Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wywiad z emerytowanym Metropolitą Krakowskim

Przykład dla każdego z nas

Jesz­cze w latach 70. cho­dzi­ła uli­ca­mi Kra­ko­wa. Pod Wawe­lem żyła, pra­co­wa­ła, poma­ga­ła set­kom cho­rych i opusz­czo­nych. Swo­ją hero­icz­ną dzia­łal­no­ścią wpi­sa­ła się w gro­no osób świad­czą­cych w Koście­le kra­kow­skim miło­sier­ną posłu­gę potrze­bu­ją­cym pomo­cy. Z ks. kard. Sta­ni­sła­wem Dzi­wi­szem, świad­kiem życia Słu­żeb­ni­cy Bożej, roz­ma­wia Boże­na Weber
– Ksiądz Kar­dy­nał oso­bi­ście poznał Han­nę Chrza­now­ską. Jaką była oso­bo­wo­ścią? Czy jej nie­mal ide­al­nie kre­ślo­ny por­tret, jej hero­icz­ne zaan­ga­żo­wa­nie w pomoc i opie­kę nad cho­ry­mi, doświad­czo­ny­mi cier­pie­niem, może i powi­nien prze­ma­wiać do nas dzi­siaj?
– Potrze­bu­je­my wzor­ców na dro­dze do świę­to­ści, a Han­na Chrza­now­ska, żyją­ca prze­cież w cza­sach nam współ­cze­snych, prze­ma­wia z nie­zwy­kłą siłą. Myślę, że każ­dy może odna­leźć w niej przy­kład dla sie­bie. Jed­nych zdu­mie­wa kon­se­kwent­na jed­ność modli­twy i życia, innych hero­icz­na posłu­ga tym, o któ­rych świat nie chciał pamię­tać. Jesz­cze inni widzą w niej wzór apo­stol­stwa świec­kich w świe­cie współ­cze­snym. Dla mło­dych może być przy­kła­dem odwa­gi w reali­za­cji wiel­kich pra­gnień. Zara­ża­ła dobrem, porwa­ła do współ­pra­cy wie­lu ludzi, budu­jąc sieć soli­dar­no­ści z cier­pią­cy­mi i ubo­gi­mi, któ­rym poświę­ci­ła całe swo­je życie. Dla śro­do­wi­ska medycz­ne­go, któ­re dziś prze­ży­wa wie­le pro­ble­mów i zma­ga się z nie­spo­ty­ka­ny­mi dotąd dyle­ma­ta­mi natu­ry etycz­nej, wyni­ka­ją­cy­mi z roz­wo­ju nauki, Han­na Chrza­now­ska jest waż­nym przy­po­mnie­niem, że w tych poszu­ki­wa­niach nie­zmien­nie naj­waż­niej­szy jest czło­wiek i jego god­ność.
– Sto­li­ca Apo­stol­ska zatwier­dzi­ła datę beaty­fi­ka­cji Słu­żeb­ni­cy Bożej w przed­dzień 45. rocz­ni­cy jej śmier­ci, na sobo­tę 28 kwiet­nia br. Wynie­sie­nie na ołta­rze kra­kow­skiej pie­lę­gniar­ki w łagiew­nic­kiej Bazy­li­ce Boże­go Miło­sier­dzia ma wymiar sym­bo­licz­ny…
– Han­na Chrza­now­ska wpi­su­je się w wiel­ki pochód świę­tych i bło­go­sła­wio­nych, któ­rzy w Kra­ko­wie od wie­ków two­rzy­li i wciąż budu­ją cha­ry­zmat miło­sier­dzia. To naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­na cecha w ducho­wym obli­czu nasze­go mia­sta. Może­my wymie­niać nie­mal jed­nym tchem naszych wiel­kich sama­ry­tan podej­mu­ją­cych pra­cę na polu miło­sier­dzia, takich jak: kró­lo­wa Jadwi­ga, Szy­mon z Lip­ni­cy, Jan z Kęt, ks. Piotr Skar­ga, Brat Albert, s. Fau­sty­na Kowal­ska, Jan Paweł II i wie­lu, wie­lu innych. Byli apo­sto­ła­mi czyn­ne­go miło­sier­dzia, na któ­re ist­nie­je zapo­trze­bo­wa­nie w każ­dej epo­ce. Zmar­ła 45 lat temu Han­na Chrza­now­ska nie­ba­wem znaj­dzie się w jego krę­gu jako bło­go­sła­wio­na i dołą­czy do wiel­kie­go orsza­ku posta­ci na tym polu upa­mięt­nio­nych w cią­gu wie­lu wie­ków.
