Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

CZWARTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 29 I – 3 II 2018

Poniedziałek

2 Sm 15,13–14.30; 16,5–13a; Mk 5,1–20
Sło­wo Boże: Król Dawid przy­był do Bachu­rim. A oto wyszedł stam­tąd pewien czło­wiek. Był on z rodzi­ny nale­żą­cej do domu Sau­la. Nazy­wał się Szi­mei, syn Gery. Posu­wa­jąc się naprzód, prze­kli­nał i obrzu­cał kamie­nia­mi Dawi­da oraz wszyst­kie słu­gi Dawi­da, cho­ciaż był z nim po pra­wej i po lewej stro­nie cały lud zbroj­ny… Prze­ciw­ko Dawi­do­wi zbun­to­wał się Absa­lom, jego syn. Do prze­wro­tu przy­go­to­wy­wał się przez dłuż­szy czas, zdo­by­wa­jąc zwo­len­ni­ków. Gdy wystą­pił jaw­nie prze­ciw swe­mu ojcu, ten zmu­szo­ny był ucie­kać. Z gru­pą wier­nych i odda­nych mu sług opusz­cza sto­li­cę. W dro­dze spo­ty­ka­ją go sło­wa zło­rze­cze­nia. Zaska­ku­je jed­no: w reak­cji Dawi­da nie widać naj­mniej­sze­go odru­chu zło­ści czy też zemsty. Przy­kro­ści, obe­lgi trak­tu­je jako sytu­ację, któ­ra go dotknę­ła, bo do tego dopu­ścił Bóg. Jedy­nie głę­bo­ka wia­ra daje czło­wie­ko­wi zdol­ność takie­go widze­nia prze­ciw­no­ści.

