Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

PIĄTY TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 19–24 III 2018

Poniedziałek

2 Sm 7,4–5a.12–14a.16;
Rz 4,13.16–18.22; Mt 1,16.18–21.24a
UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA
Sło­wo Boże: To mówi Pan: „Kie­dy wypeł­nią się two­je dni i spo­czniesz obok swych przod­ków, wte­dy wzbu­dzę po tobie potom­ka two­je­go, któ­ry wyj­dzie z two­ich wnętrz­no­ści, i utwier­dzę jego kró­le­stwo. On zbu­du­je dom imie­niu memu, a Ja utwier­dzę tron jego kró­le­stwa na wie­ki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem”. Salo­mon zbu­do­wał świą­ty­nię. Mimo że odbu­do­wy­wa­ny i upięk­sza­ny gmach był wiel­kiej uro­dy, nie był jed­nak speł­nie­niem tam­tej obiet­ni­cy. Dopie­ro Jezus wzniósł świą­ty­nię dla imie­nia Boże­go – zało­żył Kościół i każ­de­go w Koście­le poprzez Chrzest uczy­nił domem dla Boga. Zatem niko­mu nie wol­no tego domu, jakim jest wła­sne życie, zawłasz­czać dla sie­bie, ani tym bar­dziej znisz­czyć go. Sens domu speł­nia się w tym, że słu­ży miesz­kań­co­wi. Czy ma sens pusty dom? Czy ma sens życie sku­pio­ne na sobie? Czy ma sens życie pozba­wio­ne Boga?

