Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ WIELKANOCNY 16–21 IV 2018

PONIEDZIAŁEK
Dz 6,8–15; J 6,22–29
Sło­wo Boże: Szcze­pan, pełen łaski i mocy, dzia­łał cuda i zna­ki wiel­kie wśród ludu. Nie­któ­rzy zaś z syna­go­gi zwa­nej syna­go­gą Wyzwo­leń­ców oraz Cyre­nej­czy­ków i Alek­san­dryj­czy­ków, i tych, któ­rzy pocho­dzi­li z Cyli­cji i z Azji, przy­stą­pi­li do roz­pra­wy ze Szcze­pa­nem. Nie mogli jed­nak spro­stać mądro­ści i Ducho­wi, z któ­re­go natchnie­nia prze­ma­wiał. Zebra­ła się nie­ma­ła gru­pa ludzi z róż­nych stron, by roz­pra­wić się ze Szcze­pa­nem, któ­ry gło­sił nowi­nę o Zmar­twych­wsta­łym. Mimo dys­pro­por­cji sił Szcze­pan nie uległ pre­sji zebra­nych. Odważ­nie tłu­ma­czył Pisma, nie prze­stra­szył się tak­że, gdy zezna­wa­li fał­szy­wi świad­ko­wie. Bo był pełen łaski i mocy. Tę posta­wę kształ­to­wał już wcze­śniej. Wie­dział, że tyl­ko mocą łaski Jezu­sa może doko­ny­wać cudów, któ­re były zna­ka­mi potwier­dza­ją­cy­mi Ewan­ge­lię. Podob­nie postą­pił, gdy sta­nął wobec osta­tecz­ne­go zagro­że­nia. Do takich chwil dora­sta się stop­nio­wo.
WTOREK
Dz 7,51–8,1a; J 6,30–35
Sło­wo Boże: „Ludzie twar­de­go kar­ku i opor­nych serc i uszu! Wy zawsze sprze­ci­wia­cie się Ducho­wi Świę­te­mu. Jak ojco­wie wasi, tak i wy. Któ­re­goż z pro­ro­ków nie prze­śla­do­wa­li wasi ojco­wie? Poza­bi­ja­li nawet tych, któ­rzy prze­po­wia­da­li przyj­ście Spra­wie­dli­we­go…”. Gdy to usły­sze­li, zawrza­ły gnie­wem ich ser­ca i zgrzy­ta­li zęba­mi na nie­go. To było sło­wo osta­tecz­ne­go napo­mnie­nia ku prze­stro­dze, ku pobu­dze­niu serc do nawró­ce­nia. Wcze­śniej Szcze­pan gło­sił Dobrą Nowi­nę o Jezu­sie tłu­ma­cząc Pisma, wyka­zu­jąc, że Jezus jest obie­ca­nym Mesja­szem. Że zabi­ty zmar­twych­wstał i w Jego imię każ­dy może zyskać odpusz­cze­nie grze­chów. Jed­nak­że gdy to woła­nie nie przy­no­si­ło owo­ców, się­gnął po kolej­ne, moc­niej­sze sło­wa: wska­zał na zatwar­dzia­łość serc słu­cha­czy i tak­że ich przod­ków, któ­rzy czę­sto nie byli skłon­ni słu­chać pro­ro­ków. Ta prze­stro­ga dziś adre­so­wa­na jest do
nas. Nie tyl­ko do tych, któ­rzy żyli wów­czas
ŚRODA
Dz 8,1b–8; J 6,35–40
Sło­wo Boże: Po śmier­ci Szcze­pa­na wybu­chło wiel­kie prze­śla­do­wa­nie w Koście­le jero­zo­lim­skim. Wszy­scy, z wyjąt­kiem Apo­sto­łów, roz­pro­szy­li się po oko­li­cach Judei i Sama­rii. Szcze­pa­na zaś pocho­wa­li ludzie poboż­ni z wiel­kim żalem. A Sza­weł nisz­czył Kościół, wcho­dząc do domów, pory­wa­jąc męż­czyzn i kobie­ty i wtrą­cał do wię­zie­nia. Tra­gicz­na śmierć Szcze­pa­na była począt­kiem fali prze­śla­do­wań. Nic dziw­ne­go, że wie­lu ucie­kło z Jero­zo­li­my. Jed­nak­że ucie­ka­jąc nie zapo­mnie­li o Jezu­sie i Jego Ewan­ge­lii. Prze­ciw­nie, zabie­ra­li ją w swych ser­cach, by w nowych miej­scach jesz­cze moc­niej mówić o wszyst­kim, co sta­ło się w Jero­zo­li­mie. A moc­ni obec­no­ścią Ducha Świę­te­go doko­ny­wa­li zna­ków, któ­re rodzi­ły wia­rę w wie­lu. W ten spo­sób trud­ne doświad­cze­nie, przy­ję­te w  mądry spo­sób, sta­ło się począt­kiem wiel­kie­go dobra dla Kościo­ła. Tak dzia­ła
Pan i do tej pory.
