Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

BOGACTWO EWANGELII ŚW. JANA (34)

WIERZĄCY OJCIEC

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Dwór Hero­da był zdu­mio­ny tym, co spo­tka­ło jed­ne­go z urzęd­ni­ków. [Jezus] przy­był powtór­nie do Kany Gali­lej­skiej, gdzie przed­tem prze­mie­nił wodę w wino. A w Kafar­naum miesz­kał pewien urzęd­nik kró­lew­ski, któ­re­go syn cho­ro­wał. Usły­szaw­szy, że Jezus przy­był z Judei do Gali­lei, udał się do Nie­go z proś­bą, aby przy­szedł i uzdro­wił jego syna: był on bowiem już umie­ra­ją­cy. Jezus rzekł do nie­go: „Jeże­li zna­ków i cudów nie zoba­czy­cie, nie uwie­rzy­cie”. Powie­dział do Nie­go urzęd­nik kró­lew­ski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziec­ko”. Rzekł do nie­go Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwie­rzył czło­wiek sło­wu, któ­re Jezus powie­dział do nie­go, i szedł z powro­tem. A kie­dy był jesz­cze w dro­dze, słu­dzy wyszli mu naprze­ciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapy­tał ich o godzi­nę, o któ­rej mu się polep­szy­ło. Rze­kli mu: „Wczo­raj oko­ło godzi­ny siód­mej opu­ści­ła go gorącz­ka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzi­nie, o któ­rej Jezus rzekł do nie­go: „Syn twój żyje”. I uwie­rzył on sam i cała jego rodzi­na. Ten już dru­gi znak uczy­nił Jezus od chwi­li przy­by­cia z Judei do Gali­lei (J 4,46–54). Ojciec kochał cho­re­go
syna i udał się z Kafar­naum do Kany Gali­lej­skiej, aby pro­sić Jezu­sa, by przy­szedł i uzdro­wił go. Miał na uwa­dze zdro­wie dziec­ka. Jezus jed­nak wyko­rzy­stał tę proś­bę, aby go pod­pro­wa­dzić do daru tysią­ce razy więk­sze­go niż życie syna, a tym darem była wia­ra ojca. On nie przy­szedł po wia­rę, lecz po życie dziec­ka. Jezus chciał, aby on Mu uwie­rzył. Powie­dział mu czte­ry sło­wa: Idź, syn twój żyje. Ojciec wyko­nał pole­ce­nie Mistrza. Szedł wie­le godzin, a o czym myślał po dro­dze, tego Ewan­ge­li­sta nie zano­to­wał. Każ­dy jego krok był kro­kiem nadziei. Ona otrzy­ma­ła pie­cząt­kę, gdy wyszli naprze­ciw nie­go słu­dzy i powia­do­mi­li go: Syn twój żyje. Usły­szał sło­wa Jezu­sa. Zapy­tał o godzi­nę wyzdro­wie­nia i dowie­dział się, że była to ta, w któ­rej Jezus mu powie­dział: Syn twój żyje. Wte­dy uwie­rzył. Mamy dobrze przed­sta­wio­ny pro­ces wia­ry, któ­ry roz­po­czął się, gdy ojciec z Kafar­naum szedł do Jezu­sa z nadzie­ją Jego przy­by­cia do łoża syna i uzdro­wie­nia go. Jezus dał mu sło­wo. Dłu­ga dro­ga powrot­na do domu była też wypeł­nio­na nadzie­ją reali­za­cji słów Mistrza. Akt wia­ry w Jezu­sa miał miej­sce po usta­le­niu godzi­ny wyzdro­wie­nia. Zdu­mie­wa rów­nież to, że tę łaskę wia­ry otrzy­mał cały dom, czy­li wszy­scy – tak krew­ni, jak i służ­ba dwo­rza­ni­na – uwie­rzy­li w Jezu­sa i Jezu­so­wi. To wyda­rze­nie wzy­wa do dostrze­że­nia
wiel­kiej róż­ni­cy, jaka ist­nie­je mię­dzy dobrem a świę­to­ścią. Życie syna było dobrem, łaska wia­ry, jaką otrzy­mał ojciec i jego dom, była świę­to­ścią. Nie­wie­lu ludzi pro­sząc o cud widzi łaskę wia­ry. Pro­szą o dobro i tyl­ko na nim im zale­ży. Łaski świę­tej wia­ry nie dostrze­ga­ją nawet po otrzy­ma­niu dobra. Łatwo to dostrzec obser­wu­jąc, za co dzię­ku­ją. Sto razy czę­ściej dzię­ku­ją za otrzy­ma­ne od Boga dobro, niż za łaskę wia­ry. Cud powi­nien umac­niać naszą wia­rę w Jezu­sa i Jezu­so­wi. Nie­wie­lu ludzi dzię­ku­je za świę­tą wia­rę. To znak, że żyją w świe­cie dobra, a nie świę­to­ści, któ­ra jest oso­bi­stym spo­tka­niem z Jezu­sem. Po cudzie opi­sa­nym przez Ewan­ge­li­stę Jezus zamiesz­kał w ser­cach ojca, dziec­ka i miesz­kań­ców całe­go domu. Ducho­wo stał się nie tyl­ko ich sta­łym domow­ni­kiem, ale o wie­le waż­niej­szym od same­go ojca. Na tym pole­ga łaska świę­tej wia­ry. Ilu z nas nią żyje?