Wtorek

Lb 21,4–9; J 8,21–30
Sło­wo Boże: I zaczę­li mówić prze­ciw Bogu i Moj­że­szo­wi: „Cze­mu wypro­wa­dzi­li­ście nas z Egip­tu, byśmy tu na pusty­ni pomar­li? Nie ma chle­ba ani wody, a uprzy­krzył się nam już ten pokarm mizer­ny”. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palą­cym, któ­re kąsa­ły ludzi, tak że wiel­ka licz­ba Izra­eli­tów zmar­ła. Izra­eli­ci poszli za Moj­że­szem, bo po sze­re­gu nad­zwy­czaj­nych doświad­czeń mogli prze­ko­nać się, że z Moj­że­szem jest sam Bóg. Wyj­ście z Egip­tu było poprze­dzo­ne szcze­gól­nie moc­nym wyda­rze­niem, któ­re wspo­mi­na­ne przez kolej­ne lata powin­no nie­ustan­nie wszyst­kim przy­po­mi­nać, że Bóg jest wier­nym opie­ku­nem naro­du. Ale wystar­czy­ło, że przez jakiś czas było za mało wody, a lud zaczął szem­rać. Łatwo bowiem zapo­mi­na­my o dobru, któ­re otrzy­ma­li­śmy, a bie­żą­ce bra­ki szyb­ko pro­wa­dzą do zwąt­pie­nia. Ale głę­bo­ka wia­ra nie zro­dzi się bez prób.
Śro­da
Dn 3,14–20.91–92.95; J 8,31–42
Sło­wo Boże: Nie musi­my tobie, kró­lu, odpo­wia­dać w tej spra­wie. Jeże­li nasz Bóg, któ­re­mu słu­ży­my, zechce nas wyba­wić z roz­pa­lo­ne­go pie­ca, może nas wyra­to­wać z twej ręki, kró­lu! Jeśli zaś nie, wiedz, kró­lu, że nie będzie­my czcić twe­go boga ani odda­wać pokło­nu zło­te­mu posą­go­wi, któ­ry wznio­słeś. Potęż­ny król był prze­ko­na­ny, że jego wła­dza jest nie­mal bez gra­nic i dla­te­go stwier­dził, że nic nie jest w sta­nie wyrwać trzech mło­dzień­ców z jego ręki. Tym­cza­sem głę­bo­ko wie­rzą­cy Izra­eli­ci, żyjąc w śro­do­wi­sku, któ­re na co dzień uzna­wa­ło potę­gę kró­lew­skich rzą­dów i bez­względ­ność wyda­wa­nych decy­zji, byli w sta­nie zacho­wać samo­dziel­ne myśle­nie, zgod­ne z zasa­da­mi wia­ry, ale sprze­ci­wia­ją­ce się powszech­ne­mu prze­ko­na­niu. Żyjąc w dzi­siej­szym świe­cie sto­imy przed dokład­nie taki­mi samy­mi wyzwa­nia­mi, jeśli chce­my zacho­wać wier­ność wobec Ewan­ge­lii.
Czwar­tek
Rdz 17,3–9; J 8,51–59
Sło­wo Boże: Abram padł n a obli­cze, a Bóg tak do nie­go mówił: „Oto moje przy­mie­rze z tobą: sta­niesz się ojcem mnó­stwa naro­dów. Nie będziesz więc odtąd nazy­wał się Abram, lecz imię two­je będzie Abra­ham, bo uczy­nię cie­bie ojcem mnó­stwa naro­dów. Spra­wię, że będziesz nie­zmier­nie płod­ny…”. Stwór­ca wybra­ne­mu Abra­mo­wi daje nowe imię. Ducho­wo rodzi się Abra­ham. To ozna­cza rady­kal­ną zmia­nę w czło­wie­ku. Patriar­cha otrzy­mał nowe zada­nie, Bóg wsparł go nową łaską i wska­zał nowe imię – to wszyst­ko mówi o nowo­ści, jaka poja­wi­ła się w życiu osiem­dzie­się­cio­let­nie­go czło­wie­ka. Nigdy nie jest za póź­no na prze­mia­nę życia. Jeste­śmy ochrzcze­ni, nosi­my dar Boży w swym ser­cu, lecz „uru­cho­mie­nie” łaski tego sakra­men­tu w peł­ni nie­ko­niecz­nie już się doko­na­ło. Zatem na zmia­nę nie jest za póź­no. Dziś jest naj­lep­szą na to chwi­lą.
Pią­tek
Jr 20,10–13; J 10,31–42
Sło­wo Boże: Wszy­scy zaprzy­jaź­nie­ni ze mną wypa­tru­ją moje­go upad­ku: „Może on da się zwieść, tak że go zwy­cię­ży­my i wywrze­my pomstę na nim!”. Ale Pan jest przy mnie jako potęż­ny mocarz; dla­te­go moi prze­śla­dow­cy usta­ną i nie zwy­cię­żą. Będą bar­dzo zawsty­dze­ni swo­ją poraż­ką… Trud­no o bar­dziej nie­sprzy­ja­ją­cy kli­mat do dzia­ła­nia, sko­ro nawet zaprzy­jaź­nie­ni z pro­ro­kiem wiesz­czą jego upa­dek. Tu nie cho­dzi o sta­wia­nie prze­szkód czy przy­sło­wio­we kopa­nie doł­ków. Bli­scy nie wie­rzą w powo­dze­nie misji pro­ro­ka, któ­ry w ten spo­sób pozo­stał samot­ny gło­sząc sło­wo Pana. I tak bywa nie­jed­no­krot­nie – posłu­gi­wa­nie Bożej spra­wie może zro­dzić osa­mot­nie­nie. I to jest real­ny koszt, z któ­rym trze­ba się liczyć. Samot­ność w słusz­nej spra­wie – to nie­jed­no­krot­nie tak­że nasz los. Moż­na dzia­łać bez innych, ale nigdy bez Boga.
Sobo­ta
Ez 37,21–28; J 11,45–57
Sło­wo Boże: I zawrę z nimi przy­mie­rze poko­ju: będzie to wie­ku­iste przy­mie­rze z nimi. Osa­dzę ich i roz­mno­żę, a mój przy­by­tek pośród nich umiesz­czę na sta­łe. Miesz­ka­nie moje będzie pośród nich, i Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Ludy zaś pogań­skie pozna­ją, że Ja jestem Pan, któ­ry uświę­ca Izra­ela. Bóg mówi o przy­mie­rzu poko­ju. I to przy­mie­rzu wiecz­nym. Tym­cza­sem jeśli Izra­el spoj­rzy na swo­ją histo­rię, trud­no doszu­kać się kwit­ną­cych okre­sów poko­ju. Przez całe wie­ki lud pozba­wio­ny ojczy­stej zie­mi, dziś żyje w jed­nym z naj­bar­dziej nie­spo­koj­nych zakąt­ków świa­ta. Poko­ju jak nie było, tak nie ma. Czyż­by Stwór­ca się pomy­lił? A może nie dotrzy­mał obiet­ni­cy? Nie. Pan mówi o poko­ju, któ­ry wypeł­nia ser­ce czło­wie­ka otwar­te­go na sło­wo Boże. I wciąż dzie­je się to na naszych oczach. Tak­że w naszym życiu. Rów­no­cze­śnie obiet­ni­ca ta opi­su­je czas osta­tecz­ny. I to jest przed nami.