Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

PROSTORZYMU

KRAWIECMISTYK
DRODZE NA OŁTARZE

Z KS. ADAMEM NYKIEM, SALEZJANINEM, WICEPOSTULATOREM PROCESU BEATYFIKACYJNEGOKANONIZACYJNEGO SŁUGI BOŻEGO JANA TYRANOWSKIEGO, ROZMAWIA ALEKSANDRA ZAPOTOCZNY
CHOCIAŻ Z WYKSZTAŁCENIA BYŁ KSIĘGOWYM, WYBRAŁ ŻYCIE POKORNEGO KRAWCA. TWIERDZIŁ, ŻE FACH TEN POZWOLI MU NA GŁĘBSZE ŻYCIE WEWNĘTRZNE, BO BARDZO CHCIAŁ ZOSTAĆ… ŚWIĘTYM. DZIŚ TRUDNO UWIERZYĆ, ALE TO KRAKOWSKI KRAWIEC JAN LEOPOLD TYRANOWSKI BYŁ PRZEWODNIKIEM DUCHOWYM MŁODEGO KAROLA WOJTYŁY, PRZYSZŁEGO PAPIEŻA I ŚWIĘTEGO.
Pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny Słu­gi Boże­go z Kra­ko­wa roz­po­czął się w 1997 roku, za pon­ty­fi­ka­tu Jana Paw­ła II, któ­ry wie­le razy wspo­mi­nał swo­je­go „nauczy­cie­la”. W mar­cu 2000 r. doku­men­ta­cję prze­ka­za­no do waty­kań­skiej Kon­gre­ga­cji Spraw Kano­ni­za­cyj­nych,
koń­cząc tym samym pro­ces na szcze­blu die­ce­zjal­nym. Na począt­ku bie­żą­ce­go roku Sto­li­ca Apo­stol­ska zatwier­dzi­ła dekret o hero­icz­no­ści jego cnót.
JANA TYRANOWSKIEGO NAZYWAMY CZCIGODNYM SŁUGĄ BOŻYM. CO TO OZNACZA?
„Dekret o hero­icz­no­ści cnót w kra­kow­skiej spra­wie beaty­fi­ka­cji i kano­ni­za­cji Słu­gi Boże­go Jana Tyra­now­skie­go, wyznaw­cy (1901–1947)” to doku­ment, któ­ry stwier­dza uro­czy­ście,
iż pod­czas swe­go życia kan­dy­dat na ołta­rze reali­zo­wał w stop­niu hero­icz­nym wszyst­kie cno­ty ludz­kie i chrze­ści­jań­skie. A zatem przy­słu­gu­je mu tytuł „Czci­god­ny” (łac. Vene­ra­bi­lis). Wyda­jąc dekret Kościół ofi­cjal­nie uznał prze­ko­na­nie o wybit­nym życiu Jana Tyra­now­skie­go.
KSIĘŻA SALEZJANIESZCZEGÓLNY SPOSÓB UCZESTNICZĄ W PROCESIE BEATYFIKACYJNYM JANA TYRANOWSKIEGO. DLACZEGO?
Sale­zja­nie współ­pra­cu­ją w pro­ce­sie z uwa­gi na to, że Tyra­now­ski dzia­łał w sale­zjań­skiej para­fii w Kra­ko­wie na Dęb­ni­kach. W sobo­tę 21 paź­dzier­ni­ka br. odby­ło się tam uro­czy­ste odczy­ta­nie wspo­mnia­ne­go Dekre­tu o hero­icz­no­ści; Ini­cja­to­rem pro­ce­su, czy­li tym, któ­ry pro­si o beaty­fi­ka­cję i wysu­wa do niej kan­dy­da­ta, jest Archi­die­ce­zja Kra­kow­ska, a funk­cję postu­la­to­ra peł­ni ks. biskup Enri­co dal Covo­lo, sale­zja­nin, rek­tor Papie­skie­go Uni­wer­sy­te­tu Late­rań­skie­go.
