Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Kalendarium życia i działalności

Matka Teresa z Krakowa

Tym przy­dom­kiem nazwał Han­nę Chrza­now­ską ks. kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz. Zrzą­dze­niem Bożej Opatrz­no­ści, przy­by­ła pod Wawel na sta­łe po wybu­chu II woj­ny świa­to­wej. Tu odkry­ła źró­dła praw­dzi­we­go miło­sier­dzia, któ­re­go świad­cze­nie jest szcze­gól­nym rysem ducho­wo­ści jej i Kościo­ła kra­kow­skie­go. Misja Han­ny Chrza­now­skiej jest cią­gle żywa i nie­zwy­kle pięk­na. Speł­nia­na w duchu miło­ści Boga i bliź­nie­go, może ubo­ga­cać życie naszych rodzin i para­fii, a tak­że być wzo­rem w dro­dze do Boga. Swo­im życio­ry­sem mogła­by ona obdzie­lić kil­ka indy­wi­du­al­no­ści.

PANIENKAPROFESORSKIEGO DOMU

Lata dzie­cię­ce i mło­dzień­cze (1902–22)

Han­na Hele­na Chrza­now­ska przy­szła na świat w War­sza­wie 7 paź­dzier­ni­ka 1902 r. w rodzi­nie zasłu­żo­nej dla nauki, kul­tu­ry i pie­lę­gniar­stwa pol­skie­go. Jej ojciec, Igna­cy Chrza­now­ski, pocho­dził z zie­miań­skiej fami­lii her­bu Korab z Pod­la­sia i był cio­tecz­nym sio­strzeń­cem Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza. Pro­wa­dził bada­nia nad lite­ra­tu­rą sta­ro­pol­ską, a jego pod­ręcz­nik aka­de­mic­ki Histo­ria lite­ra­tu­ry nie­pod­le­głej Pol­ski (965‑1795) kształ­to­wał sto­su­nek kil­ku poko­leń do daw­ne­go piśmien­nic­twa pol­skie­go, budu­jąc w latach nie­wo­li wia­rę w żywot­ność naro­du. Od 1908 r. książ­ka mia­ła kil­ka­na­ście wydań. Han­na po latach napi­sa­ła:
„Z miło­ści ojcow­skiej – tak nie­zmier­nej do koń­ca życia – do mnie try­skał opty­mizm, krze­pią­ca wyro­zu­mia­łość na sła­bo­ści mojej natu­ry. Cho­ciaż nie kazał mi być dobrą dla Boga i przez Boga, cho­ciaż i on był fana­ty­kiem obo­wiąz­ku, przede wszyst­kim – patrio­tycz­ne­go, nie miał ze mną roz­mów zasad­ni­czych, od któ­rych dosta­wa­łam gęsiej skór­ki”. Mat­ka Han­ny, Wan­da ze Szlen­kie­rów, pocho­dzi­ła z ewan­ge­lic­ko-augs­bur­skiej rodzi­ny zamoż­nych prze­my­słow­ców. Pięk­ny, do dziś zacho­wa­ny pałac Szlen­kie­rów przy ul. Sena­tor­skiej 38, stał się potem sie­dzi­bą Amba­sa­dy Repu­bli­ki Wło­skiej. Obie rodzi­ny zna­ne były z patrio­ty­zmu i wie­lu dzieł dobro­czyn­nych. Dziew­czyn­kę ochrzczo­no w mająt­ku Wią­zow­na pod War­sza­wą. Uko­cha­na

cio­cia Han­ny, a młod­sza sio­stra jej mat­ki, Zofia Szlen­kie­rów­na swój rodzin­ny spa­dek w 1913 r. ofia­ro­wa­ła na budo­wę w sto­li­cy szpi­ta­la dzie­cię­ce­go. Ode­grał on w życiu Hani (mia­ła jesz­cze star­sze­go o dwa lata bra­ta Boh­da­na) zna­czą­cą rolę. Jako 10-let­nia dziew­czyn­ka zna­la­zła w nim tro­skli­wą opie­kę, gdy  zacho­ro­wa­ła na czer­won­kę. Cio­cia Zofia jako fun­da­tor­ka tej waż­nej w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym pla­ców­ki medycz­nej na Żyt­niej – do dziś oca­lał z dzie­wię­ciu tyl­ko jeden pawi­lon – ma na nim pamiąt­ko­wą tabli­cę. Sama stu­dio­wa­ła na Wydzia­le Lekar­skim w Gene­wie, a póź­niej w lon­dyń­skiej Szko­le Pie­lę­gniar­skiej słyn­nej Flo­ren­ce Nigh­tin­ga­le, pre­kur­sor­ki nowo­cze­sne­go pie­lę­gniar­stwa świa­to­we­go. W sto­li­cy zosta­ła dyrek­tor­ką War­szaw­skiej Szko­ły Pie­lę­gniar­stwa. Dla wycho­wa­nej