Kra­ków zna­ny jest w Koście­le jako ducho­wa sto­li­ca Boże­go Miło­sier­dzia dzię­ki s. Fau­sty­nie i Ojcu Świę­te­mu Jano­wi Paw­ło­wi II, któ­ry orę­dzie Boże­go Miło­sier­dzia prze­ka­zał całe­mu świa­tu i włą­czył w codzien­ne życie Kościo­ła powszech­ne­go. Tu, w Łagiew­ni­kach każ­dy może doświad­czyć miło­sier­ne­go spoj­rze­nia Jezu­sa i dać się zain­spi­ro­wać do dzie­le­nia miło­ścią z bliź­ni­mi. Nasze cza­sy woła­ją o ludzi miło­sier­dzia, takich jak Han­na Chrza­now­ska, któ­rzy – zgod­nie z zawo­dem, powo­ła­niem, talen­ta­mi i w każ­dych oko­licz­no­ściach – będą dobry­mi słu­ga­mi Ewan­ge­lii, a więc słu­ga­mi dobra i miło­ści, pojed­na­nia i bra­ter­stwa.
– Pod­czas pogrze­bu Han­ny Chrza­now­skiej ks. kard. Karol Woj­ty­ła powie­dział m.in., że była „jakimś wcie­le­niem Chry­stu­so­wych bło­go­sła­wieństw z Kaza­nia na Górze, zwłasz­cza tego, któ­re mówi: Bło­go­sła­wie­ni miło­sier­ni”. Te sło­wa moty­wo­wa­ła życiem wypeł­nio­nym hero­icz­ną miło­ścią bliź­nie­go. Jak się ona kon­kre­ty­zo­wa­ła?
– Pamię­taj­my, że w tam­tych cza­sach nie ist­nia­ły ośrod­ki dla prze­wle­kle cho­rych czy hospi­cja. Han­na tra­fia­ła do ludzi, któ­rym nikt nie mógł, czy nie chciał, pomóc. Szła tam, gdzie nikt nie chciał cho­dzić i spo­ty­ka­ła się z nie­wy­obra­żal­ną nędzą, cier­pie­niem fizycz­nym i ducho­wym. To napraw­dę był wiel­ki hero­izm. Nio­sła tym ludziom ulgę w cier­pie­niu, ale tak­że wspar­cie ducho­we. Anga­żo­wa­ła kapła­nów, któ­rzy przy­cho­dzi­li do cho­rych z posłu­gą sakra­men­tal­ną, kle­ry­ków, któ­rzy odwie­dza­li ich, by posprzą­tać, zro­bić zaku­py czy po pro­stu pobyć z nimi. Sku­pia­ła wokół sie­bie wie­lu dobrych, wraż­li­wych ludzi, któ­rych zara­ża­ła pra­gnie­niem nie­sie­nia pomo­cy i uczy­ła ich jak to robić w kon­kre­cie codzien­nych spo­tkań z cier­pią­cy­mi. Tak powstał para­fial­ny sys­tem pomo­cy dla cho­rych, któ­ry stwo­rzy­ła. Jej dzie­ło zresz­tą jest do dziś kon­ty­nu­owa­ne. Wystar­czy wspo­mnieć o dzia­łal­no­ści Kato­lic­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Pie­lę­gnia­rek i Położ­nych Pol­skich, któ­re nadal poma­ga naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cym. To wspa­nia­ła posłu­ga, peł­nio­na dys­kret­nie, bez medial­ne­go roz­gło­su.
