Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

BOGACTWO EWANGELII ŚW. JANA (35)

CHRYSTUS PROWOKUJE

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Jezus uzdro­wie­nie w sadzaw­ce Betes­da potrak­to­wał jako pro­wo­ka­cję. Jego wro­go­wie mie­li w ręce wystar­cza­ją­cy dowód na to, że sko­ro w tym dniu nie zacho­wu­je sza­ba­tu, bo leczy, to może być kamie­no­wa­ny. Ewan­ge­li­sta opi­su­je wyda­rze­nie dokład­nie. Jemu zale­ży na czy­tel­nych świad­kach i dla­te­go wybie­ra boha­te­rów, takich jak Jan Chrzci­ciel, Niko­dem, Sama­ry­tan­ka, dwo­rza­nin Hero­da, a w pią­tym roz­dzia­le swej Ewan­ge­lii czło­wie­ka cho­re­go od trzy­dzie­stu ośmiu lat: Potem nastą­pi­ło świę­to żydow­skie i Jezus udał się do Jero­zo­li­my. W Jero­zo­li­mie zaś znaj­du­je się sadzaw­ka Owcza, nazwa­na po hebraj­sku Betes­da, zaopa­trzo­na w pięć kruż­gan­ków. Wśród nich leża­ło mnó­stwo cho­rych: nie­wi­do­mych, chro­mych, spa­ra­li­żo­wa­nych, (któ­rzy cze­ka­li na poru­sze­nie się wody. Anioł bowiem zstę­po­wał w sto­sow­nym cza­sie i poru­szał wodę. A kto pierw­szy wcho­dził po poru­sze­niu się wody, dozna­wał uzdro­wie­nia nie­za­leż­nie od tego, na jaką cier­piał cho­ro­bę). Znaj­do­wał się tam pewien czło­wiek, któ­ry już od lat trzy­dzie­stu ośmiu cier­piał na swo­ją cho­ro­bę. Gdy Jezus ujrzał go leżą­ce­go i poznał, że cze­ka już dłu­gi czas, rzekł do nie­go: „Czy chcesz stać się zdro­wym?”. Odpo­wie­dział Mu cho­ry: „Panie, nie mam czło­wie­ka, aby mnie wpro­wa­dził
do sadzaw­ki, gdy nastą­pi poru­sze­nie wody. Gdy ja sam już docho­dzę, inny wcho­dzi przede mną”. Rzekł do nie­go Jezus: „Wstań, weź swo­je łoże i chodź!”. Natych­miast wyzdro­wiał ów czło­wiek, wziął swo­je nosze i cho­dził (J 5,1–9). Pro­wo­ka­cja pole­ga­ła nie tyl­ko na tym, że Jezus uzdro­wił w sza­bat, ale że pole­cił uzdro­wio­ne­mu nosić swo­je łoże, czy­li nosze, na któ­rych leżał. Jed­nak­że dnia tego był sza­bat. Rze­kli więc Żydzi do uzdro­wio­ne­go: „Dziś jest sza­bat, nie wol­no ci nieść two­je­go łoża”. On im odpo­wie­dział: „Ten, któ­ry mnie uzdro­wił, rzekł do mnie: Weź swo­je łoże i chodź”. Pyta­li go więc: „Cóż to za czło­wiek ci powie­dział: Weź i chodź?”. Lecz uzdro­wio­ny nie wie­dział, kim On jest; albo­wiem Jezus odsu­nął się od tłu­mu, któ­ry był w tym miej­scu (J 5,10–13). Czło­wiek w Jero­zo­li­mie i to w świę­ta cho­dzą­cy ze swo­im łożem był zgor­sze­niem, bo łamał pra­wo sza­ba­tu. On słu­chał Tego, kto go uzdro­wił. Fary­ze­usze skon­cen­tro­wa­li uwa­gę na uzdro­wi­cie­lu, a Jezu­so­wi na tym zale­ża­ło, bo chciał ich zmu­sić do posta­wie­nia pyta­nia: kim On jest? To pyta­nie było naj­waż­niej­sze. Mistrzo­wi z Naza­re­tu nie cho­dzi­ło o dobro, czy­li o zdro­wie od tylu lat cho­re­go, ale o wia­rę w Jezu­sa. Ule­cze­nie było tyl­ko wezwa­niem do zasta­no­wie­nia nad tym, kim jest Jezus. Krót­ko­wi­dze, mają­cy na uwa­dze tyl­ko docze­sność, kon­cen­tru­ją się na dobru, a nie na świę­to­ści, jaką Jezus chce im prze­ka­zać. Dla­te­go po pew­nym cza­sie, może dwie lub trzy godzi­ny póź­niej, kie­dy w Jero­zo­li­mie już nagło­śnio­no cud, sam Jezus pod­szedł do uzdro­wio­ne­go i powie­dział mu: „Oto wyzdro­wia­łeś. Nie grzesz już wię­cej, aby ci się coś gor­sze­go nie przy­da­rzy­ło”. Czło­wiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdro­wił. I dla­te­go Żydzi prze­śla­do­wa­li Jezu­sa, że to uczy­nił w sza­bat (J 5,14–16). Jan Ewan­ge­li­sta nazwą „Żydzi” okre­ślał wro­gów Jezu­sa nale­żą­cych do poko­le­nia Abra­ha­ma.