Salon w pała­cu Szlen­kie­rów w War­sza­wie przy ul. Sena­tor­skiej 38 (obec­nie sie­dzi­ba Amba­sa­dy Repu­bli­ki Wło­skiej)

w dobro­by­cie Han­ny, „toną­cej – jak sama pisa­ła – we wszyst­kich obfi­to­ściach”, była wzo­rem, któ­ry przy­świe­cać będzie i jej oso­bi­ste­mu powo­ła­niu zawo­do­we­mu. W 1910 r. rodzi­na Chrza­now­skich prze­nio­sła się do Kra­ko­wa, z uwa­gi na zapro­po­no­wa­nie ojcu Hani sta­no­wi­ska pro­fe­so­ra Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go po Sta­ni­sła­wie Tar­now­skim, w kate­drze Histo­rii Lite­ra­tu­ry Pol­skiej. Kie­ro­wał nią do 1931 r., a jego ucznia­mi byli tej mia­ry polo­ni­ści, jak: Julian Krzy­ża­now­ski, Sta­ni­sław Pigoń czy Kazi­mierz Wyka. Jak wspo­mi­na jeden z nich, prof. Chrza­now­ski „był każ­dym calu szlach­ci­cem pol­skim w naj­lep­szym tego sło­wa zna­cze­niu. Był nim w całym sty­lu swo­je­go życia: w wytwor­nych manie­rach, w kul­tu­ral­nej atmos­fe­rze gościn­ne­go domu, w tem­pe­ra­men­cie pisa­rza, w humo­rze ostrym a dosad­nym”. Pod Wawe­lem Hania uczy­ła się pry­wat­nie na pen­sji, a od 1917 r. pod­ję­ła naukę w zakre­sie szko­ły śred­niej w pry­wat­nym Żeń­skim Gim­na­zjum Real­nym Sióstr Urszu­la­nek. Jako 16-let­nia dziew­czy­na była świad­kiem odro­dze­nia nie­pod­le­głej Pol­ski. Po matu­rze, w roku 1920 prze­szła krót­ki, 6-tygo­dnio­wy kurs pie­lę­gniar­ski pro­wa­dzo­ny przez pie­lę­gniar­ki Ame­ry­kań­skie­go Czer­wo­ne­go Krzy­ża, upraw­nia­ją­cy do pie­lę­gno­wa­nia ran­nych żoł­nie­rzy w Kli­ni­ce Chi­rur­gicz­nej w Kra­ko­wie. Tu zetknę­ła się z ludz­kim bólem i śmier­cią. Już wów­czas uśmiech pacjen­ta czy dozna­na przez nie­go ulga w cier­pie­niu, sta­no­wi­ły dla niej naj­więk­szą radość z nie­sio­nej pomo­cy. W tym cza­sie jako wolon­ta­riusz­ka bra­ła rów­nież udział w akcji zbie­ra­nia dat­ków pie­nięż­nych, odzie­ży i żyw­no­ści w domach kra­kow­skich na potrze­by woj­ny pol­sko-bol­sze­wic­kiej. Pod­ję­te w latach 1920–1922 stu­dia na Wydzia­le Filo­zo­ficz­nym UJ prze­rwa­ła po otwar­ciu War­szaw­skiej Szko­ły Pie­lę­gniar­stwa. Marzy­ła o pra­cy w szpi­ta­lu, słu­że­niu cho­rym pacjen­tom. W ocze­ki­wa­niu na otwar­cie roku szkol­ne­go, pod­ję­ła pra­cę w kra­kow­skim ambu­la­to­rium Panien Eko­no­mek Sto­wa­rzy­sze­nia Pań Miło­sier­dzia św. Win­cen­te­go á Pau­lo, któ­re powsta­ło z ini­cja­ty­wy Marii Epste­inów­ny, pre­kur­sor­ki pol­skie­go pie­lę­gniar­stwa, dziś tak­że kan­dy­dat­ki do chwa­ły ołta­rzy.

WYBITNA PRZEDSTAWICIELKA ZAWODU

Nauka, naucza­nie i pra­ca zawo­do­wa (1922–39) Pro­fe­sjo­nal­ną, dyplo­mo­wa­ną pie­lę­gniar­ką zosta­ła w czerw­cu 1924 r., po ukoń­cze­niu war­szaw­skiej szko­ły medycz­nej. Oprócz wie­dzy facho­wej i doświad­cze­nia wynio­sła – jak wspo­mi­na­ła – „war­to­ści bez­cen­ne: jak połą­czyć sztyw­ną pedan­te­rię z taką miło­ścią do cho­rych, żeby ser­ce we mnie top­nia­ło”. Cał­ko­wi­te­mu poświę­ce­niu się służ­bie pie­lę­gniar­skiej sprzy­ja­ły zagra­nicz­ne sty­pen­dia. Dzię­ki Fun­da­cji
Roc­ke­fel­le­ra wyje­cha­ła na rocz­ny pobyt we Fran­cji. W Pary­żu, zdo­by­wa­jąc doświad­cze­nie do pra­cy i naucza­nia, po raz pierw­szy zetknę­ła się z pie­lę­gniar­stwem spo­łecz­nym (1925–26). Potem uczest­ni­czy­ła jesz­cze w Bel­gii w kil­ku­mie­sięcz­nym kur­sie w zakre­sie higie­ny szkol­nej (1928). Po II woj­nie świa­to­wej otrzy­ma­ła ponad­to pół­rocz­ne sty­pen­dium UNRRA (Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych ds. Pomo­cy i Odbu­do­wy) na pobyt w USA, gdzie mogła „liznąć wspa­nia­łe, nowo­jor­skie pie­lę­gniar­stwo domo­we” (1946–47). Zgod­nie z umo­wą sty­pen­dial­ną, pod­ję­ła pra­cę peda­go­gicz­ną w nowo powsta­łej Uni­wer­sy­tec­kiej Szko­le Pie­lę­gnia­rek i Higie­ni­stek w Kra­ko­wie przy ul. Koper­ni­ka 25. Na sta­no­wi­sku instruk­tor­ki pie­lę­gniar­stwa spo­łecz­ne­go i zdro­wia publicz­ne­go pra­co­wa­ła w USPiH w latach 1926–29, gdy jej dyrek­tor­ką zosta­ła dobrze jej zna­na już z pra­cy w win­cen­tyń­skim ambu­la­to­rium Maria Epste­in, póź­niej­sza

