Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ ADWENTU 18–23 XII 2017

Poniedziałek

Jr 23,5–8; Mt 1,18–24
Sło­wo Boże: Dla­te­go wła­śnie nad­cho­dzą dni – mówi Pan – kie­dy nie będą już mówić: Na życie Pana, któ­ry wypro­wa­dził synów Izra­ela z zie­mi egip­skiej, lecz raczej: Na życie Pana, któ­ry wypro­wa­dził i przy­wró­cił poko­le­nie domu Izra­ela z zie­mi pół­noc­nej i ze wszyst­kich ziem, po któ­rych ich roz­pro­szył. Wyda­rze­nia histo­rii biblij­nej moż­na trak­to­wać jako zapis histo­rycz­nych zda­rzeń, któ­re infor­mu­ją o dzia­ła­niu Boga pośród wybra­ne­go ludu. Lecz takie wspo­mnie­nie jest tyl­ko pozna­wa­niem fak­tów minio­nych – co naj­wy­żej rodzi tęsk­no­tę, by doświad­czyć cze­goś podob­ne­go. To już jest cen­ne, ale Pan zapo­wia­da coś znacz­nie cen­niej­sze­go: zapo­wia­da, że nastą­pią kolej­ne zda­rze­nia, któ­re jesz­cze bar­dziej rodzić będą podziw i zdu­mie­nie wśród ich uczest­ni­ków. I to nie zmie­ni­ło się do dziś. Sło­wo
Boga zapo­wia­da nowe wiel­kie wyda­rze­nia – przede wszyst­kim nasze zba­wie­nie.

