Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DRUGI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 26 II – 3 III 2018

Poniedziałek

Sło­wo Boże: Zgrze­szy­li­śmy, zbłą­dzi­li­śmy, popeł­ni­li­śmy nie­pra­wość i zbun­to­wa­li­śmy się, odstą­pi­li­śmy od Two­ich przy­ka­zań. Nie byli­śmy posłusz­ni Two­im słu­gom, pro­ro­kom, któ­rzy prze­ma­wia­li w Two­im imie­niu do naszych kró­lów, do naszych przy­wód­ców, do naszych przod­ków i do całej lud­no­ści kra­ju. To frag­ment modli­twy. Świa­do­mość popeł­nio­nych grze­chów skła­nia czło­wie­ka, by wypo­wie­dzieć swo­ją winę w peł­nej szcze­ro­ści. Sze­reg okre­śleń opi­su­ją­cych powsta­ły grzech jest zna­kiem głę­bo­kie­go pra­gnie­nia, by w peł­ni opi­sać powsta­łą sytu­ację. Grzech, błąd, nie­pra­wość, bunt, lek­ce­wa­że­nie przy­ka­zań i nie­po­słu­szeń­stwo wobec pro­ro­ków – to róż­ne imio­na tej samej rze­czy­wi­sto­ści, któ­rą moż­na opi­sać kon­kret­nie wska­zu­jąc sku­tek, za każ­dym razem ten sam: utra­ta wię­zi z Bogiem. Zawsze szcze­re wyzna­nie błę­dów może tę więź odbu­do­wać.

