Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

CZWARTA NIEDZIELA ADWENTU 24 XII 2017

Poniedziałek

Iz 62,11–12; Tt 3,4–7; Łk 2,15–20
UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA PAŃSKIEGO
Msza św. o świ­cie
Sło­wo Boże: Gdy anio­ło­wie ode­szli od nich do nie­ba, paste­rze mówi­li mię­dzy sobą: „Pójdź­my do Betle­jem i zoba­czy­my, co się tam zda­rzy­ło i o czym nam Pan oznaj­mił”. Uda­li się też pośpiesz­nie i zna­leź­li Mary­ję, Józe­fa oraz leżą­ce w żło­bie Nie­mow­lę. Gdy Je ujrze­li, opo­wie­dzie­li, co im zosta­ło obja­wio­ne… Dali wia­rę sło­wu posłań­ca. Poszli do Betle­jem. Bóg uczy­nił tak wie­le. Wła­ści­wie wszyst­ko. Syn Boga stał się czło­wie­kiem. Nie mógł już bar­dziej pochy­lić się nad czło­wie­kiem, nie zna­lazł lep­sze­go spo­so­bu by być bli­sko, naj­bli­żej. Napraw­dę zro­bił wszyst­ko. A jed­nak zosta­wił coś dla czło­wie­ka. Czło­wiek musiał pod­jąć decy­zję i zro­bić dosłow­nie nie­wiel­ki wysi­łek, by zoba­czyć Zba­wi­cie­la. Zwy­kle jest tak, że Bóg wyko­nu­je całą pra­cę, a zara­zem zapra­sza czło­wie­ka, by pod­jął dobrą decy­zję. Tak nie­wie­le, a i tak czę­sto nie potra­fi­my temu spro­stać.

