Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DRUGI TYDZIEŃ ZWYKŁY 15–20 I 2018

Poniedziałek

1 Sm 15,16–23; Mk 2,18–22
Sło­wo Boże: Po zwy­cię­stwie Sau­la nad Ama­le­ki­ta­mi Samu­el powie­dział Sau­lo­wi: „Dosyć! Powiem ci, co rzekł do mnie Pan tej nocy”. Odrzekł: „Mów!”. I mówił Samu­el: „Czy to nie jest praw­dą, że choć byłeś mały we wła­snych oczach, to jed­nak ty wła­śnie sta­łeś się gło­wą poko­leń izra­el­skich? Pan bowiem nama­ścił cię…”. Saul został kró­lem, bo tak posta­no­wił Bóg. Odno­sił zwy­cię­stwa, bo taką łaskę otrzy­mał od Pana. Osią­gnię­cie wyjąt­ko­wej
pozy­cji pośród ludu, poko­na­nie wro­ga, pomyśl­ność w życiu codzien­nym – to wszyst­ko spra­wi­ło osta­tecz­nie, że z cza­sem Saul zapo­mniał, komu to zawdzię­cza. I wów­czas Bóg przez pro­ro­ka przy­po­mi­na, że każ­de dobro w życiu Sau­la jest darem od Stwór­cy. Czy król to zro­zu­miał? Nie­ste­ty nie. Tak do gło­su doszła pycha ludz­kie­go ser­ca. Ta poku­sa jest cią­gle nie­bez­piecz­na i ata­ku­je wszyst­kich. Nikt z nas nie jest od niej wol­ny.

