Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

APOSTOLAT JANA TYRANOWSKIEGO

RÓŻAŃCOWY OGIEŃ

Jan Tyra­now­ski był apo­sto­łem Żywe­go Różań­ca. Zapew­ne dosko­na­le zda­wał sobie spra­wę ze wspa­nia­łych owo­ców, jakie przy­no­si odma­wia­nie tej nie­zwy­kłej modli­twy. Po wybu­chu II woj­ny świa­to­wej zaan­ga­żo­wał się w orga­ni­zo­wa­nie Róż Żywe­go Różań­ca wśród mło­dzie­ży męskiej. Spo­tkał się ze spo­rym odze­wem – być może wie­lu mło­dzień­ców uzna­ło, że modli­twa różań­co­wa może być kolej­ną for­mą „wal­ki” z nie­miec­kim oku­pan­tem.
Poten­cjal­nych człon­ków Żywe­go Różań­ca – jedy­nej orga­ni­za­cji kościel­nej, któ­rej dzia­łal­ność nie była przez Niem­ców zaka­za­na – wypa­try­wał w koście­le. Zacze­piał ich jesz­cze na kościel­nych scho­dach albo pod­czas przy­pad­ko­wych spo­tkań na dęb­nic­kich uli­cach. Ks. Wie­sław Duduś – jesz­cze zanim został kapła­nem – z Janem Tyra­now­skim po raz pierw­szy zetknął się pod­czas prób chó­ru. Zafra­po­wa­ło go, że przed pró­ba­mi wokół Tyra­now­skie­go gro­ma­dzi­ła się gru­pa człon­ków chó­ru nale­żą­ca też do Żywe­go Różań­ca. Mło­dzi ludzie czy­ta­li, modli­li się; ota­cza­ła ich jakaś nie­zwy­kła aura tajem­ni­czo­ści. o było jakiś czas po aresz­to­wa­niu księ­ży przez Niem­ców. „Pew­ne­go dnia wycho­dzi­łem z kościo­ła nasze­go – wspo­mi­nał ks. Duduś – i na scho­dach spo­tka­łem pana Tyra­now­skie­go. Wyda­wa­ło mi się, że na mnie cze­kał. I wte­dy powie­dział do mnie: Panie Wieś­ku, może by się pan zapi­sał do Różań­ca? Mogę się dzi­siaj śmia­ło przy­znać, że nie mia­łem na to naj­mniej­szej ocho­ty, ale spo­sób, w jaki pan Tyra­now­ski powie­dział, był taki, że nie potra­fi­łem mu odmó­wić! Miał coś takie­go w swo­jej powierz­chow­no­ści ogrom­nie ujmu­ją­ce­go (…) nie­śmia­łe­go, pokor­ne­go, że tym brał sobie ludzi”. W podob­ny spo­sób wio­sną 1940 r. „zwer­bo­wa­ny” został do różań­co­wej Róży 14-let­ni – kolej­ny przy­szły ksiądz – Roman Wój­cik. Mie­czy­sła­wa Maliń­skie­go zacze­pił na uli­cy. Chło­pak myślał, że Tyra­now­ski chce go namó­wić do współ­pra­cy z… gesta­po. „Nie podo­bał mi się” – wyznał szcze­rze ks. Maliń­ski w repor­ta­żu „Kra­wiec” autor­stwa Mag­da­le­ny Sie­mion. Mimo począt­ko­wej nie­chę­ci, zgo­dził się jed­nak wstą­pić do Żywe­go Różań­ca. W efek­cie on tak­że został póź­niej księ­dzem. Owo­cem nie­zwy­kłej „wer­bun­ko­wej” akcji Jana Tyra­now­skie­go było powsta­nie naj­pierw dwóch, a osta­tecz­nie aż sze­ściu Róż męskich, w któ­rych modli­ło
się 90 osób! Sam Tyra­now­ski został pre­ze­sem (zela­to­rem) pierw­szej – naj­star­szej Róży, „sze­fem” dru­giej… Karol Woj­ty­ła. Zela­to­rzy pozo­sta­łych rekru­to­wa­li się potem z pierw­szych „zwer­bo­wa­nych” przez Tyra­now­skie­go mło­dzień­ców.
Od 1941 r. kra­wiec z Dęb­nik – na życze­nie sale­zja­nów – peł­nił rolę „pre­zy­den­ta” wszyst­kich Róż, w tym póź­niej tak­że Róży żeń­skiej. „Zebra­nia mie­sięcz­ne i zmia­nę tajem­nic odby­wa­li­śmy w sal­ce za kan­ce­la­rią para­fial­ną” – wspo­mi­nał ówcze­sny opie­kun Żywe­go Różań­ca ks. Win­cen­ty Zale­ski, któ­ry przez czte­ry lata – wraz z ks. Alek­san­drem Droz­dem – był kie­row­ni­kiem ducho­wym Tyra­now­skie­go. „Bywał zawsze. Pro­sił by na każ­dą zbiór­kę dać mu do wygło­sze­nia refe­rat na temat roku litur­gicz­ne­go. Dałem mu wraz z odpo­wied­nią do tego książ­ką. A szki­ce tych refe­ra­tów zna­le­zio­no jesz­cze po jego śmier­ci w miesz­ka­niu”. War­to nad­mie­nić, że głów­nie dzię­ki Jano­wi Tyra­now­skie­mu z krę­gów dęb­nic­kie­go Żywe­go Różań­ca wyszło sze­ściu kapła­nów die­ce­zjal­nych i pię­ciu zakon­nych (co wię­cej – pię­ciu duchow­nych jesz­cze za jego życia!).