JAKO WICEPOSTULATOR JEST KSIĄDZ WSPÓŁAUTOREM POSITIOPISEMNEJ PRACYSYNTEZY ŻYCIA I DZIAŁALNOŚCI KANDYDATA NA OŁTARZE, OPARTEJ NA ZEBRANYCH ZEZNANIACH ŚWIADKÓW. JAKI OBRAZ JANA TYRANOWSKIEGO WYŁANIA SIĘ Z TEGO OPRACOWANIA?
Opra­co­wa­nie Posi­tio powie­rzo­no mi w 2008 roku. Ponad 500-stro­ni­co­wy doku­ment powstał w cią­gu trzech lat. Pra­cę tę wyko­na­łem na pod­sta­wie tzw. Kopii Publicz­nej, czy­li mate­ria­łów zebra­nych w Kra­ko­wie, a tak­że innych źró­deł, do któ­rych uda­ło mi się dotrzeć. Posi­tio zosta­ło zło­żo­ne w Kon­gre­ga­cji ds. Świę­tych jesie­nią 2011 roku, z peł­nym prze­ko­na­niem, że przed­sta­wia ono doku­men­ta­cję życia oso­by świę­tej. Z całą pew­no­ścią moż­na powie­dzieć, że Jan Tyra­now­ski rze­czy­wi­ście posia­dał wszyst­kie te cno­ty w stop­niu prze­wyż­sza­ją­cym nor­mal­ne­go chrze­ści­ja­ni­na. Ogło­sze­nie dekre­tu o hero­icz­no­ści cnót potwier­dza prze­ko­na­nie o jego świę­to­ści – tak żywe pośród wier­nych Kościo­ła kra­kow­skie­go. Potwier­dza, że pod­czas swe­go życia reali­zo­wał on w stop­niu hero­icz­nym wszyst­kie cno­ty Boskie i ludz­kie. Mowa tutaj o czte­rech cno­tach głów­nych: roz­trop­ność, spra­wie­dli­wość, umiar­ko­wa­nie i męstwo; trzech cno­tach Boskich: wia­ra, nadzie­ja, miłość. W pro­ce­sie bada się tak­że, czy kan­dy­dat reali­zo­wał trzy rady ewan­ge­licz­ne: ubó­stwo, czy­stość i posłu­szeń­stwo woli Bożej. Ostat­nią cno­tą, któ­ra pod­kre­śla świę­tość bada­nej oso­by, jest poko­ra. W posta­ci Jana Tyra­now­skie­go ponad­to waż­ne są dwa wymia­ry: aspekt ducho­wy oraz wyni­ka­ją­ca z nie­go dzia­łal­ność dusz­pa­ster­ska. Ducho­wość Jana Tyra­now­skie­go kształ­to­wał zarów­no kon­takt z sale­zja­na­mi, jak i lek­tu­ra wiel­kich misty­ków kar­me­li­tań­skich. Zatem tym, co sta­no­wi o spe­cy­fi­ce apo­stol­stwa Jana Tyra­now­skie­go i co on uwa­żał za isto­tę apo­stol­stwa, jest prze­świad­cze­nie, że apo­stol­stwo ma wypły­wać ze zjed­no­cze­nia z Bogiem. Pisał, że oddzia­ły­wa­nie oso­bi­stej świę­to­ści jest naj­sku­tecz­niej­sze, lecz nie może wyklu­czyć oddzia­ły­wa­nia świa­do­me­go. Zatem widzi dwie sfe­ry apo­stol­skie­go oddzia­ły­wa­nia: oddzia­ły­wa­nie oso­bi­stej świę­to­ści, czy­li posta­wy apo­stol­skiej, oraz oddzia­ły­wa­nie świa­do­me, gło­szo­ne w pra­cy apo­stol­skiej. Bycie apo­sto­łem ozna­cza dla nie­go tak­że modli­tew­ne wsta­wien­nic­two, jako naj­sku­tecz­niej­szy śro­dek sze­rze­nia Kró­le­stwa Boże­go na zie­mi.