domi­ni­kan­ka klau­zu­ro­wa w Kra­ko­wie „Na Gród­ku”. Jej pro­ces kano­ni­za­cyj­ny na szcze­blu rzym­skim toczy się od 2007 r. W szko­le w 1928 r. roz­po­czę­ła wykła­dy z pie­lę­gniar­stwa zdro­wia publicz­ne­go. O tym jak szko­li­ła nowe zastę­py pie­lę­gnia­rek, jed­na z nich zapi­sa­ła nastę­pu­ją­ce świa­dec­two: „Mia­ła w sobie ele­gan­cję i kla­sę, któ­ra impo­no­wa­ła wie­lu uczen­ni­com. Mówi­ła pięk­ną pol­sz­czy­zną, ale przede wszyst­kim była rzecz­nicz­ką cho­rych, co widać było, że oni są dla niej naj­waż­niej­si. (…) Jej wykła­dy w szko­le były dow­cip­ne, jasne, mądre, wpro­wa­dza­ją­ce w isto­tę pra­cy, a zaję­cia prak­tycz­ne pobu­dza­ją­ce do czy­nu” (z zapi­sków uczen­ni­cy, Zofii Szlen­dak). W 1929 r. wyje­cha­ła na kil­ku­mie­sięcz­ny pobyt do sana­to­rium w

Z uczen­ni­ca­mi i absol­went­ka­mi Uni­wer­sy­tec­kiej Szko­ły Pie­lę­gniar­sko-Położ­ni­czej w Kra­ko­wie, ok. 1949 (H. Chrza­now­ska w dru­gim rzę­dzie, dru­ga z lewej)

Szwaj­ca­rii. Po prze­nie­sie­niu się do War­sza­wy, wspól­nie z przy­ja­ciół­ką Marią Sta­ro­wiey­ską przez 10 lat (1929–39) reda­go­wa­ła mie­sięcz­nik „Pie­lę­gniar­ka Pol­ska” – pierw­sze spe­cja­li­stycz­ne cza­so­pi­smo Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Pie­lę­gnia­rek Zawo­do­wych, któ­re­go zosta­ła aktyw­ną człon­ki­nią. Pró­by pisa­nia facho­wych arty­ku­łów, łącz­nie z Kro­ni­ką pie­lę­gniar­ską i prze­glą­dem pism kra­jo­wych i zagra­nicz­nych, zbie­gły się z pró­ba­mi lite­rac­ki­mi. W 1934 r. opu­bli­ko­wa­ła pod pseu­do­ni­mem Agniesz­ki Osiec­kiej powieść „Klucz nie­bie­ski”, a w 1938 „Krzyż na pia­skach”.
Trze­cia z nich, „Pło­ną­cy śnieg”, pozo­sta­ła w maszy­no­pi­sie. Swo­je drob­ne utwo­ry poetyc­kie publi­ko­wa­ła w przed­wo­jen­nej „Myśli Naro­do­wej”. Bio­rąc czyn­ny udział w pra­cach Pol­skie­go Towa­rzy­stwa Pie­lę­gniar­skie­go, przy­go­to­wa­ła wspól­nie z Tere­są Kul­czyń­ską prak­tycz­ny pod­ręcz­nik „Zabie­gi pie­lę­gniar­skie” (1938, kil­ka­krot­nie wzna­wia­ny) oraz bra­ła udział w pra­cach nad pierw­szą, uchwa­lo­ną przez Sejm w 1935 r., „Usta­wą o zawo­dzie pie­lę­gniar­ki”. Jako jed­na z naj­lep­szych tego typu ustaw na świe­cie, regu­lo­wa­ła zawo­do­wy sta­tus pie­lę­gnia­rek i obo­wią­zy­wa­ła pra­wie do koń­ca XX w.
W latach 1931–33 peł­ni­ła funk­cję asy­stent­ki dyrek­tor­ki War­szaw­skiej Szko­ły Pie­lę­gniar­stwa, któ­rą wów­czas była jej cio­cia, Zofia Szlen­kie­rów­na. Poza pra­cą pie­lę­gniar­ską i dobro­czyn­ną, znaj­do­wa­ła czas na wyjaz­dy w góry, podró­że zagra­nicz­ne, grę w teni­sa. Roz­mi­ło­wa­na w tatrzań­skiej przy­ro­dzie, w muzy­ce (szcze­gól­nie w twór­czo­ści L. van Beetho­ve­na), była duszą towa­rzy­stwa pod­czas licz­nych spo­tkań towa­rzy­skich i rodzin­nych, utrwa­lo­nych na wie­lu foto­gra­fiach. Dwu­krot­ny pobyt z ojcem we Wło­szech utrwa­li­ła w swo­ich pamięt­ni­kach. W 1937 r. przy­czy­ni­ła się do powsta­nia Kato­lic­kie­go
Związ­ku Pie­lę­gnia­rek Pol­skich.