Wtorek

1 Sm 16,1–13; Mk 2,23–28
Sło­wo Boże: Pan rzekł do Samu­ela: „Dokąd będziesz się smu­cił z powo­du Sau­la? Uzna­łem go prze­cież za nie­god­ne­go, by pano­wał nad Izra­elem. Napeł­nij oli­wą twój róg i idź: Posy­łam cię do Jes­se­go Betle­je­mi­ty, gdyż mię­dzy jego syna­mi upa­trzy­łem sobie kró­la”. Samu­el odrzekł: „Jak­że pój­dę? Usły­szy o tym Saul i zabi­je mnie”. Pew­ny sie­bie Saul, owład­nię­ty pychą, zosta­je przez Boga odrzu­co­ny. Odrzu­ca­jąc kró­la, Bóg nie odrzu­ca swe­go ludu, choć to na wie­lo­krot­ną proś­bę ludu usta­no­wił kró­la w Izra­elu. Pan posy­ła swe­go pro­ro­ka do Jes­se­go, by w tym domu nama­ścił nowe­go kró­la nad Izra­elem. Histo­ria Sau­la
uczy, że czło­wiek może bez­pow­rot­nie utra­cić łaskę Boga. To praw­dzi­wy dra­mat. Saul doświad­czał Boże­go miło­sier­dzia wie­lo­krot­nie, błą­dząc, był upo­mi­na­ny przez pro­ro­ka, a jed­nak nie potra­fił zmie­nić tej sytu­acji. Nie chciał zmie­nić. I to jest wiel­ka prze­stro­ga dla wszyst­kich.
Śro­da
1 Sm 17,32–33.37.40–51; Mk 3,1–6
Sło­wo Boże: Dawid odrzekł Fili­sty­no­wi: „Ty idziesz na mnie z mie­czem, dzi­dą i zakrzy­wio­nym nożem, ja zaś idę na cie­bie w imię Pana Zastę­pów, Boga wojsk izra­el­skich, któ­rym urą­ga­łeś. Dziś wła­śnie wyda cię Pan w moje ręce, poko­nam cię i utnę ci gło­wę. Dziś oddam tru­py wojsk fili­styń­skich na żer ptac­twu pod­nieb­ne­mu i dzi­kim zwie­rzę­tom”.
Mło­dy Dawid wyka­zał nad­zwy­czaj­ną doj­rza­łość. W spo­tka­niu z Golia­tem ujaw­ni­ła się jego mądrość. Wycho­dząc przed sze­reg stwier­dził: „Idę w imię Pana Zastę­pów…”. Tak mógł powie­dzieć tyl­ko czło­wiek głę­bo­kiej wia­ry i modli­twy, wsłu­cha­ny w sło­wo Boże, pozo­sta­ją­cy w codzien­nej zaży­ło­ści ze swo­im Panem. Podej­mu­jąc nasze dzia­ła­nia tyl­ko wte­dy może­my być pew­ni suk­ce­su, jeśli podej­mu­je­my je w imię Pana. Jest to moż­li­we, gdy wciąż pyta­my Boga, co w kon­kret­nej sytu­acji win­ni­śmy zro­bić, gdy pro­si­my Go o bło­go­sła­wień­stwo w dosłow­nie każ­dej spra­wie.
Czwar­tek
1 Sm 18,6–9; 19,1–7; Mk 3,7–12
Sło­wo Boże: Saul nama­wiał swe­go syna, Jona­ta­na, i wszyst­kie słu­gi swo­je, by zabi­li Dawi­da. Jona­tan jed­nak bar­dzo upodo­bał sobie Dawi­da. Uprze­dził więc Jona­tan Dawi­da, mówiąc: „Ojciec mój, Saul, pra­gnie cię zabić. Od rana miej się na bacz­no­ści; udaj się do jakiejś kry­jów­ki i pozo­stań w ukry­ciu”. Ser­ce Sau­la, zaśle­pio­ne pychą i żądzą wła­dzy, nie dość że knu­je prze­ciw Dawi­do­wi (tym samym prze­ciw same­mu Bogu), to jesz­cze usi­łu­je wcią­gnąć innych w swe zbrod­ni­cze pla­ny. Co wię­cej, nawet wła­sne­go syna, któ­re­go prze­cież darzy miło­ścią i pra­gnie jego dobra, usi­łu­je wcią­gnąć na dro­gę zdra­dy. Tak dzia­ła nie­ste­ty grzech: przez jed­ne­go czło­wie­ka roz­le­wa się na innych, na naj­bliż­szych i infe­ku­je jak pod­stęp­na cho­ro­ba, wyko­rzy­stu­jąc natu­ral­ne wię­zi mię­dzy­ludz­kie. Wiel­ką zbrod­nią jest doma­ga­nie się od innych lojal­no­ści w złu.
Pią­tek
1 Sm 24,3–21; Mk 3,13–19
Sło­wo Boże: Ludzie Dawi­da rze­kli do nie­go: „Wła­śnie to jest dzień, o któ­rym Pan powie­dział tobie: Oto Ja wyda­ję w twe ręce two­je­go wro­ga, abyś z nim uczy­nił, co wyda si się słusz­ne”. Dawid powstał i odciął po kry­jo­mu połę płasz­cza Sau­la. Potem jed­nak zadrża­ło ser­ce Dawi­da z powo­du odcię­cia poły nale­żą­cej do Sau­la. Jak zacho­wać się w kon­kret­nej sytu­acji? Zawsze moż­li­we są róż­ne inter­pre­ta­cje. Widząc bez­bron­ne­go, śpią­ce­go Sau­la, słu­dzy Dawi­da są prze­ko­na­ni, że to Pan stwa­rza wyjąt­ko­wą oka­zję, by osta­tecz­nie pozbyć się zacie­kłe­go wro­ga. Dawid zacho­wu­je jed­nak wła­sną wraż­li­wość sumie­nia i wła­sną oce­nę zaist­nia­łej sytu­acji. I choć odci­na połę płasz­cza Sau­la, to jed­nak natych­miast zda­je sobie spra­wę z tego, że nie wol­no mu pod­nieść ręki na poma­zań­ca Boże­go, na bez­bron­ne­go czło­wie­ka. Pra­we sumie­nie było praw­dzi­wie skar­bem Dawi­da.
Sobo­ta
2 Sm 1,1–4.11–12.19.23–27; Mk 3,20–21
Sło­wo Boże: O Izra­elu, twa chwa­ła na wyży­nach two­ich leży pobi­ta. Jak­że padli boha­te­ro­wie? Saul i Jona­tan, kocha­ni i peł­ni uro­ku, za życia i w śmier­ci nie są roz­dzie­le­ni. Byli oni bystrzej­si od orłów, dziel­niej­si od lwów. O, płacz­cie nad Sau­lem, cór­ki izra­el­skie (…). Żal mi cie­bie, mój bra­cie, Jona­ta­nie. Tak bar­dzo byłeś mi dro­gi”. Umarł Saul, prze­śla­dow­ca Dawi­da. Umarł tak­że jego syn Jona­tan. I oto Dawid z bólem ser­ca mówi o śmier­ci oboj­ga. Nie ma w nim śla­du satys­fak­cji ze śmier­ci wro­ga. Tak wyraź­na powścią­gli­wość w sądze­niu jest wiel­ką sztu­ką. Pod­kre­ślić dobro i zasłu­gi, w mil­cze­niu pochy­lić się nad błę­da­mi, zacho­wu­jąc wła­ści­wą dys­kre­cję, nie pod­da­wać się emo­cjo­nal­nym sądom – takiej posta­wy potrze­ba, gdy spo­glą­da­my na tych, co ode­szli i na tych, co jesz­cze dziś są obok nas. Tak też war­to spo­glą­dać na sie­bie same­go, szcze­gól­nie gdy przy­cho­dzą prze­ciw­no­ści.