Wtorek

Dz 6,8–10;7,54–60; Mt 10,17–22
Świę­to św. Szcze­pa­na
Sło­wo Boże: A on pełen Ducha Świę­te­go patrzył w nie­bo i ujrzał chwa­łę Bożą i Jezu­sa… I rzekł: „Widzę nie­bo otwar­te i Syna Czło­wie­cze­go, sto­ją­ce­go po pra­wi­cy Boga”. A oni pod­nie­śli wiel­ki krzyk, zatka­li sobie uszy i rzu­ci­li się na nie­go wszy­scy razem. Szcze­pan patrzył w górę i ujrzał Jezu­sa. I zniósł naj­więk­szy trud – męczeń­stwo. My patrzy­my na Eucha­ry­stię, gdzie aktu­ali­zu­je się krzy­żo­wa ofia­ra. Patrzy­my na taber­na­ku­lum, gdzie trwa żywa obec­ność nasze­go Zba­wi­cie­la. Patrzy­my, ile­kroć jeste­śmy w koście­le. Lecz potrze­bu­je­my patrzeć jesz­cze inten­syw­niej, gdy przy­cho­dzą trud­ne do prze­kro­cze­nia prze­szko­dy. Potrze­bu­je­my Ducha Świę­te­go, któ­ry był mocą Szcze­pa­na. Pierw­szy Męczen­nik uczy nas ufnej modli­twy: W ręce Twe, Panie, skła­dam ducha mego.
Śro­da
1 J 1,1–4; J 20,2–8
Świę­to św. Jana, Apo­sto­ła i Ewan­ge­li­sty
Sło­wo Boże: Wyszedł więc Piotr i ów dru­gi uczeń i szli do gro­bu. Bie­gli oni oby­dwaj razem, lecz ów dru­gi uczeń wyprze­dził Pio­tra i przy­był pierw­szy do gro­bu. A kie­dy się nachy­lił, zoba­czył leżą­ce płót­na, jed­nak­że nie wszedł do środ­ka. Nad­szedł potem tak­że Szy­mon Piotr, idą­cy za nim. Maria Mag­da­le­na, pierw­sza zwia­stun­ka zmar­twych­wsta­nia, infor­mu­je Apo­sto­łów, że nie ma cia­ła Pana. Natych­miast do gro­bu uda­ją się Piotr i Jan. Tu prze­ko­nu­ją się, że rze­czy­wi­ście grób jest pusty. Dopie­ro póź­niej spo­ty­ka­ją żywe­go Jezu­sa. Stop­nio­wo wcho­dzą na dro­gę wia­ry w zmar­twych­wsta­nie. Naj­pierw sło­wa kobie­ty, potem pusty grób, wresz­cie jest i sam Pan. I to czę­sto jest dro­ga naszej wia­ry: słu­cha­my o Jezu­sie z jakimś nie­do­wie­rza­niem. Aż przy­cho­dzi taka chwi­la, gdy ogar­nia nas bez­rad­ność. I wte­dy poja­wia się Pan.
Czwar­tek
1 J 1,5–2,2; Mt 2,13–18
Świę­to Świę­tych Mło­dzian­ków, Męczen­ni­ków
Sło­wo Boże: Wte­dy Herod widząc, że go Mędr­cy zawie­dli, wpadł w strasz­ny gniew. Posłał opraw­ców do Betle­jem i całej oko­li­cy i kazał poza­bi­jać wszyst­kich chłop­ców w wie­ku do lat dwóch, sto­sow­nie do cza­su, o któ­rym dowie­dział się od Mędr­ców. Wte­dy speł­ni­ły się sło­wa pro­ro­ka Jere­mia­sza. Pierw­si do Jezu­sa przy­szli paste­rze. Nic dziw­ne­go, byli bli­sko. Z rado­ścią przy­ję­li Pana Syme­on i Anna. I tu nie ma zasko­cze­nia. Cze­ka­li na Nie­go całe życie. Z cza­sem poja­wi­li się Mędr­cy. Przy­szli z dale­ka. Ale ser­cem byli bli­sko. Bo wypeł­nia­ło ich pra­gnie­nie pozna­nia praw­dy. I nie bali się, że szu­ka­nie praw­dy wyma­ga wie­le tru­du. Nie­da­le­ko Betle­jem był tak­że król. Lecz ser­ce tego czło­wie­ka było wypeł­nio­ne żądzą wła­dzy w stop­niu bał­wo­chwal­czym. I dla­te­go też nic nie ma w tym dziw­ne­go, że odrzu­cił Pana.
Pią­tek
1 J 2,3–11; Łk 2,22–35
Pią­ty dzień okta­wy Naro­dze­nia Pań­skie­go
Sło­wo Boże: „Teraz, o Wład­co, pozwa­lasz odejść słu­dze Twe­mu w poko­ju, według Two­je­go sło­wa. Bo moje oczy ujrza­ły Two­je zba­wie­nie, któ­re przy­go­to­wa­łeś wobec wszyst­kich naro­dów: świa­tło na oświe­ce­nie pogan i chwa­łę ludu Twe­go, Izra­ela”. A Jego ojciec i Mat­ka dzi­wi­li się temu… Syme­on dłu­gie lata wycze­ki­wał Zba­wi­cie­la. Wie­dzio­ny głę­bo­ką i nie­omyl­ną intu­icją wia­ry, zro­dzo­ną z gor­li­we­go słu­cha­nia sło­wa Boże­go, przy­szedł w sto­sow­nej chwi­li do świą­ty­ni, by na wła­sne oczy zoba­czyć Tego, na któ­re­go cze­kał cały naród, wię­cej, cały świat. Speł­nie­nie się Bożej obiet­ni­cy było wypeł­nie­niem życia tego star­ca. I rze­czy­wi­ście nie ma inne­go speł­nie­nia, któ­re by mogło usa­tys­fak­cjo­no­wać czło­wie­ka. Ludz­kie życie jest speł­nio­ne jedy­nie wów­czas, gdy osią­gnie
mia­rę wyzna­czo­ną przez Pana.
Sobo­ta
1 J 2,12–17; Łk 2,36–40
Szó­sty dzień okta­wy Naro­dze­nia Pań­skie­go
Sło­wo Boże: Gdy Rodzi­ce przy­nie­śli Dzie­ciąt­ko Jezus do świą­ty­ni, była tam rów­nież pro­ro­ki­ni Anna, cór­ka Fanu­ela z poko­le­nia Ase­ra, bar­dzo pode­szła w latach. Od swe­go panień­stwa sie­dem lat żyła z mężem i pozo­sta­ła wdo­wą. Liczy­ła już sobie osiem­dzie­siąt czte­ry lata. Kolej­na oso­ba, któ­ra przez całe, bar­dzo dłu­gie życie cier­pli­wie wycze­ki­wa­ła na Zba­wi­cie­la. Życie wypeł­nio­ne modli­twą nie cią­ży­ło jej, prze­by­wa­nie w świą­ty­ni nie spra­wia­ło kło­po­tu, prze­ciw­nie, było źró­dłem trwa­nia na dro­dze nie­ustę­pli­wej wia­ry, zdol­nej znieść nawet bar­dzo dłu­gie cze­ka­nie. Moż­na by uznać jej życie za nie­uda­ne: szyb­ko zosta­ła wdo­wą, nie mia­ła dzie­ci. Osa­mot­nio­na. Pew­nie nie mając inne­go wyj­ścia, cho­dzi­ła do świą­ty­ni. A jed­nak nie. Cho­dzi­ła do świą­ty­ni z miło­ści do Pana. I przez to jej życie było pięk­ne.‘