Wtorek

2 Sm 18,9–10.14b.24–25a; Mk 5,21–43
Sło­wo Boże: Król zapy­tał Kuszy­tę: „Czy dobrze się wie­dzie mło­de­mu Absa­lo­mo­wi?” Odpo­wie­dział Kuszy­ta: „Niech się tak sta­nie ze wszyst­ki­mi wro­ga­mi pana moje­go, kró­la, i ze wszyst­ki­mi, któ­rzy zło­śli­wie prze­ciw tobie powsta­li, jak z tym mło­dzień­cem”. Król zadrżał. Udał się do gór­ne­go pomiesz­cze­nia bra­my i pła­kał. Bunt Absa­lo­ma zakoń­czył się jego klę­ską. Dawid odzy­skał peł­nię wła­dzy nad swym ludem. Lecz cena tego była wiel­ka. Jako król odniósł nie­za­prze­czal­ne zwy­cię­stwo – ura­to­wał jed­ność pań­stwa. Jed­nak jako ojciec poniósł bole­sną klę­skę – stra­cił syna. Roz­dar­te pozo­sta­ło ser­ce Dawi­da: myślał jak król, czuł jak ojciec. W tym wszyst­kim jed­no god­ne jest uwa­gi: we wszyst­kim zacho­wał pra­wość. Nie zlek­ce­wa­żył obo­wiąz­ków kró­la, by rato­wać rodzi­nę. Nie zapo­mniał o wię­zach
rodzin­nych, by odnieść suk­ces poli­tycz­ny. I to też jest wiel­kość Dawi­da.
Śro­da
2 Sm 24,2.9–17; Mk 6,1–6
Sło­wo Boże: Izra­el liczył osiem­set tysię­cy wojow­ni­ków doby­wa­ją­cych mie­cza. Juda zaś – pięć­set tysię­cy ludzi. Ser­ce Dawi­da zadrża­ło, dla­te­go że zli­czył lud. Dawid zwró­cił się do Pana: „Bar­dzo zgrze­szy­łem tym, cze­go doko­na­łem, lecz teraz, o Panie, daruj łaska­wie winę swe­go słu­gi, bo postą­pi­łem bar­dzo nie­roz­sąd­nie”. Gdy nasta­ły lata względ­ne­go spo­ko­ju, Dawid posta­no­wił zli­czyć swo­ich wojow­ni­ków. Wbrew radom naj­bliż­sze­go oto­cze­nia wydał sto­sow­ne roz­ka­zy. Gdy prze­li­czo­no wojow­ni­ków, król zro­zu­miał, że postą­pił źle. Lecz cóż za nie­sto­sow­ność kry­ła się w tym, co zro­bił? Otóż licząc lud zacho­wał się nie jak król, któ­ry peł­ni swą funk­cję z Boże­go man­da­tu, lecz jak wła­ści­ciel, któ­ry chce roz­po­rzą­dzać posia­da­nym dobrem według wła­sne­go zamie­rze­nia. Pycha Dawi­da nie mogła pozo­stać bez­kon­se­kwen­cji. Zawsze bowiem ludz­ka pycha pro­wa­dzi do nie­szczęść.
Czwar­tek
1 Krl 2,1–4.10–12; Mk 6,7–13
Sło­wo Boże: Kie­dy zbli­żył się czas śmier­ci Dawi­da, wte­dy roz­ka­zał swe­mu syno­wi, Salo­mo­no­wi, mówiąc: „Ja wyru­szam w dro­gę prze­zna­czo­ną ludziom na całej zie­mi. Ty zaś bądź moc­ny i okaż się mężem! Będziesz strzegł zarzą­dzeń Pana, Boga twe­go, idąc za Jego wska­za­nia­mi, prze­strze­ga­jąc Jego praw, pole­ceń i naka­zów”. Koń­czy się dłu­gie pano­wa­nie Dawi­da. Przy­cho­dzi sto­sow­ny czas, by wła­dzę prze­ka­zać syno­wi, Salo­mo­no­wi. Dawid wyda­je roz­kaz: to jest pole­ce­nie praw­dzi­wie kró­lew­skie. Nie proś­ba, nie zachę­ta, nie poucze­nie – roz­kaz. Król pra­gnie, by jego syn oka­zał się mężem. Co to ozna­cza? Salo­mon ma bez­względ­nie prze­strze­gać Bożych pole­ceń. Dla­te­go roz­kaz, bo tu nie ma miej­sca na poło­wicz­ność, na chwiej­ność czy wąt­pli­wo­ści. Wobec sło­wa Boże­go nie ma innej roz­sąd­nej alter­na­ty­wy. Tak jest do dziś.
Pią­tek
Ml 3,1–4 lub Hbr 2,14–18; Łk 2,22–32
Świę­to Ofia­ro­wa­nia Pań­skie­go
Sło­wo Boże: Sko­ro więc dzie­ci otrzy­ma­ły udział we krwi i cie­le, to rów­nież On sam chciał mieć w nich udział. Aby przez śmierć mógł poko­nać dia­bła, dzier­żą­ce­go wła­dzę nad śmier­cią, i aby uwol­nić tych, któ­ry bojąc się śmier­ci, całe życie pod­le­ga­li nie­wo­li. Przy­cho­dzi bowiem z pomo­cą nie anio­łom, lecz potom­stwu Abra­ha­ma. Autor Listu do Hebraj­czy­ków zwra­ca uwa­gę na kapłań­skie posłan­nic­two Jezu­sa. Nasz Pan wła­śnie jako kapłan jest jedy­nym pośred­ni­kiem mię­dzy ludź­mi a Bogiem. Jest jedy­nym mostem, któ­ry two­rzy praw­dzi­wą i nie­znisz­czal­ną jed­ność ludzi i Stwór­cy. Sta­ry Testa­ment poprzez obrzęd wie­lo­krot­nie skład­nych ofiar mozol­nie budo­wał tę jed­ność. Dopie­ro jed­nak w Jezu­sie ta jed­ność zbu­do­wa­na zosta­ła w spo­sób nie­odwo­łal­ny. By przyjść z pomo­cą wie­rzą­cym (potom­stwu Abra­ha­ma), Pan przy­jął nasze śmier­tel­ne cia­ło. Niech będzie Jezus uwiel­bio­ny!
Sobo­ta
1 Krl 3,4–13; Mk 6,30–34
Sło­wo Boże: Twój słu­ga jest pośród twe­go ludu, któ­ry wybra­łeś, ludu mno­gie­go, któ­re­go nie da się zli­czyć ani też spi­sać z powo­du jego mnó­stwa. Racz więc dać Twe­mu słu­dze ser­ce rozum­ne do sądze­nia Twe­go ludu i roz­róż­nia­nia dobra od zła, bo któż zdo­ła sądzić ten lud Twój tak licz­ny? Modli­twa Salo­mo­na roz­po­czy­na­ją­ce­go pano­wa­nie jest dowo­dem, że syn wycią­gnął naukę z błę­dów wiel­kie­go ojca. Modląc się wyzna­je: lud nad któ­rym ma pano­wać, jest ludem Boga. On, Salo­mon, jest tyl­ko słu­gą. Tak, dobre­mu wład­cy potrzeb­na jest poko­ra. Co jesz­cze? Pra­wość. Cho­dzi o nie­ła­twą umie­jęt­ność jed­no­znacz­ne­go odróż­nia­nia dobra od zła. Ten mło­dy czło­wiek musiał wie­dzieć, że jako król może speł­nić swe zada­nie jedy­nie, gdy zacho­wa uczci­wość. Bo czy moż­na wyobra­zić sobie budo­wa­nie rodzi­ny, wyko­ny­wa­nie pra­cy, bez uczci­wo­ści?