Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 5 – 10 III 2018

Poniedziałek

2 Krl 5,1–15a; Łk 4,24–30
Sło­wo Boże: Wyru­szył więc Naaman, zabie­ra­jąc z sobą dzie­sięć talen­tów sre­bra, sześć tysię­cy syklów zło­ta i dzie­sięć ubrań na zmia­nę… Naaman przy­je­chał swy­mi koń­mi i swo­im powo­zem, i sta­nął przed drzwia­mi Eli­ze­usza. Eli­ze­usz zaś kazał mu przez posłań­ca powie­dzieć: „Idź, obmyj się sie­dem razy w Jor­da­nie…”. Cho­dzi­ło o uzdro­wie­nie cho­re­go na trąd Naama­na. Ten nie tyl­ko że nie został przy­ję­ty oso­bi­ście przez żydow­skie­go pro­ro­ka, to jesz­cze otrzy­mał pole­ce­nie, by zanu­rzyć­się w rze­ce. Nic dziw­ne­go, że był roz­cza­ro­wa­ny i zły. Dopie­ro za namo­wą bli­skich speł­nił to, co powie­dział Eli­ze­usz. I cudow­nie odzy­skał zdro­wie. Bóg oka­zał łaskę. Lecz oka­zał ją nie w taki spo­sób, jak tego ocze­ki­wał czło­wiek. Pan ma swo­je spo­so­by mówie­nia do nas, udzie­la­nia swo­jej łaski, przy­cho­dze­nia z pomo­cą. Gdy my spra­wy kom­pli­ku­je­my, Pan dzia­ła przy pomo­cy naj­prost­szych środ­ków.

