Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

ARESZTOWANIE

RĘCE DO GÓRY, BO STRZELAM!

Ks. bp Bara­niak został aresz­to­wa­ny przez agen­tów komu­ni­stycz­nej bez­pie­ki w nocy z 25 na 26 wrze­śnia 1953 r i osa­dzo­ny w wię­zie­niu kar­no-śled­czym na Moko­to­wie. Sta­ło się to kil­ka godzin po zatrzy­ma­niu i wywie­zie­niu – do prze­bu­do­wa­ne­go na wię­zie­nie klasz­to­ru w Rywał­dzie k. Lidz­bar­ku War­miń­skie­go – Pry­ma­sa Pol­ski ks. kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go.

Fot. Zbio­ry ASIK Kra­ków

Tego wie­czo­ra ks. bp Bara­niak dłu­go pra­co­wał w biu­rze Sekre­ta­ria­tu (w War­sza­wie przy ul. Mio­do­wej) na dru­gim pię­trze. Po powro­cie księ­dza Pry­ma­sa z kościo­ła św. Anny ks. biskup wyszedł do ogro­du, żeby się odświe­żyć i odmó­wić Róża­niec. Zauwa­żył wte­dy prze­ska­ku­ją­cych i wdzie­ra­ją­cych się do domu rabu­siów. „Jeden z ban­dy­tów, któ­ry mnie widocz­nie obser­wo­wał, skie­ro­wał się ku mnie i z odle­gło­ści kil­ku­na­stu metrów krzyk­nął do mnie: Ręce do góry, bo strze­lam”. Po chwi­li rabu­sie, któ­rzy oka­za­li się być pra­cow­ni­ka­mi Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa, wdar­li się do domu. Kie­dy jeden z nich zbyt ener­gicz­nie zbli­żył się do Pry­ma­sa, za nogę chwy­cił go owcza­rek Baca. Ubow­cy odpro­wa­dzi­li Pry­ma­sa do miesz­ka­nia, a ks. bp. Bara­nia­ka zabra­no do biu­ra Sekre­ta­ria­tu. „Do biu­ra weszło oko­ło dzie­się­ciu ubow­ców”. Roz­po­czę­li rewi­zję. W pew­nej chwi­li bisku­pa zapro­wa­dzo­no do miesz­ka­nia Pry­ma­sa. Był świad­kiem odczy­ty­wa­nia mu aktu aresz­to­wa­nia. „Żegna­jąc się ze mną, Jego Emi­nen­cja zle­cił mi pro­wa­dze­nie Sekre­ta­ria­tu i prze­ka­zał wszyst­kie potrzeb­ne upraw­nie­nia”. Po ponow­nym zapro­wa­dze­niu do sekre­ta­ria­tu ks. bp Bara­niak – wraz z ks. Pada­czem – byli świad­ka­mi wie­lo­go­dzin­nej rewi­zji. W jej wyni­ku zabra­no 110 rze­czy oso­bi­stych (m.in. listy, notat­ni­ki etc.) nale­żą­ce do ks. bp. Bara­nia­ka, któ­re mia­ły posłu­żyć
jako dowód „prze­stęp­czej dzia­łal­no­ści: war­szaw­skiej kurii, bpa Bara­nia­ka i Pry­ma­sa”. „Od zmę­cze­nia kil­ka razy zdrzem­ną­łem się na krze­śle, ale nie cze­pia­li się mnie ani ks. Pada­cza, któ­ry tak­że czę­sto zasy­piał. Sam odmó­wi­łem kil­ka różań­ców”. Rano 26 wrze­śnia ks. bp Bara­niak wciąż znaj­do­wał się na Mio­do­wej. „Nad ranem zja­wił się jakiś ofi­cer (jeden czy dwóch) i zapro­wa­dzi­li mnie do moje­go poko­ju na pierw­szym pię­trze. Naj­pierw pogrze­ba­li w róż­nych rze­czach i papie­rach, potem odczy­tał jeden z ubow­ców posta­no­wie­nie pro­ku­ra­tu­ry woj­sko­wej, że jestem aresz­to­wa­ny, ale papier­ka mi nie dali. Kaza­li mi się ubrać. Na pyta­nie jak się ubrać, jeden z nich odrzekł: raczej cie­pło. Kie­dy mnie spro­wa­dzi­li w dół, w całym domu, na scho­dach i przy scho­dach, krę­ci­ło się peł­no ubow­ców.
Z domow­ni­ków niko­go nie doj­rza­łem. W samo­cho­dzie, któ­ry stał przed domem, kaza­li mi usiąść za szo­fe­rem; wsia­dło też dwóch ubow­ców. Krą­ży­li dość dłu­go po mie­ście, aż przy­je­cha­li w oko­li­cę pla­cu Trzech Krzy­ży w Ale­jach Ujaz­dow­skich. Przy­sta­nę­li dopie­ro
przy Mini­ster­stwie (Spraw Wewnętrz­nych) Bez­pie­czeń­stwa, na rogu ul. Koszy­ko­wej. Jeden z ubow­ców wyszedł z samo­cho­du i znik­nął w bra­mie mini­ster­stwa. Dość dłu­go nie wra­cał. Powró­cił wresz­cie i samo­chód popę­dził na uli­cę Rako­wiec­ką do bra­my wię­zie­nia, któ­ra otwar­ła się za małą chwi­lę. Dopro­wa­dzo­no mnie pro­sto do depo­zy­tu, gdzie zabra­no mi moją tecz­kę z bie­li­zną, wszyst­kie insy­gnia bisku­pie i wszyst­ko, co mia­łem w kie­sze­niach,
z różań­cem włącz­nie, oraz pie­nią­dze, któ­re ubow­cy zabra­li z moje­go poko­ju i sypial­ni. Zapro­wa­dzo­no mnie do pustej, beto­no­wej celi, w któ­rej była pry­cza, tabo­ret, dzban wody
z mied­ni­cą i kibel. Groź­nie zaskrzy­piał potęż­ny klucz w żela­znych drzwiach i wresz­cie nasta­ła cisza. Przez zakra­to­wa­ne okno i mato­we szyb­ki, z góry zaglą­dał ponu­ry pora­nek 26 wrze­śnia 1953 roku”. Była ok. 6 rano. Jesz­cze tego same­go dnia zabra­no go na prze­słu­cha­nie. To był jego pierw­szy z 825 dni spę­dzo­nych w komu­ni­stycz­nym
wię­zie­niu.