WOJENNA TRAUMA

Lata oku­pa­cji (1939–45) Wybuch II woj­ny świa­to­wej zastał Han­nę w sto­li­cy. Tu spo­tka­ły ją pierw­sze ducho­we wstrzą­sy i tra­gicz­ne doświad­cze­nia. W bom­bar­do­wa­nej War­sza­wie, 2 paź­dzier­ni­ka 1939 r. zmar­ła jej uko­cha­na cio­cia, Zofia Szlen­kie­rów­na. Po powro­cie do Kra­ko­wa Han­na włą­czy­ła się w pra­ce w Sek­cji Cha­ry­ta­tyw­nej Oby­wa­tel­skie­go Komi­te­tu Pomo­cy, utwo­rzo­ne­go przez Księ­cia Metro­po­li­tę Ada­ma Ste­fa­na Sapie­hę. Pra­co­wa­ła w niej razem z Marią Sta­ro­wiey­ską i jej ciot­ką, Różą Łubień­ską. Po utwo­rze­niu Rady Głów­nej Opie­kuń­czej (RGO) i wcie­le­niu

Z Anną Rydlów­ną (obok Han­ny Chrza­now­skiej sie­dzi czwar­ta od lewej) i uczen­ni­ca­mi

doń Sek­cji Cha­ry­ta­tyw­nej, wspól­nie ze Sta­ro­wiey­ską obję­ła kie­row­nic­two Dzia­łu Opie­ki nad Uchodź­ca­mi i Wysie­dlo­ny­mi. Z nara­że­niem zdro­wia i życia orga­ni­zo­wa­ła pomoc dla dotknię­tych wojen­ną kata­stro­fą: uchodź­ców, więź­niów i ludzi prze­sie­dlo­nych, któ­rzy tysią­ca­mi napły­wa­li do Kra­ko­wa. Szcze­gól­ną tro­ską ota­cza­ła osie­ro­co­ne dzie­ci (w tym i żydow­skie), poszu­ku­jąc dla nich rodzin zastęp­czych. Obok pra­cy zwią­za­nej z adop­cją sie­rot, bra­ła udział w akcji doży­wia­nia, orga­ni­zo­wa­nia wyjaz­dów kolo­nij­nych, itd. Pomoc cha­ry­ta­tyw­na sta­ła się dla niej ratun­kiem, pozwa­la­ją­cym prze­żyć oso­bi­ste tra­ge­die. Zosta­ła sama z mat­ką. W ramach akcji Son­de­rak­tion Kra­kau, 6 listo­pa­da 1939 r. aresz­to­wa­no jej uko­cha­ne­go ojca. Wywie­zio­ny wraz z inny­mi pro­fe­so­ra­mi do obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go Sach­sen­hau­sen, umarł tam 19 stycz­nia 1940 r. W tym samym roku, na wio­snę, zgi­nął w Katy­niu tak­że jej jedy­ny brat Boh­dan, absol­went Wydzia­łu Filo­zo­fii UJ, porucz­nik 20. Puł­ku Pie­cho­ty. Z domu pro­fe­so­rów UJ wraz z mat­ką (zmar­ła w 1951 r.), bra­to­wą Fery i jej maleń­ką córecz­ką Wan­dą, zosta­ły przy­mu­so­wo eks­mi­to­wa­ne i zamiesz­ka­ły przy ul. Radzi­wił­łow­skiej. Kolej­nym cio­sem było aresz­to­wa­nie jej przy­ja­ciół­ki Marii Sta­ro­wiey­skiej. Prze­ży­ła ona obóz w Ravens­brück dzię­ki pomo­cy hr. Karo­li­ny Lanc­ko­roń­skiej. Han­na zawdzię­cza­ła Marii w tych dra­ma­tycz­nych cza­sach swój ducho­wy prze­łom: z oso­by obo­jęt­nej reli­gij­nie, sta­ła się głę­bo­ko wie­rzą­cą. Zaczę­ła szu­kać opar­cia w Bogu, odkry­ła uzdra­wia­ją­cą moc modli­twy. Pośród oku­pa­cyj­nej nocy prze­cho­dzi­ła przez kolej­ne ciem­ne doli­ny, pra­cu­jąc od świ­tu do póź­ne­go wie­czo­ra.