Wtorek

Sdz 13,2–7.24–25a; Łk 1,5–25
Sło­wo Boże: W Sorea, w poko­le­niu Dana, żył pewien mąż imie­niem Mano­ach. Żona jego była nie­płod­na i nie rodzi­ła. Anioł Pań­ski uka­zał się owej kobie­cie, mówiąc jej: „Oto teraz jesteś nie­płod­na i nie rodzi­łaś, ale poczniesz i poro­dzisz syna. Lecz odtąd strzeż się: nie pij wina ani syce­ry…”. Żona Mano­acha była nie­płod­na. To bar­dzo bole­sna sytu­acja. Tak, to bole­sna oce­na kobie­ty pozba­wio­nej moż­li­wo­ści macie­rzyń­stwa, lecz jesz­cze bole­śniej­szym sta­je się to stwier­dze­nie, gdy oka­zu­je się być pod­su­mo­wa­niem ludz­kie­go życia. Bez­płod­ne ludz­kie życie – z jakie­go powo­du?
Sło­wo Boże nie wska­zu­je na przy­czy­nę. Mówi nato­miast o roz­wią­za­niu. I to jest naj­waż­niej­sza infor­ma­cja. Przed bez­płod­no­ścią czło­wie­ka może uchro­nić jedy­nie sam Bóg. I to nie zmie­ni­ło się do dziś. Zycie owoc­ne jest moż­li­we jedy­nie dzię­ki
łasce Pana.
Śro­da
Iz 7,10–14; Łk 1,26–38
Sło­wo Boże: „Proś dla sie­bie o znak od Pana, Boga twe­go, czy to głę­bo­ko w Sze­olu, czy to wyso­ko w górze!”. Lecz Achaz odpo­wie­dział: „Nie będę pro­sił i nie będę wysta­wiał Pana na pró­bę”. Wte­dy rzekł Iza­jasz: „Słu­chaj­cie więc… Dla­te­go Pan sam do wam znak: Oto Pan­na pocznie i poro­dzi Syna…”. Achaz przy­jął posta­wę, któ­ra wie­lo­krot­nie wyko­rzy­sty­wa­na jest przez nas: nie chce­my pytać, nie chce­my wie­dzieć, nie chce­my docie­kać praw­dy, bo tak jest wygod­niej. To pozwa­la unik­nąć zobo­wią­za­nia, któ­re mogło­by poja­wić się, gdy­by­śmy usły­sze­li wszyst­ko do koń­ca. Lecz tę ase­ku­ranc­ką posta­wę odrzu­ca sam Bóg. By prze­ła­mać ludz­kie znie­chę­ce­nie, zamknię­cie na sło­wo, podej­mu­je nową inter­wen­cję: Bóg sam daje znak. Pan­na pocznie i poro­dzi Syna. Lecz czy kolej­ny znak nie spo­tka się z kolej­ną obo­jęt­no­ścią?
Czwar­tek
Pnp 2,8–14; Łk 1,39–45
Sło­wo Boże: Głos moje­go uko­cha­ne­go! Oto on! Oto nad­cho­dzi! Bie­gnie przez góry, ska­cze po pagór­kach. Umi­ło­wa­ny mój podob­ny do gaze­li, do mło­de­go jele­nia. Oto stoi za naszym murem, patrzy przez okno, zaglą­da przez kra­ty. Miły mój odzy­wa się i mówi do mnie: „Powstań, przy­ja­ciół­ko ma, pięk­na ma, i pójdź!”. Miłość roz­pa­la ser­ce oblu­bie­ni­cy. Nie jest w sta­nie myśleć o czym­kol­wiek, nic inne­go jej nie inte­re­su­je, żaden dźwięk nie docho­dzi do jej uszu – jedy­nie oblu­bie­niec roz­pa­la wszyst­kie zmy­sły. Przy pomo­cy tego obra­zu autor natchnio­ny opi­su­je rela­cję mię­dzy Bogiem a ludz­ką duszą. On, Pan, świę­ty Oblu­bie­niec, pra­gnie być wycze­ki­wa­nym, upra­gnio­nym. Czło­wiek winien wychwy­cić nawet deli­kat­ny głos Pana, któ­ry się zbli­ża. I wów­czas z rado­ścią powi­tać swe­go Stwór­cę. Nie jutro, lecz już dziś.
Pią­tek
1 Sm 1,24–28; Łk 1,46–56
Sło­wo Boże: „Pozwól, panie mój! Na two­je życie! To ja jestem ową kobie­tą, któ­ra sta­ła tu przed tobą i modli­ła się do Pana. O tego chłop­ca się modli­łam, i speł­nił Pan proś­bę, któ­rą do Nie­go zano­si­łam. Oto ja odda­ję go Panu. Po wszyst­kie dni, jak dłu­go będzie żył, zosta­je odda­ny Panu”. I odda­li tam pokłon Panu. Wiel­ka była wia­ra sta­ro­te­sta­men­tal­nej Anny, sko­ro potra­fi­ła oddać swe­go syna na służ­bę Bogu, choć przez lata cze­ka­ła na nie­go z utę­sk­nie­niem. Jak nie­wie­lu z jej oto­cze­nia, rozu­mia­ła, że jej jedy­ny syn nie do niej nale­ży. Dziś wie­le złych rodzin­nych rela­cji wyni­ka z tego, że ktoś uzur­pu­je sobie pra­wo nie­mal do posia­da­nia dru­giej oso­by, usi­łu­je kimś zawłasz­czyć. A to jest zawsze zaprze­cze­niem miło­ści, któ­ra nie­ustan­nie musi wyzby­wać się chę­ci pano­wa­nia. Radość znaj­du­je­my w Panu, a nie w zdo­by­wa­niu prze­wa­gi nad inny­mi.
Sobo­ta
Ml 3,1–4.23–24; Łk 1,57–66
Sło­wo Boże: Oto Ja wyślę anio­ła mego, aby przy­go­to­wał dro­gę przede Mną, a potem nagle przy­bę­dzie do swej świą­ty­ni Pan, któ­re­go wy ocze­ku­je­cie, i Anioł Przy­mie­rza, któ­re­go pra­gnie­cie. Oto nadej­dzie, mówi Pan Zastę­pów. Ale kto prze­trwa dzień Jego nadej­ścia i kto się ostoi, gdy On się uka­że? Łaską jest przy­by­cie posłań­ca, łaską jest sło­wo rodzą­ce nadzie­ję, łaską jest obec­ność Pana. Łaska to rze­czy­wi­stość, rów­nie real­na jak zie­mia, powie­trze, kamień, drze­wo… Może nawet bar­dziej real­na, bo jest czymś wcze­śniej­szym niż cokol­wiek inne­go spo­śród rze­czy stwo­rzo­nych. O łasce Pana win­no śpie­wać ludz­kie ser­ce ocze­ku­ją­ce Boże­go Naro­dze­nia. Za tą łaską win­no tęsk­nić – tęsk­no­tę tę nie tyl­ko pod­trzy­my­wać, lecz umac­niać i roz­wi­jać. Tęsk­no­ta ser­ca jest spo­so­bem przy­zy­wa­nia miło­sier­dzia.