Wtorek

Iz 1,10.16–20; Mt 23,1–12
Sło­wo Boże: Troszcz­cie się o spra­wie­dli­wość, wspo­ma­gaj­cie uci­śnio­ne­go, oddaj­cie słusz­ność sie­ro­cie, w obro­nie wdo­wy sta­waj­cie! Chodź­cie i spór ze Mną wiedź­cie! – mówi Pan. Choć­by wasze grze­chy były jak szkar­łat, jak śnieg wybie­le­ją; choć­by czer­wo­ne były jak pur­pu­ra, sta­ną się jak weł­na. Bóg Stwór­ca sam zachę­ca, by pro­wa­dzić z Nim spór? Czy moż­na kłó­cić się z Tym, od któ­re­go w każ­dej chwi­li nasze­go życia zale­ży­my? Ponie­kąd moż­na, bo On sam daje nam takie pra­wo. Lecz to jest kłót­nia w jed­nym celu: by uzy­skać prze­ba­cze­nie. Pan pra­gnie, byśmy nigdy nie usta­wa­li w natar­czy­wym woła­niu o dar prze­ba­cze­nia. On, któ­ry jest miło­ścią, pra­gnie prze­ba­czać. Wie­lo­krot­nie prze­ba­czać. Ale też czło­wiek musi tego chcieć. Swą nie­ustę­pli­wo­ścią winien poka­zać, że zale­ży mu na Bogu. Pan mówi dziś, że nie ma sytu­acji prze­gra­nej, bo Jego prze­ba­cze­nie jest moż­li­we zawsze.
Śro­da
Jr 18,18–20; Mt 20,17–28
Sło­wo Boże: „Chodź­cie, uknuj­my zamach na Jere­mia­sza! Bo prze­cież nie zabrak­nie kapła­no­wi poucze­nia ani mędr­co­wi rady, ani pro­ro­ko­wi sło­wa. Chodź­cie uderz­my go języ­kiem, nie zwa­żaj­my wca­le na jego sło­wa!”. Usłysz mnie, Panie, i słu­chaj gło­su moich prze­ciw­ni­ków. Czy złem za dobro się pła­ci? Nic dziw­ne­go, że Jere­miasz skar­ży się na swój los. Nie wyrzą­dził naro­do­wi krzyw­dy, a został potrak­to­wa­ny jak zło­czyń­ca. Lecz fak­tem jest, że ludzie, gdy spo­tka­ją spra­wie­dli­we­go, wysta­wią na pró­bę jego spra­wie­dli­wość. Jeśli znaj­dą w oto­cze­niu szla­chet­ne­go, będą badać jego bez­in­te­re­sow­ność. Jeśli napo­tka­ją na swej dro­dze uczci­we­go, nie omiesz­ka­ją kusić go kom­pro­mi­sem z nie­uczci­wo­ścią. I jeśli spo­strze­gą czło­wie­ka wia­ry, nie­raz spró­bu­ją pod­wa­żyć jej sens. Nie modli­my się, by nie było prób, lecz by wycho­dzić z nich zwy­cię­sko.
Czwar­tek
Jr 17,5–10; Łk 16,19–31
Sło­wo Boże: Prze­klę­ty mąż, któ­ry pokła­da nadzie­ję w czło­wie­ku i któ­ry w cie­le upa­tru­je swą siłę, a od Pana odwra­ca swe ser­ce… Bło­go­sła­wio­ny mąż, któ­ry pokła­da ufność w Panu, i Pan jest jego nadzie­ją! Jest on podob­ny do drze­wa zasa­dzo­ne­go nad wodą, co swe korze­nie pusz­cza ku stru­mie­nio­wi. Mąż prze­klę­ty, mąż bło­go­sła­wio­ny… dziś jesz­cze nie widać, kto prze­klę­ty, kto bło­go­sła­wio­ny. Bo trud­no roze­znać, kto pokła­da nadzie­ję w czło­wie­ku, kto w Bogu. Ale przy­cho­dzą takie doświad­cze­nia, któ­re odsła­nia­ją nasze naj­głęb­sze nadzie­je. Albo też obna­ża­ją nasz brak nadziei. Zanim jed­nak to nastą­pi, każ­dy ma moż­li­wość sam badać wła­sne sumie­nie i potra­fi odkryć, w czym pokła­da swo­ją nadzie­ję. Badaj­my sie­bie dokład­nie dziś, by jutro nie obna­ży­ło pust­ki nasze­go ser­ca. I pro­śmy, by Jezus dał nam łaskę rze­tel­ne­go pozna­nia, gdzie leży nasz błąd.
Pią­tek
Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28; Mt 21,33–43.45–46
Sło­wo Boże: Izra­el miło­wał Józe­fa bar­dziej niż wszyst­kich innych swych synów. Bra­cia Józe­fa widząc, że ojciec kocha go wię­cej niż ich wszyst­kich, tak go znie­na­wi­dzi­li, że nie mogli zdo­być się na to, by przy­jaź­nie z nim poroz­ma­wiać. Bra­cia Józe­fa nosi­li w ser­cu głę­bo­kie poczu­cie krzyw­dy. Ojciec wyraź­nie miło­wał naj­młod­sze­go Józe­fa i wca­le tego nie ukry­wał. I nic dziw­ne­go, że takie trak­to­wa­nie synów dopro­wa­dzi­ło do wza­jem­nej nie­na­wi­ści. Ale brak roz­trop­no­ści w postę­po­wa­niu ojca nie jest uspra­wie­dli­wie­niem dla nie­go­dzi­wo­ści. Bra­cia nie potra­fi­li zro­zu­mieć uczuć ojca (jego miło­ści wobec
naj­młod­sze­go), nie potra­fi­li doce­nić otrzy­ma­ne­go daru (też byli oto­cze­ni miło­ścią). Wpa­dli w sidła, jakie zapusz­cza na czło­wie­ka nie­po­ko­na­ne poczu­cie krzyw­dy. Jak roz­wią­zu­je­my wła­sne poczu­cie krzyw­dy?
Sobo­ta
Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32
Sło­wo Boże: Któ­ryż bóg podob­ny Tobie, któ­ry odda­lasz nie­pra­wość, odpusz­czasz wystę­pek resz­cie dzie­dzic­twa Twe­go? Nie żywi On gnie­wu na zawsze, bo upodo­bał sobie miło­sier­dzie. Uli­tu­je się zno­wu nad nami, zetrze nasze nie­pra­wo­ści. Wrzu­cisz w głę­bi­ny orskie wszyst­kie ich grze­chy. Ogrom miło­sier­dzia, któ­rym Pan obej­mu­je czło­wie­ka, jest trud­ny do wyra­że­nia, co wię­cej, nie spo­sób zna­leźć przy­kła­dy ludz­kich zacho­wań, któ­re mogły­by być tu choć­by nikłym pier­wo­wzo­rem. A to zna­czy, że czło­wiek nie był­by w sta­nie stwo­rzyć obra­zu tak miło­sier­ne­go Pana. Jedy­nie obja­wie­nie się Stwór­cy mogło o tym nas pouczyć. Czy nie jest to dowód na auten­tycz­ność ducho­wych doświad­czeń pro­ro­ka? Nic dziw­ne­go, że pro­rok zachwy­co­ny swo­im Panem opi­su­je wiel­kość Jego miło­sier­dzia, by wzbu­dzić tak­że nasz zachwyt.