Wtorek

Dn 3,25.34–43; Mt 18,21–35
Sło­wo Boże: Panie, oto jeste­śmy naj­mniej­si spo­śród wszyst­kich naro­dów. Oto jeste­śmy dziś poni­że­ni na całej zie­mi z powo­du­na­szych grze­chów. Nie ma obec­nie wład­cy, pro­ro­ka ani wodza, ani cało­pa­le­nia, ani ofiar, ani darów pokar­mo­wych, ani kadziel­nych. Nie ma gdzie Tobie ofia­ro­wać pier­wo­cin i doznać Twe­go miło­sier­dzia. Modli­twa peł­na skar­gi: w modli­twie przy­cho­dzi reflek­sja nad nie­do­lą całe­go naro­du. W modli­twie poboż­ny autor wypo­wia­da swe bole­sne doświad­cze­nie. Naród jest poni­żo­ny z powo­du grze­chu. Zwy­kle poni­że­nie rozu­mie­my jako dal­sze skut­ki grze­chu, jako karę, któ­ra nie­chyb­nie przy­cho­dzi po popeł­nie­niu prze­stęp­stwa. Tym­cza­sem poni­że­niem jest już sam grzech. I wła­ści­wie nie potrze­ba żad­nej innej kary. Już sama obec­ność grze­chu w ludz­kim ser­cu jest bole­snym poni­że­niem czło­wie­ka, któ­ry pięk­ny jest wów­czas, gdy nosi w sobie mocą łaski podo­bień­stwo do Boga.
Śro­da
Pwt 4,1.5–9; Mt 5,17–19
Sło­wo Boże: Patrz­cie, naucza­łem was praw i naka­zów, jak mi roz­ka­zał czy­nić Pan, Bóg mój, aby­ście je wypeł­nia­li w kra­ju, do któ­re­go idzie­cie, by objąć go w posia­da­nie. Strzeż­cie ich i wypeł­niaj­cie je, bo one są waszą mądro­ścią i umie­jęt­no­ścią w oczach naro­dów, któ­re usły­szaw­szy o tych pra­wach, powie­dzą: „Z pew­no­ścią ten wiel­ki naród to lud mądry…”.
Poszu­ki­wa­nie mądro­ści jest wiel­ką przy­go­dą, któ­ra od zara­nia ludz­ko­ści sta­no­wi­ła wyzwa­nie dla wiel­kich umy­słów, ale też dla zwy­czaj­nych ludzi. Pra­gnie­nie mądro­ści prze­ni­ka­ją­ce ludz­kie ser­ce spo­tka­ło się w histo­rii z cudow­ną odpo­wie­dzią ze stro­ny Stwór­cy. Izra­el był naro­dem, któ­ry doświad­czył obec­no­ści Boga. Jego pra­wa były mądro­ścią tej nie­wiel­kiej spo­łecz­no­ści. Mądrość poszcze­gól­nych ludzi rów­nież rodzi się z bli­sko­ści Boga. Do tego koniecz­na jest modli­twa. Umie­jęt­ność wsłu­chi­wa­nia się w Jego głos i czę­ste poszu­ki­wa­nie Jego obec­no­ści.
Czwar­tek
Jr 7,23–28; Łk 11,14–23
Sło­wo Boże: Od dnia, kie­dy przod­ko­wie wasi wyszli z zie­mi egip­skiej, do dnia dzi­siej­sze­go posy­ła­łem wam wszyst­kie moje słu­gi, pro­ro­ków, każ­de­go dnia, bez­u­stan­nie, lecz nie usłu­cha­li Mnie ani nie nad­sta­wia­li uszu. Uczy­ni­li twar­dym swój kark, sta­li się gor­si niż ich przod­ko­wie. Wie­le zła dzie­je się z bez­myśl­no­ści, jak­by mimo­cho­dem. Ale jest tak­że zło, któ­re powsta­je na sku­tek dzia­ła­nia złej woli. Oto skar­ga same­go Boga: nie słu­cha­li, nie chcie­li słu­chać… Boga rani brak dobrej woli u czło­wie­ka. Wbrew ten­den­cji do łatwe­go uspra­wie­dli­wia­nia wie­lu złych ludz­kich zacho­wań trze­ba zauwa­żać ist­nie­nie wyraź­nie złej woli. Wobec tego zja­wi­ska jeste­śmy bez­rad­ni. Bo i sam Bóg jest bez­rad­ny. W bole­sny spo­sób doświad­cza­my jaw­nie złej woli innych. Nie łudź­my się, że wszyst­kich moż­na spro­wa­dzić na dro­gę pra­wo­ści.
Pią­tek
Oz 14,2–10; Mk 12,28b–34
Sło­wo Boże: Tak mówi Pan: „Wróć, Izra­elu, do Pana, Boga two­je­go, upa­dłeś bowiem przez wła­sną swą winę. Zabierz­cie z sobą sło­wa i nawróć­cie się do Pana! Mów­cie do Nie­go: Usuń cały grzech, a przyj­mij to, co dobre, zamiast ciel­ców daje­my Ci nasze war­gi. Asy­ria nie może nas zba­wić; nie chce­my już wsia­dać na konie…”. Sam Bóg przez pro­ro­ka wska­zu­je wybra­ne­mu ludo­wi, w jaki spo­sób roz­wią­zać bole­sną sytu­ację grze­chu i zagu­bie­nia. Zwy­kle jeste­śmy skłon­ni szu­kać wyjąt­ko­wych roz­wią­zań. A Pan mówi: zacznij­cie się modlić. Żydzi szu­ka­li ratun­ku w budo­wa­niu przy­mie­rza z ościen­nym ludem, z Asy­rią. A Pan mówi: usuń­cie zło waszych grze­chów. Wie­lu zaczę­ło czcić pogań­skie boż­ki. A Pan mówi: Ja was obda­rzę miło­ścią. I nie ma w tym żad­nej prze­sa­dy: modli­twa to pierw­szy koniecz­ny krok, by przy­szło naj­lep­sze roz­wią­za­nie, gdyż źró­dłem jest Bóg.
Sobo­ta
Oz 6,1–6; Łk 18,9–14
Sło­wo Boże: Cóż ci mogę uczy­nić, Efra­imie, co pocznę z tobą, Judo? Miłość wasza podob­na do chmur o świ­ta­niu albo do rosy, któ­ra pręd­ko zni­ka. Dla­te­go cio­sa­łem cię przez pro­ro­ków, sło­wa­mi ust mych poucza­łem, a Pra­wo moje zabły­sło jak świa­tło. Miło­ści pra­gnę, nie krwa­wej ofia­ry, pozna­nia Boga bar­dziej niż cało­pa­leń. Tak mówią czę­sto kocha­ją­cy ojciec i mat­ka: co ja mam z tobą zro­bić… I nie ma w tym narze­ka­nia, nie ma to nic wspól­ne­go z pra­gnie­niem odwe­tu czy nawet wymie­rze­nia zasłu­żo­nej kary. Jest głę­bo­ka miłość, któ­ra z tro­ską pochy­la się nad tym, któ­ry błą­dzi, jest bez­rad­ny, po omac­ku poszu­ku­je dro­gi wyj­ścia. I w pew­nym momen­cie może już tyl­ko pro­sić o pomoc. Pan wie, że naród jest nie­sta­ły, że czło­wiek jest chwiej­ny, a mimo tego, może nawet wła­śnie dla­te­go znów przy­cho­dzi i poka­zu­je dro­gę. I tak jest wciąż. Bo Pan zna nasze nie­sta­łe ser­ca, ale z nas nie rezy­gnu­je.