NOWY POCZĄTEK W MYŚL HASŁA: „WIEDZA , WIARA , SŁUŻBA, OJCZYZNA

Lata powo­jen­nej posłu­gi (1945–57) Do koń­ca mar­ca 1945 r. pra­co­wa­ła w Sek­cji Pomo­cy Wysie­dlo­nym Pol­skie­go Komi­te­tu Opie­kuń­cze­go jako prze­wod­ni­czą­ca dzia­łu opie­ki domo­wej, a potem prze­wod­ni­czą­ca sek­cji. Udzie­la­ła pomo­cy powra­ca­ją­cym z Rze­szy przy­mu­so­wym robot­ni­kom i repa­trian­tom. Po powro­cie ze sty­pen­dial­ne­go wyjaz­du do USA, w swo­im pamięt­ni­ku zano­to­wa­ła: „Poza ogól­nym pogłę­bie­niem wie­dzy wynio­słam stam­tąd utwier­dza­ją­ce mnie w przy­szłych wal­kach pew­ni­ki: że pie­lę­gniar­stwo domo­we jest pra­cą bar­dzo mądrą, bar­dzo sze­ro­ką, że są potrzeb­ne, tak jak w innych dzia­łach, wyso­kie kwa­li­fi­ka­cje”. Nim przy­stą­pi­ła do tej „wal­ki”, pod­ję­ła pra­cę peda­go­gicz­ną w reak­ty­wo­wa­nej w kwiet­niu 1945 r. Kra­kow­skiej Szko­le Pie­lę­gniar­stwa, peł­niąc funk­cję kie­row­ni­ka szko­le­nia w Otwar­tej Opie­ce Zdro­wot­nej, a póź­niej zastęp­cy dyrek­to­ra. Ponad­to (po powro­cie z USA) pro­wa­dzi­ła cykl wykła­dów pod­czas szko­leń orga­ni­zo­wa­nych na zle­ce­nie Mini­ster­stwa Zdro­wia dla kie­row­ni­czek Lecz­nic­twa Otwar­te­go. Meto­dy­kę pie­lę­gniar­stwa otwar­te­go wykła­da­ła tak­że w Ośrod­ku Instruk­to­rek w War­sza­wie. Mło­de opie­kun­ki zdro­wia uwraż­li­wia­ła i zachę­ca­ła do pra­cy w duchu auten­tycz­nej służ­by czło­wie­ko­wi cho­re­mu, z uwzględ­nie­niem jego fizycz­nych i ducho­wych potrzeb oraz posza­no­wa­niem jego god­no­ści. W każ­dym, nawet naj­bar­dziej zde­for­mo­wa­nym, cie­le widzia­ła cier­pią­ce­go czło­wie­ka. Mawia­ła, że z zawo­du „jest posłu­gacz­ką i pośred­nicz­ką od wszyst­kie­go”. Jed­no­cze­śnie była prze­ko­na­na, że poprzez służ­bę dla dobra cho­re­go, trak­to­wa­ną jako powo­ła­nie, „my wszy­scy poma­ga­my nieść krzyż Chry­stu­so­wi. Nie myśla­łam: Chry­stu­so­wi w cho­rych – Chry­stu­so­wi wprost”. Dzię­ki przy­chyl­no­ści dyrek­tor­ki Anny Rydlów­ny (póź­niej rów­nież zde­gra­do­wa­nej), w latach peł­nie­nia funk­cji wice­dy­rek­tor­ki kra­kow­skiej pla­ców­ki medycz­nej (1951–57) wdro­ży­ła pie­lę­gniar­stwo domo­we wraz z 2-tygo­dnio­wy­mi prak­ty­ka­mi do pro­gra­mu naucza­nia. Taką prak­ty­kę w szko­le z pie­lę­gniar­stwa domo­we­go pod kie­run­kiem Pani Han­ny odby­ła m.in. jej wice­po­stu­la­tor­ka, Hele­na Mato­ga. W struk­tu­rach szkol­nych oraz insty­tu­cjach zwią­za­nych ze swo­im śro­do­wi­skiem, od 1957 