DO BEATYFIKACJI POTRZEBNY JEST CUDUZDROWIENIE MEDYCZNIE NIEWYTŁUMACZALNE; KAŻDA POSTULACJA CZEKA NA SYGNAŁY ŁASK DOKONANYCH PRZEZ WSTAWIENNICTWO DANEGO SŁUGI BOŻEGO. JAKIE ŚWIADECTWA O ŚWIĘTOŚCI JANA TYRANOWSKIEGO NAPŁYWAJĄ DO WASZEJ POSTULACJI?
Zanim odpo­wiem na to pyta­nie, przy­po­mnę, że od ogło­sze­nia Dekre­tu o hero­icz­no­ści cnót Jano­wi Tyra­now­skie­mu przy­słu­gu­je tytuł „Czci­god­ny”. Ozna­cza to, że moż­na wzy­wać go pry­wat­nie jako orę­dow­ni­ka we wszyst­kich potrze­bach, wypra­sza­jąc za jego pośred­nic­twem wszel­kie potrzeb­ne łaski. Jeże­li ktoś doświad­czy takiej łaski za jego wsta­wien­nic­twem, pro­szo­ny jest o zgło­sze­nie tego fak­tu w para­fii św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki na Dęb­ni­kach w Kra­ko­wie. Waż­ne jest, aby zosta­wić do sie­bie kon­takt, by móc potem zebrać potrzeb­ną doku­men­ta­cję. I takie infor­ma­cje, muszę powie­dzieć, już do nas spły­wa­ją. Trze­ba się modlić o cud za wsta­wien­nic­twem Jana Tyra­now­skie­go. Gdy on nastą­pi, będzie moż­na przy­stą­pić do sta­ra­nia się o ogło­sze­nie bło­go­sła­wio­nym nasze­go dęb­nic­kie­go kan­dy­da­ta na ołta­rze.
NIE KAŻDY WIE, ŻE TAK NAPRAWDĘ TO JAN TYRANOWSKI BYŁ DUCHOWYM PRZEWODNIKIEM KAROLA WOJTYŁY…
Mło­dy Karol Woj­ty­ła był człon­kiem Żywe­go Różań­ca, pro­wa­dzo­ne­go przez kraw­ca z Dęb­nik. Szyb­ko odkrył, że ma do czy­nie­nia z czło­wie­kiem nie­zwy­kłym, któ­ry otwie­rał przed nim nowe hory­zon­ty życia ducho­we­go. Ks. Mie­czy­sław Maliń­ski, jeden z uczest­ni­ków Żywe­go Różań­ca, wspo­mi­nał, że w „mia­rę, jak pogłę­bia­ła się ich przy­jaźń, Tyra­now­ski i Karol spę­dza­li ze sobą coraz wię­cej cza­su, coraz czę­ściej prze­cha­dza­li się razem brze­giem Wisły, roz­pra­wia­jąc o Bogu, czło­wie­ku i reli­gii”. Ich wza­jem­ne rela­cje jesz­cze się zacie­śni­ły po śmier­ci ojca Karo­la Woj­ty­ły, kie­dy to Tyra­now­ski w jakiejś mie­rze zajął jego miej­sce. Wte­dy to w Woj­ty­le wykla­ro­wa­ła się świa­do­mość powo­ła­nia kapłań­skie­go i decy­zja o wstą­pie­niu do dzia­ła­ją­ce­go w kon­spi­ra­cji Semi­na­rium Duchow­ne­go. Jak pisze kar­me­li­ta o. Łukasz Strzyż, wpływ Jana Tyra­now­skie­go na Karo­la Woj­ty­łę doty­czy kil­ku płasz­czyzn. Pierw­sza z nich to wpro­wa­dze­nie w świat misty­ki chrze­ści­jań­skiej przez zazna­jo­mie­nie z dzie­ła­mi św. Jana od Krzy­ża i św. Tere­sy od Jezu­sa. Mia­ła ona zna­czą­cy wpływ zarów­no na życie modli­tew­ne Karo­la Woj­ty­ły, jak i jego zain­te­re­so­wa­nia inte­lek­tu­al­ne. Dru­ga to reflek­sja nad posłan­nic­twem świec­kich w Koście­le. „Naj­waż­niej­sze jest, że za pośred­nic­twem Jana zosta­łem wpro­wa­dzo­ny w nowy świat, o któ­re­go ist­nie­niu w sobie przed­tem nie wie­dzia­łem” – pod­su­mo­wał ten wpływ sam Jan Paweł II. „Od nie­go nauczy­łem się mię­dzy inny­mi ele­men­tar­nych metod pra­cy nad sobą” – wspo­mi­nał w innym miej­scu Papież.
