Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

SŁOWA ŻYCIA

NIEDZIELA : Job 7,1–4.6–7; 1 Kor 9,16–19.22–23; Mk 1,29–39

JEZUS UZDRAWIA I WYPĘDZA ZŁE DUCHY


Jezus po wyj­ściu z syna­go­gi przy­szedł z Jaku­bem i Janem do domu Szy­mo­na i Andrze­ja. Teścio­wa zaś Szy­mo­na leża­ła w gorącz­ce. Zaraz powie­dzie­li Mu o niej. On zbli­żył się do niej i ująw­szy ją za rękę pod­niósł. Gorącz­ka ją opu­ści­ła i usłu­gi­wa­ła im. Z nasta­niem wie­czo­ra, gdy słoń­ce zaszło, przy­no­si­li do Nie­go wszyst­kich cho­rych i opę­ta­nych; i całe mia­sto było zebra­ne u drzwi. Uzdro­wił wie­lu dotknię­tych roz­ma­ity­mi cho­ro­ba­mi i wie­le złych duchów wyrzu­cił, lecz nie pozwa­lał złym duchom mówić, ponie­waż wie­dzia­ły, kim On jest. Nad ranem, gdy jesz­cze było ciem­no, wstał, wyszedł i udał się na miej­sce pustyn­ne, i tam się modlił. Pośpie­szył za Nim Szy­mon z towa­rzy­sza­mi, a gdy Go zna­leź­li, powie­dzie­li Mu: Wszy­scy Cię szu­ka­ją. Lecz On rzekł do nich: Pójdź­my gdzie indziej, do sąsied­nich miej­sco­wo­ści, abym i tam mógł nauczać, bo na to wysze­dłem. I cho­dził po całej Gali­lei, naucza­jąc w ich syna­go­gach i wyrzu­ca­jąc złe duchy.
ROZWAŻANIE
Jezus uzdro­wił teścio­wą Szy­mo­na. Uzdro­wił wie­lu cho­rych, któ­rych tego wie­czo­ru przy­nie­sio­no do Nie­go. Wie­lu uwol­nił też od złych duchów. Ale przy­szedł czas noc­ne­go odpo­czyn­ku. Pan jesz­cze przed świ­tem udał się na miej­sce odosob­nio­ne, by na pusty­ni pod­jąć modli­twę. Gdy nastał dzień, ucznio­wie zaczę­li szu­kać Mistrza. Czy nie jest to obraz nasze­go życia? Jezus przy­cho­dzi, mówi do nas, uzdra­wia, uwal­nia od cią­żą­ce­go zła. A za chwi­lę już Go nie widać. Ilu doświad­czy­ło Jego potęż­nej łaski, prze­ży­ło chwi­le unie­sień, a póź­niej się zgu­bi­ło. Tym­cza­sem raz odna­le­zio­ny Jezus nadal ocze­ku­je, że będzie­my Go szu­kać. Bo o nas nie zapo­mniał. Jest, odnaj­du­je kolej­nych zagu­bio­nych, nie­ustan­nie orę­du­je za nami u Ojca. I wciąż cze­ka, prze­ko­na­ny, że znów zechce­my Go szu­kać.

(rs)