r. w Pol­skim Towa­rzy­stwie Pie­lę­gniar­skim pra­co­wa­ła w Zarzą­dzie Głów­nym, a następ­nie była prze­wod­ni­czą­cą Komi­sji Histo­rycz­nej PTP w Kra­ko­wie i War­sza­wie. Nie ukry­wa­ła swo­ich prze­ko­nań reli­gij­nych, przy­wią­za­nia do war­to­ści chrze­ści­jań­skich. Od 1955 r. orga­ni­zo­wa­ła dorocz­ne kon­fe­ren­cje i dni sku­pie­nia. Aby pogłę­bić życie reli­gij­ne, zapo­cząt­ko­wa­ła reko­lek­cje pie­lę­gniar­skie w okre­sie Wiel­kie­go Postu u Sióstr Domi­ni­ka­nek „Na Gród­ku”, któ­re odby­wa­ją się w tym miej­scu do dnia dzi­siej­sze­go. Do tej wspól­no­ty klau­zu­ro­wej wstą­pi­ła po zakoń­cze­niu dzia­łal­no­ści dydak­tycz­nej Maria Epste­inów­na, dyrek­tor­ka kra­kow­skiej szko­ły, w któ­rej Han­na była instruk­tor­ką. O pre­kur­sor­ce pol­skie­go pie­lę­gniar­stwa Chrza­now­ska napi­sa­ła obszer­ny arty­kuł w „Pie­lę­gniar­ce Pol­skiej” (R. 1931, nr 3). Pisząc i mówiąc o eto­sie pra­cy zawo­do­wej, cyto­wa­ła z małej ksią­żecz­ki opra­co­wa­ny przez sie­bie „Rachu­nek sumie­nia pie­lę­gniar­ki”. Według niej powi­nien on stać się kodek­sem moral­nym każ­dej pol­skiej, kato­lic­kiej opie­kun­ki zdro­wia. Sama w roku 1956 zosta­ła oblat­ką bene­dyk­ty­nów w Tyń­cu. Opac­two tyniec­kie upodo­ba­ła sobie z racji oso­bi­stych kon­tak­tów z wybit­ny­mi mni­cha­mi, a tak­że moż­li­wo­ści uczest­ni­cze­nia we wspa­nia­le cele­bro­wa­nych przez nich nabo­żeń­stwach litur­gicz­nych (zwłasz­cza Tri­du­um Pas­chal­ne­go). Jej reli­gij­na posta­wa sta­ła się powo­dem repre­sji ze stro­ny ówcze­snych władz komu­ni­stycz­nych. Śro­do­wi­sko war­szaw­skie okrzyk­nę­ło ją „kle­ry­kał­ką”. Po nie­spo­dzie­wa­nej likwi­da­cji Szko­ły Pie­lę­gniar­stwa Psy­chia­trycz­ne­go w Kobie­rzy­nie, któ­rej była dyrek­tor­ką jedy­nie przez rok (1957–58), prze­szła na wcze­śniej­szą eme­ry­tu­rę. Teraz mogła cały swój czas poświę­cić służ­bie cho­rym i potrze­bu­ją­cym pomo­cy. „Moja pra­ca, to nie tyl­ko mój zawód, ale powo­ła­nie! Jeśli prze­nik­nę i przy­swo­ję sobie sło­wa Chry­stu­sa – Nie przy­sze­dłem aby mnie słu­żo­no, ale abym słu­żył, wów­czas to powo­ła­nie zro­zu­miem” – pisa­ła na pro­gu nowej misji, któ­rej z peł­nym zaan­ga­żo­wa­niem poświę­ci­ła się bez resz­ty, już do koń­ca życia. W 1961 r. uka­zał się dru­kiem kolej­ny, bar­dzo waż­ny i cie­szą­cy się wiel­kim uzna­niem, kil­ka­krot­nie wzna­wia­ny pod­ręcz­nik jej autor­stwa: „Pie­lę­gniar­stwo w Otwar­tej Opie­ce Zdro­wot­nej”.