– W jakich oko­licz­no­ściach Metro­po­li­ta Kra­kow­ski ks. kard. Karol Woj­ty­ła poznał Panią Chrza­now­ską i jakie for­my przy­bra­ła ich pięk­na, Boża współ­pra­ca?
– To było w roku 1957. Ks. Karol Woj­ty­ła był wów­czas jesz­cze zwy­kłym kapła­nem. Czę­sto wte­dy spo­wia­dał w koście­le Mariac­kim w Kra­ko­wie – i to on był pierw­szym duchow­nym, któ­ry uważ­nie jej wysłu­chał. Zapro­po­no­wa­ła mu odwie­dzi­ny w domu cho­re­go, a on zgo­dził się natych­miast. Skon­tak­to­wał ją też z pro­bosz­czem para­fii Mariac­kiej, ks. Fer­dy­nan­dem Machay­em – kapła­nem o wiel­kiej wraż­li­wo­ści spo­łecz­nej – i wspól­nie usta­li­li zasa­dy
sys­te­ma­tycz­nej współ­pra­cy. Ks. Woj­ty­ła wspie­rał Han­nę Chrza­now­ską i bar­dzo jej ufał. Wie­dział, że jest nie tyl­ko kom­pe­tent­ną, doświad­czo­ną pie­lę­gniar­ką, ale tak­że – oso­bą o bar­dzo głę­bo­kim życiu wewnętrz­nym. Był pewien, że cho­rzy, któ­ry­mi się opie­ku­je,
są w dobrych rękach.
W doj­rza­łym wie­ku pogłę­bi­ła wia­rę w krę­gu ducho­wo­ści bene­dyk­tyń­skiej i sta­ła się oblat­ką tyniec­ką. Jej reli­gij­ność była bar­dzo dys­kret­na, ale kon­se­kwent­na. Dba­ła rów­nież i zale­ża­ło jej na życiu ducho­wym pacjen­tów oraz pie­lę­gnia­rek. Dba­ła o ich pro­fe­sjo­nal­ne przy­go­to­wa­nie, ale i o ducho­wą for­ma­cję, orga­ni­zu­jąc dni sku­pie­nia, reko­lek­cje czy piel­grzym­ki. Orga­ni­zo­wa­ła też z wiel­kim zaan­ga­żo­wa­niem licz­nych wolon­ta­riu­szy, reko­lek­cje dla cho­rych.
– Dla­cze­go prze­wle­kle cho­rzy w cza­sach Han­ny Chrza­now­skiej pozo­sta­wa­li w domach i wyma­ga­li pomo­cy w obli­czu czę­sto skraj­nej bie­dy?
– W panu­ją­cym wów­czas pań­stwo­wym sys­te­mie opie­ki zdro­wot­nej nie było miej­sca dla ludzi bied­nych, nie­ule­czal­nie cho­rych, umie­ra­ją­cych. Tym­cza­sem w domach, w cier­pie­niach umie­ra­li ludzie. Czę­sto samot­ni, w nędzy lub oto­cze­ni rodzi­ną, któ­ra była bez­sil­na wobec ich bólu, zroz­pa­czo­na i pozo­sta­wio­na bez pro­fe­sjo­nal­ne­go wspar­cia. Tę bie­dę dostrze­ga­ła Han­na Chrza­now­ska i, jak wie­my, potra­fi­ła się z nią zmie­rzyć – odważ­nie, wręcz hero­icz­nie. – Ks . kard. Karol Woj­ty­ła odwie­dzał cho­rych W domach, pod­czas wizy­ta­cji para­fial­nych. Czy ks. kape­lan Metro­po­li­ty Kra­kow­skie­go rów­nież uczest­ni­czył w takich spo­tka­niach?
