­ni­li­ście go jaski­nią zbój­ców”. I nauczał codzien­nie w świą­ty­ni. Lecz arcy­ka­pła­ni i ucze­ni w Piśmie oraz przy­wód­cy ludu czy­ha­li na Jego życie. Świą­ty­nia powsta­ła, by stwo­rzyć prze­strzeń, gdzie czło­wiek sta­je w bli­sko­ści Boga. To miej­sce świę­te. Lecz tam, gdzie winien pano­wać kli­mat sku­pie­nia i modli­twy, poja­wi­ło się tar­go­wi­sko. Trze­ba było wyrzu­cić kup­ców, to zna­czy usu­nąć przy­czy­nę, by przy­wró­cić świą­ty­ni utra­co­ną god­ność. Świą­ty­nia, jaką jest każ­dy z nas, rów­nież wyma­ga oczysz­cze­nia. Może tego doko­nać Jezus. Aby przy­jąć Jego łaskę musi­my poszu­kać przy­czyn, któ­re nisz­czą nasze dobre pra­gnie­nia i odwo­dzą od dobra. Nade wszyst­ko jed­nak trze­ba na nowo zapro­sić Pana.

SOBOTA

1 Mch 6,1–13; Łk 20,27–40
Sło­wo Boże: Jezus im odpo­wie­dział: „Dzie­ci tego świa­ta żenią się i za mąż wycho­dzą. Lecz ci, któ­rzy uzna­ni są za god­nych udzia­łu w świe­cie przy­szłym i w powsta­niu z mar­twych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wycho­dzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są rów­ni anio­łom i są dzieć­mi Boży­mi”. Jak będzie wyglą­da­ło życie po śmier­ci? Z zacie­ka­wie­niem się­ga­my po opi­sy doświad­czeń osób, któ­re tak bar­dzo zbli­ży­ły się do gra­ni­cy cza­su, że prze­ży­ły śmierć kli­nicz­ną. Wczy­tu­je­my się w świa­dec­twa osób obda­rzo­nych szcze­gól­ny­mi łaska­mi widze­nia tego, co nastę­pu­je po śmier­ci. Jed­nak­że te opi­sy nie sta­no­wią istot­ne­go wyja­śnie­nia co do życia wiecz­ne­go. Zamiast ule­gać cie­ka­wo­ści, któ­ra nie zawsze jest wska­za­na, z nie­wzru­szo­ną wia­rą trwaj­my przy tym, co powie­dział Jezus, a On nas zapew­nił, że tam, w wiecz­no­ści cze­ka miłu­ją­cy Ojciec. Niech to wystar­czy.