 POCZĄTKI PIELĘGNIARSTWA PARAFIALNEGO

Facho­wa pomoc ter­mi­nal­nie cho­rym (1957–73) Opie­kę nad cho­ry­mi w domu opar­ła na pie­lę­gniar­stwie para­fial­nym. Decy­du­ją­cą rolę w tym dzie­le ode­gra­li ks. Karol Woj­ty­ła – póź­niej­szy Metro­po­li­ta Kra­kow­ski i papież św. Jan Paweł II – oraz ks. infu­łat Fer­dy­nand Machay, archi­pre­zbi­ter Bazy­li­ki Mariac­kiej. Do współ­pra­cy zapro­si­ła sio­stry zakon­ne. Od 1964 r. datu­je się począ­tek kur­sów pie­lę­gniar­skich dla osób kon­se­kro­wa­nych, orga­ni­zo­wa­nych pod patro­na­tem Kurii Kra­kow­skiej. To tak­że był począ­tek wyjaz­do­wych reko­lek­cji dla pod­opiecz­nych – cho­rych i nie­peł­no­spraw­nych – w Domu Księ­ży Sal­wa­to­ria­nów w Trze­bi­ni (trwa­ły do 1984 r., a w latach 1984–89 mia­ły miej­sce u oo. Ber­nar­dy­nów w Kal­wa­rii Zebrzy­dow­skiej). Do obsłu­gi tur­nu­sów cho­rych zgła­sza­li się „Trze­bi­nia­cy” – czy­li stu­den­ci przez nią skła­nia­ni do współ­pra­cy, któ­rzy nie oble­wa­li egza­mi­nów, a tak­że kle­ry­cy, ochot­ni­cy. Do trans­por­tu, zdo­by­cia wóz­ków inwa­lidz­kich (co wów­czas było nie lada wyczy­nem) anga­żo­wa­li się leka­rze, dzien­ni­ka­rze, księ­ża, nży­nie­ro­wie. Na rok 1971 datu­je się począ­tek 2-tygo­dnio­wych wcza­so­re­ko­lek­cji dla cho­rych w klasz­to­rze Sióstr Bene­dyk­ty­nek w Sta­niąt­kach koło Nie­po­ło­mic. Swo­ich pod­opiecz­nych szu­ka­ła po całym mie­ście – myła, opa­try­wa­ła, kar­mi­ła, orga­ni­zo­wa­ła dal­szą pomoc, uczy­ła pro­stej posłu­gi. „Co za radość – zapi­sa­ła w pamięt­ni­ku – na sta­re lata dorwać się do cho­rych: myć, szo­ro­wać, otrzą­sać pchły”. W tele­gra­ficz­nym skró­cie zapi­sa­no, że czę­sto zja­wia­ła się w miesz­ka­niach, o któ­rych wszy­scy zapo­mnie­li, a tam zamiast potłu­czo­nych
bute­lek, brud­nych szmat czy pcheł, widzia­ła po pro­stu czło­wie­ka. Uśmiech­nię­ta, w bia­łym, wykroch­ma­lo­nym far­tu­chu. Z autop­sji zna­ła pro­ble­my wie­lu cięż­ko cho­rych, czę­sto przy­ku­tych do łóż­ka ludzi – samot­nych, opusz­czo­nych i nie­peł­no­spraw­nych, nie­kie­dy cał­ko­wi­cie pozba­wio­nych opie­ki.
Dział Pie­lę­gniar­stwa Para­fial­ne­go wg pro­gra­mu Han­ny Chrza­now­skiej obej­mo­wał: opie­kę dłu­go­ter­mi­no­wą, hospi­cjum domo­we, opie­kę ter­mi­nal­ną. Swo­je prak­ty­kant­ki i przy­szłe adept­ki zawo­du „wta­jem­ni­cza­ła” w tę posłu­gę z wiel­ką pro­sto­tą, ale i odpo­wie­dzial­no­ścią: – Lek­cja pierw­sza. Dobra pie­lę­gniar­ka tym wię­cej pomo­że, im wię­cej będzie wie­dzieć. Dla­te­go zbie­ra infor­ma­cje o cho­rym, o jego oto­cze­niu i moż­li­wo­ściach opie­ki. Ile tam miesz­ka osób? Co to są za oso­by? Czy pra­cu­ją i ewen­tu­al­nie, gdzie pra­cu­ją? A ponie­waż dobra pie­lę­gniar­ka ma wie­lu cho­rych, musi zacho­wać porzą­dek. Po wizy­cie robi­my krót­ką notat­kę, do któ­rej się­gnie­my przed następ­ny­mi odwie­dzi­na­mi. U w a g a! Nigdy nie notu­je­my w obec­no­ści cho­re­go i rodzi­ny. – Lek­cja dru­ga. Była połą­czo­na z wizy­tą u cho­re­go. „Otwie­ra­ła się” na jego potrze­by zarów­no mate­rial­ne, cie­le­sne, jak i ducho­we. Dzię­ki jej sta­ra­niom upo­wszech­nił się zwy­czaj odpra­wia­nia Mszy św. w domu cho­re­go oraz odwie­dzin cho­rych w ramach wizy­ta­cji dusz­pa­ster­skich. Sza­cu­nek do cho­re­go i jego oto­cze­nia, a tak­że facho­we i orga­ni­za­cyj­ne umie­jęt­no­ści Chrza­now­skiej bar­dzo cenił ks. kard. Karol Woj­ty­ła. Nie­raz zaświad­czał, że naj­wię­cej o potrze­bach ludzi cho­rych dowia­dy­wał się od niej samej. Dzię­ki jego pomo­cy i ducho­we­mu wspar­ciu, zdo­ła­ła zor­ga­ni­zo­wać opar­tą o struk­tu­ry kościel­ne i nie­za­leż­ną od nie­wy­dol­nej pań­stwo­wej służ­by zdro­wia, facho­wą pomoc i opie­kę, pro­mie­niu­ją­cą z Kra­ko­wa na całą Archi­die­ce­zję. – Lek­cja trze­cia. Uczy­ła posłu­gi­wa­nia z nie­zwy­kłą sumien­no­ścią, orga­ni­za­cyj­ną per­fek­cją i bez­gra­nicz­nym poświę­ce­niem. Utar­ło się nawet powie­dze­nie, że „gdy drzwi do pacjen­ta były zamknię­te, wska­ki­wa­ła do