– Oczy­wi­ście. To był obo­wiąz­ko­wy punkt każ­dej wizy­ta­cji w para­fiach naszej Archi­die­ce­zji. Ks. kard. Woj­ty­ła sam tego bar­dzo pil­no­wał. Te spo­tka­nia z cho­ry­mi, opusz­czo­ny­mi ludź­mi, głę­bo­ko zapa­da­ły w ser­ce. Nasz ówcze­sny Metro­po­li­ta nie­rzad­ko wspie­rał te oso­by mate­rial­nie, prze­ka­zy­wał też Han­nie Chrza­now­skiej infor­ma­cje o tym, że ktoś potrze­bu­je
pomo­cy medycz­nej. Ten zwy­czaj spo­tkań z cho­ry­mi w cza­sie wizy­ta­cji para­fial­nych prze­trwał do dziś, bo oso­by cier­pią­ce są w samym ser­cu Kościo­ła, a więc rów­nież każ­dej
wspól­no­ty para­fial­nej.
– Zain­te­re­so­wa­nie cho­ry­mi, zwłasz­cza dzieć­mi, wpi­sa­ło się w arcy­bi­sku­pią posłu­gę Ks iędza Kar­dy­na­ła w naszej Archi­die­ce­zji. Czy inspi­ra­cją była misja naszej obec­nej kan­dy­dat­ki na ołta­rze? Czy Emi­nen­cja był prze­ko­na­ny o jej świę­to­ści?
– Wszy­scy się od niej uczy­li­śmy Ewan­ge­lii miło­sier­dzia i wraż­li­wo­ści na los osób cier­pią­cych. Jej życio­wa posta­wa i świa­dec­two przy­jaź­ni z Jezu­sem poru­sza­ło każ­de­go, kto się z nią zetknął. Jej posta­wa była wzo­rem nie tyl­ko dla osób świec­kich, któ­re mogą uczyć się od niej zaan­ga­żo­wa­nia w misję Kościo­ła, ale tak­że dla księ­ży. Od niej uczy­li­śmy się, że cho­rzy i cier­pią­cy są dla nas prze­strze­nią spo­tka­nia z Jezu­sem Miło­sier­nym. Ta nie­za­po­mnia­na lek­cja trwa w Koście­le kra­kow­skim i jest prze­ka­zy­wa­na kolej­nym poko­le­niom, prze­ko­na­nym o świę­to­ści nie­zwy­kłej pie­lę­gniar­ki.
– Kościół kra­kow­ski kon­ty­nu­uje ducho­we przy­go­to­wa­nia do kwiet­nio­wej beaty­fi­ka­cji Mat­ki Tere­sy z Kra­ko­wa…
– Przy­szła Bło­go­sła­wio­na jest wiel­kim darem na oso­bi­stej i wspól­no­to­wej dro­dze wia­ry, nadziei i miło­ści. Przy­po­mi­na nam, że win­ni­śmy dążyć do świę­to­ści w każ­dym sta­nie życia, w każ­dym zawo­dzie, w każ­dych oko­licz­no­ściach. – Na jed­nym ze spo­tkań w koście­le św. Miko­ła­ja, gdzie od dwóch lat spo­czy­wa­ją docze­sne szcząt­ki przy­szłej Bło­go­sła­wio­nej, prze­ma­wia­jąc do dele­ga­tów para­fial­nych zespo­łów cha­ry­ta­tyw­nych, szkol­nych zespo­łów Cari­tas, do przed­sta­wi­cie­li para­fial­nych grup wolon­ta­riu­szy poma­ga­ją­cych oso­bom cho­rym i star­szym, a tak­że do nad­zwy­czaj­nych sza­fa­rzy, odwie­dza­ją­cych cho­rych z Komu­nią Świę­tą, Emi­nen­cja zwró­cił uwa­gę na ści­sły zwią­zek jej nie­zwy­kłej dzia­łal­no­ści z pie­lę­gno­wa­nym głę­bo­kim życiem ducho­wym.