CZWARTEK
Dz 8,26–40; J 6,44–51
Sło­wo Boże: Filip zapy­tał: „ Czy rozu­miesz, co czy­tasz?”. A tam­ten odpo­wie­dział: „Jak­żeż mogę rozu­mieć, jeśli mi nikt nie wyja­śni?”. I zapro­sił Fili­pa, aby wsiadł i spo­czął przy nim. A czy­tał ten ury­wek Pisma: „Pro­wa­dzą Go jak owcę na rzeź, i jak bara­nek, któ­ry mil­czy, gdy go strzy­gą, tak On nie otwie­ra ust swo­ich…”. Etiop­ski urzęd­nik musiał być czło­wie­kiem o sze­ro­kich hory­zon­tach myślo­wych. Się­gnął bowiem po dzie­ło z zupeł­nie obcej mu kul­tu­ry, Księ­gę Iza­ja­sza. I nic dziw­ne­go, że nie potra­fił pojąć słów pro­ro­ka. Lecz Bóg nie pozo­sta­wił go same­go w tej bez­rad­no­ści. Posłał Fili­pa, by ten wytłu­ma­czył mu sens Pisma. Etiop­czyk spo­ty­ka­jąc Fili­pa spo­tkał Kościół. W Koście­le zna­lazł wyja­śnie­nie biblij­ne­go tek­stu, w Koście­le (z rąk Fili­pa) otrzy­mał sakra­ment Chrztu. W Koście­le odna­lazł dro­gę wia­ry. Potrze­bu­je­my wciąż Kościo­ła, choć nie zawsze to odczu­wa­my.
PIĄTEK
Dz 9,1–20; J 6,52–59
Sło­wo Boże: Wte­dy Ana­niasz poszedł. Wszedł do domu, poło­żył na nie­go ręce i powie­dział: „Szaw­le, bra­cie, Pan Jezus, Ten, co uka­zał ci się na dro­dze, któ­rą sze­dłeś, przy­słał mnie, abyś przej­rzał i został napeł­nio­ny Duchem Świę­tym”. Natych­miast jak­by łuski spa­dły z jego oczu i odzy­skał wzrok, i został ochrzczo­ny. Modli­twa Ana­nia­sza przy­wró­ci­ła wzrok śle­pe­mu Paw­ło­wi. Bóg mógł bez pomo­cy kogo­kol­wiek uczy­nić cud, ale wolał posłać Ana­nia­sza, by uzdro­wić i popro­wa­dzić Paw­ła Boży­mi dro­ga­mi. Dziś Kościół, czę­sto kry­ty­ko­wa­ny i nie­do­ce­nia­ny, nadal pozo­sta­je wybra­nym narzę­dziem w ręku Boga. I trud­no z Bogiem dys­ku­to­wać, czy mogło być inne, lep­sze, sku­tecz­niej­sze roz­wią­za­nie. Jezus usta­no­wił Kościół jako narzę­dzie zba­wie­nia, a w Koście­le powo­łu­je poszcze­gól­ne oso­by, by uzdra­wiać cho­rych i pro­wa­dzić ośle­pio­nych. I to jest wiel­ka łaska tak­że nasze­go cza­su.
SOBOTA
Dz 9,31–42; J 6,55.60–69
Sło­wo Boże: Kie­dy Piotr odwie­dzał wszyst­kich, przy­szedł też do świę­tych, któ­rzy miesz­ka­li w Lid­dzie. Zna­lazł tam pew­ne­go czło­wie­ka, imie­niem Ene­asz, któ­ry był spa­ra­li­żo­wa­ny, od ośmiu lat leżał w łóż­ku. „Ene­aszu – powie­dział do nie­go Piotr – Jezus Chry­stus cię uzdra­wia, wstań i zaściel swo­je łóż­ko!”. I natych­miast wstał. Piotr gło­si Ewan­ge­lię, towa­rzy­szą temu zna­ki – tym razem jest to uzdro­wie­nie. Zna­ki, któ­re towa­rzy­szy­ły naucza­niu apo­stol­skie­mu, były moc­nym argu­men­tem ku nawró­ce­niu. Wyda­je się, że dziś rów­nież potrze­bu­je­my zna­ków potwier­dza­ją­cych moc sło­wa. Ale nie ogra­ni­czaj­my tych zna­ków do spek­ta­ku­lar­nych uzdro­wień. W rów­nym stop­niu są nimi te wszyst­kie dzia­ła­nia, któ­re przy­no­szą pokój, życz­li­wość i bez­in­te­re­sow­ność, usłuż­ność i prze­ba­cze­nie. W wie­lu sytu­acjach są lekar­stwem na bole­sne pro­ble­my. I dobrze
słu­żą gło­sze­niu Ewan­ge­lii.