KIM OSOBIŚCIE DLA KSIĘDZA JEST JAN TYRANOWSKI? CZY DLA WSPÓŁCZESNEGO CZŁOWIEKA JEST TO POSTAĆ NADAL JESZCZE DO ODKRYCIA?
Podo­ba mi się, że Jan Tyra­now­ski dużą wagę przy­wią­zy­wał do rów­no­wa­gi w życiu. Wyróż­niał on trzy rodza­je pra­cy: fizycz­ną, umy­sło­wą i ducho­wą. Zazna­czał, że każ­da z tych aktyw­no­ści powin­na zna­leźć wła­ści­we sobie miej­sce, nie szko­dząc innej. Usil­nie nama­wiał do zwal­cza­nia leni­stwa i do pil­no­ści nawet w naj­drob­niej­szych zaję­ciach. Ale przede wszyst­kim zafa­scy­no­wa­ło mnie u nie­go peł­ne zjed­no­cze­nie z Bogiem. Zjed­no­cze­nie prze­obra­ża­ją­ce, któ­re jest efek­tem roz­wo­ju życia ducho­we­go. Dzię­ki Boskiej Opatrz­no­ści Jan Tyra­now­ski połą­czył misty­kę kar­me­li­tań­ską z sale­zjań­ską pra­cą mło­dzie­żo­wą. Myślę, że dzi­siaj Jan Tyra­now­ski dzia­łał­by na Face­bo­oku, docie­ra­jąc przez media spo­łecz­no­ścio­we do wiel­kiej rze­szy mło­dzie­ży. I tak jak wte­dy, kie­dy prze­pi­sy­wał na maszy­nie do pisa­nia frag­men­ty z dzieł misty­ków i teo­lo­gów, zebra­ne z róż­nych ksią­żek teo­lo­gicz­nych i asce­tycz­nych, krót­kie myśli, zawie­ra­ją­ce tre­ści przy­dat­ne do roz­wo­ju ducho­we­go mło­de­go czło­wie­ka i wrę­czał wycho­wan­kom te kar­te­lusz­ki, by wspól­nie je ana­li­zo­wać i oma­wiać, tak i teraz dys­ku­to­wał­by z mło­dzie­żą na inter­ne­to­wych forach. Mło­dzi ludzie nazy­wa­li go „Panem Pre­zy­den­tem”, a on pro­wa­dząc serię wykła­dów o apo­stol­stwie świec­kich, uka­zy­wał per­spek­ty­wy życia chrze­ści­jań­skie­go, w jaki spo­sób Bóg udzie­la się czło­wie­ko­wi. Pod­czas tych wykła­dów mówił, że każ­dy czło­wiek, poprzez modli­twę, może mieć taki udział w życiu Boskim, że sta­je się nie­ja­ko jed­no­ścią z Bogiem, choć oczy­wi­ście zacho­wu­je swo­ją toż­sa­mość. Było to i jest nadal praw­dzi­wym wezwa­niem dla czło­wie­ka.
DZIĘKUJĘ ZA ROZMOWĘ