Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

BOGACTWO EWANGELII ŚW. JANA (45)

SZUKACIE MNIE NIE DLA ZNAKÓW, ALE DLA CHLEBA

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Jan pamię­tał wyda­rze­nia, jakie mia­ły miej­sce przed wygło­sze­niem mowy Jezu­sa na temat Eucha­ry­stii. Cudow­ne roz­mno­że­nie chle­ba i ryb, cho­dze­nie Jezu­sa po wodzie, natych­mia­sto­we dotar­cie do brze­gu. W mowie odsła­nia wta­jem­ni­czo­nym bogac­two tego sakra­men­tu. Jest ono dostęp­ne jedy­nie dla ludzi głę­bo­ko wie­rzą­cych i odkry­wa­ją­cych miłość, jaką Jezus nas darzy. Mała wia­ra nie wystar­cza do wej­ścia w bogac­two Eucha­ry­stii. O ten brak wia­ry roz­bi­ły się rze­sze tych, któ­rzy jedli chleb i ryby, jaki­mi nakar­mił ich Jezus. Naza­jutrz lud, sto­jąc po dru­giej stro­nie jezio­ra, spo­strzegł, że poza jed­ną łodzią nie było tam żad­nej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swy­mi ucznia­mi, lecz że Jego ucznio­wie odpły­nę­li sami. Tym­cza­sem w pobli­że tego miej­sca, gdzie spo­ży­to chleb po modli­twie dzięk­czyn­nej Pana, przy­pły­nę­ły do Tybe­ria­dy inne łodzie. A kie­dy ludzie z tłu­mu zauwa­ży­li, że nie ma tam Jezu­sa, a tak­że Jego uczniów, wsie­dli do łodzi, przy­by­li do Kafar­naum i tam szu­ka­li Jezu­sa. Gdy zaś odna­leź­li Go na prze­ciw­le­głym brze­gu, rze­kli do Nie­go: „Rab­bi, kie­dy tu przy­by­łeś?”. W odpo­wie­dzi rzekł im Jezus: „Zapraw­dę, zapraw­dę, powia­dam wam: Szu­ka­cie Mnie nie dla­te­go, żeście widzie­li zna­ki, ale dla­te­go, żeście jedli chleb do syto­ści. Troszcz­cie się nie o ten pokarm, któ­ry ginie, ale o ten, któ­ry trwa na wie­ki, a któ­ry da wam Syn Czło­wie­czy; Jego to bowiem pie­czę­cią swą nazna­czył Bóg Ojciec” (J 6,22–27). Jezus jasno roz­róż­nia dwa pokar­my: jeden docze­sny, któ­rym kar­mi­my nasze cia­ła, a dru­gi kar­mią­cy na życie wiecz­ne. On został posła­ny przez Ojca Nie­bie­skie­go, aby ten pokarm podał ludziom, któ­rzy w Nie­go uwie­rzą. Zdu­mie­wa zde­cy­do­wa­na opi­nia Jezu­sa: Szu­ka­cie Mnie nie dla­te­go, żeście widzie­li zna­ki, ale dla­te­go, żeście jedli chleb do syto­ści. Rze­sza liczą­ca pięć tysię­cy męż­czyzn szu­ka­ła chle­ba, a nie Jezu­sa. Ich nasta­wie­nie było docze­sne. Chce­my mieć łatwy dostęp do dobre­go
chle­ba i świe­żej wędzo­nej ryby. Jezus był potrzeb­ny do otwar­cia takiej fir­my – i to roz­da­ją­cej ten pokarm za dar­mo. Nic wię­cej im do szczę­ścia nie było potrzeb­ne. Zamknię­ci w orbi­cie docze­sno­ści nie mie­li nawet ocho­ty myśleć o innej. Jeśli­by jesz­cze Jezus zało­żył fir­mę uzdra­wia­nia cho­rych, to te dwie fir­my, obsłu­gu­ją­ce klien­tów i pacjen­tów za dar­mo, wystar­czy­ły­by wszyst­kim na zie­mi. Jezus odsła­nia ten czy­sto docze­sny spo­sób myśle­nia, w któ­rym wszy­scy nie­wie­rzą­cy się odnaj­du­ją. Jeste­śmy świad­ka­mi takie­go myśle­nia i pró­by wymu­sze­nia na Koście­le, aby pod­jął swe dzia­nia idą­ce w tych dwu kie­run­kach: dar­mo­wy chleb dla głod­nych i moż­li­wie dar­mo­we­go lecze­nia cho­rych. Świat inte­re­su­je tyl­ko taki Kościół, jako fir­ma kon­ku­ru­ją­ca z inny­mi fir­ma­mi, bo ofia­ru­je naj­tań­sze usłu­gi. Z tym się łączą pyta­nia o zasa­dy kon­ku­ren­cji z inny­mi fir­ma­mi i o szan­sę zara­bia­nia pie­nię­dzy przy orga­ni­zo­wa­niu usług, bo roz­mno­żo­ny chleb trze­ba dostar­czyć, a cho­rych trze­ba pod­pro­wa­dzić do Jezu­sa. Tak za dostar­cze­nie poży­wie­nia, jak i za pod­wie­zie­nie cho­re­go moż­na wziąć pie­nią­dze. Jezus decy­du­je się na otwar­cie oczu, przy­naj­mniej nie­któ­rym, na orbi­tę życia wiecz­ne­go i na potrze­bę tro­ski o to życie przez spo­ży­wa­nie odpo­wied­nie­go pokar­mu, któ­ry zamie­rza im podać. To tyl­ko zapo­wiedź. Jan wie­dział, że pierw­sze poda­nie tego pokar­mu mia­ło miej­sce w Wiel­ki Czwar­tek w Wie­czer­ni­ku, a łama­nie tego świę­te­go Chle­ba dla wie­rzą­cych trwa nie­ustan­nie. Ilu jed­nak zde­cy­do­wa­ło się pod­łą­czyć orbi­tę swe­go docze­sne­go życia do tego, jakim żyje Syn Boga – to pyta­nie otwar­te i cią­gle aktu­al­ne.