nie­go oknem”. Obda­rzo­na cha­ry­zma­tycz­ną oso­bo­wo­ścią, potra­fi­ła sku­pić wokół tej misji roz­le­głe gro­no współ­pra­cow­ni­ków i wolon­ta­riu­szy (pie­lę­gniar­ki, sio­stry zakon­ne, księ­ży i kle­ry­ków, leka­rzy, stu­den­tów i innych ochot­ni­ków). Według danych sta­ty­stycz­nych za Rok Mile­nij­ny 1966, opie­ką pie­lę­gniar­ską w Kra­ko­wie było obję­tych już 385 cho­rych. Podob­ną posłu­gę w domach zano­to­wa­no rów­nież w Bia­łej, Żyw­cu, Nowym Tar­gu i Oświę­ci­miu. Za tę wyjąt­ko­wą służ­bę, już w 1965 r., z ini­cja­ty­wy ks. abp. Karo­la Woj­ty­ły, Pani Anna (jak ją sam nazy­wał), otrzy­ma­ła od Ojca Świę­te­go Paw­ła VI order „Pro Ecc­le­sia et Pon­ti­fi­ce” – za zasłu­gi dla Kościo­ła i Papie­ża. Wraz z przy­ja­ciół­ką
Tere­są Kul­czyń­ską kon­sul­to­wa­ła jesz­cze pro­gram pierw­szej pol­skiej wyż­szej uczel­ni pie­lę­gniar­skiej, powsta­łej w Lubli­nie przy tam­tej­szej Aka­de­mii Medycz­nej. Obie wygła­sza­ły refe­ra­ty w cza­sie uro­czy­ste­go spo­tka­nia w kwiet­niu 1970 r. W tym samym cza­sie ks. Kar­dy­nał zatwier­dził jej autor­ski „Regu­la­min para­fial­nej opie­kun­ki cho­rych”. Rów­nież wła­dze pań­stwo­we doce­ni­ły jej pre­kur­sor­skie dzie­ło życia i w 1971 r. uho­no­ro­wa­ły
Chrza­now­ską Krzy­żem Kawa­ler­skim Orde­ru Odro­dze­nia Pol­ski. Nie­ste­ty, jej dni ziem­skiej
wędrów­ki w tym cza­sie dobie­ga­ły już koń­ca. W 1963 r. roz­po­zna­no u niej począt­ki cho­ro­by nowo­two­ro­wej. Po trzech latach pod­da­ła się poważ­nej ope­ra­cji w Kli­ni­ce Gine­ko­lo­gicz­nej na ul. Koper­ni­ka. Zawsze sobie ceni­ła ludzi goto­wych do nie­sie­nia pomo­cy cho­rym
i nie­peł­no­spraw­nym. To był cel i koro­na jej życia! Teraz tej pomo­cy sama potrze­bo­wa­ła. Licząc się ze śmier­cią, przed ope­ra­cją w roku 1966 napi­sa­ła wzru­sza­ją­cy list do kra­kow­skie­go Metro­po­li­ty i przy­ja­cie­la. W sło­wach, mają­cych cha­rak­ter testa­men­tu, mając na uwa­dze następ­czy­nie w twór­czej kon­ty­nu­acji dzie­ła życia, pisa­ła m.in.: „Niech Ksiądz Arcy­bi­skup powie im, że fakt mego odej­ścia w niczym nie może umniej­szyć ich zapa­łu, że ja im tyl­ko poma­ga­łam, a teraz muszą się same trzy­mać naszej linii pie­lę­gno­wa­nia ludzi, w ich psy­cho­fi­zycz­nym cało­kształ­cie, słu­że­nia pro­stą obsłu­gą. Umie­jęt­ną, mądrą, ale wła­śnie pro­stą. Niech się trzy­ma­ją razem, niech sta­no­wią jed­no; niech się cie­szą rado­ścią z miło­sier­dzia – jak mówi św. Paweł, ale niech też – jak on zale­ca – pła­czą z pła­czą­cy­mi”. Umar­ła 45 lat temu, 29 kwiet­nia 1973 r. w swo­im miesz­ka­niu przy ul. Łob­zow­skiej, w oto­cze­niu czu­wa­ją­cych pie­lę­gnia­rek. Uro­czy­sto­ści pogrze­bo­we odby­ły się 2 maja pod prze­wod­nic­twem Metro­po­li­ty Kra­kow­skie­go ks. kard. Karo­la Woj­ty­ły, przy licz­nym udzia­le ducho­wień­stwa, cho­rych na wóz­kach inwa­lidz­kich, wier­nych, przed­sta­wi­cie­li śro­do­wi­ska pie­lę­gniar­skie­go, służ­by zdro­wia. Pro­ces kano­ni­za­cyj­ny na szcze­blu die­ce­zji otwo­rzył 3 listo­pa­da 1998 r. i zamknął 30 grud­nia 2002 r. ówcze­sny Pasterz Kościo­ła kra­kow­skie­go, dziś już śp., ks. kard. Fran­ci­szek Machar­ski. Dnia 6 kwiet­nia 2016 r. z jego asy­sten­cją odby­ła się eks­hu­ma­cja docze­snych szcząt­ków Słu­żeb­ni­cy Bożej z Cmen­ta­rza Rako­wic­kie­go. Po sto­sow­nych bada­niach, zło­żo­no je do kryp­ty pod ołta­rzem Mat­ki Bożej w koście­le pw. św. Miko­ła­ja w Kra­ko­wie przy ul. Koper­ni­ka 9. Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek potwier­dził w Waty­ka­nie 30 wrze­śnia 2015 r. dekre­ty o hero­icz­no­ści cnót świec­kiej pie­lę­gniar­ki wraz ze Słu­gą Bożym ks. Fran­cisz­kiem Blach­nic­kim. 7 lip­ca 2017 r. zatwier­dził jej dekret beaty­fi­ka­cyj­ny. Pod­sta­wą było uzna­nie cudu uzdro­wie­nia za wsta­wien­nic­twem Czci­god­nej Słu­żeb­ni­cy Bożej. W przed­dzień 45. rocz­ni­cy śmier­ci, zosta­nie ona wynie­sio­na do chwa­ły ołta­rzy w sank­tu­arium Boże­go Miło­sier­dzia w kra­kow­skich Łagiew­ni­kach.