– Dziś zaczy­na­my odkry­wać sekret jej życia i zaan­ga­żo­wa­nia. W jego cen­trum była Ewan­ge­lia i Eucha­ry­stia. Odczy­ta­ła Ewan­ge­lię i wpro­wa­dza­ła ją w życie w wybra­nym przez sie­bie waż­nym sek­to­rze – pomo­cy bliź­nie­mu – jakim jest pie­lę­gniar­stwo w sze­ro­kim tego sło­wa zna­cze­niu.
Ono sta­ło się jej cha­ry­zma­tem, jej spe­cy­ficz­ną dro­gą służ­by Bogu i czło­wie­ko­wi. Wyka­za­ła na tej dro­dze oso­bi­ste przy­mio­ty umy­słu i ser­ca oraz pro­fe­sjo­nal­ne przy­go­to­wa­nie, zdo­by­te w ośrod­kach nauko­wych i medycz­nych w kra­ju oraz za gra­ni­cą. Roz­licz­ne pra­ce Chrza­now­skiej, funk­cje, któ­re podej­mo­wa­ła jako zawo­do­wa pie­lę­gniar­ka, instruk­tor­ka i orga­ni­za­tor­ka pie­lę­gniar­stwa domo­we­go, a tak­że redak­tor­ka i autor­ka tek­stów w zawo­do­wym mie­sięcz­ni­ku, wice­dy­rek­tor­ka war­szaw­skiej pla­ców­ki pie­lę­gniar­skiej oraz uczest­nicz­ka w zespo­ło­wym wypra­co­wy­wa­niu pro­gra­mów szkol­nych i pod­ręcz­ni­ków dla pie­lę­gnia­rek – wszyst­kie one zakoń­czy­ły się odsu­nię­ciem jej od pra­cy dydak­tycz­nej w powo­jen­nych realiach. Zosta­ła nazwa­na „kle­ry­kał­ką”. Jej ide­ały były obce w obo­wią­zu­ją­cej wów­czas w PRL-u ide­olo­gii… Nie zra­zi­ła się tym jed­nak. W poło­wie lat 50. pod­ję­ła pra­cę na nowych polach dzia­ła­nia, orga­ni­zu­jąc facho­we pie­lę­gniar­stwo domo­we w ramach para­fii. Było to dzie­ło na wskroś pre­kur­sor­skie. Liczyć mogła na pomoc ówcze­sne­go ks. bp. Karo­la Woj­ty­ły, two­rząc opie­kę pie­lę­gniar­ską przy para­fiach w opar­ciu o przy­go­to­wa­ny wcze­śniej pro­gram. Spo­tka­ło się to z uzna­niem rząd­cy Archi­die­ce­zji, któ­rym w tym cza­sie był ks. abp Euge­niusz Baziak oraz finan­so­wym wspar­ciem archi­pre­zbi­te­ra kościo­ła Mariac­kie­go, wspo­mnia­ne­go już prze­ze mnie ks. inf. Fer­dy­nan­da Machaya. Do nowych zadań szko­li­ła sio­stry zakon­ne, odsu­wa­ne od pra­cy w pań­stwo­wych szpi­ta­lach. Zaan­ga­żo­wa­ła się rów­nież w orga­ni­zo­wa­nie wolon­ta­ria­tu pośród kle­ry­ków, stu­den­tów i ochot­ni­ków do obsłu­gi tur­nu­sów cho­rych na trze­biń­skie reko­lek­cje. Pod­czas wie­lu wizyt Chrza­now­skiej u ks. kard. Karo­la Woj­ty­ły, mia­łem oka­zję poznać ją oso­bi­ście – i dziś dzię­ku­ję Bogu za ten wiel­ki przy­wi­lej.
– A ja w imie­niu Redak­cji pięk­nie dzię­ku­ję Emi­nen­cji za podzie­le­nie się z czy­tel­ni­ka­mi „Źró­dła” wspo­mnie­nia­mi o oso­bie i misji naszej nowej Bło­go­sła­wio­nej. Szczęść Boże w życiu oso­bi­stym i posłu­gi­wa­niu dusz­pa­ster­skim w Koście­le kra­kow­skim.