Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DZIESIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 11 – 16 VI 2018

PONIEDZIAŁEK
Dz 11,21b–26; 13,1–3; Mt 10,7–13
Wspo­mnie­nie św. Bar­na­by
Sło­wo Boże: Wysła­no do Antio­chii Bar­na­bę. Gdy on przy­był i zoba­czył dzia­ła­nie łaski Bożej, ucie­szył się i zachę­cał, aby całym ser­cem wytrwa­li przy Panu; był bowiem czło­wie­kiem dobrym i peł­nym Ducha Świę­te­go i wia­ry. Pozy­ska­no wte­dy wiel­ką rze­szę dla Pana. Udał się też do Tar­su, aby odszu­kać Paw­ła. Bar­na­ba, uczeń Chry­stu­sa to czło­wiek pełen Ducha Świę­te­go. I to jest fun­da­men­tal­ne stwier­dze­nie. Bowiem bez obec­no­ści Boże­go Ducha w ser­cu nie spo­sób być praw­dzi­wie dobrym i nie spo­sób zdo­by­wać innych dla Pana. Duch obec­ny w ludz­kim ser­cu spra­wia, że spra­wy Boże są przez nas prze­ży­wa­ne jak spra­wy wła­sne, bli­skie nasze­mu ser­cu, przez co poko­nu­je­my znie­chę­ce­nia. Duch Chry­stu­sa umoż­li­wia też odróż­nie­nie praw­dzi­we­go dobra do dobra pozor­ne­go i tyl­ko On czy­ni nasze życie owoc­nym dla Kościo­ła.
WTOREK
1 Krl 17,7–16; Mt 5,13–16
Sło­wo Boże: Eliasz powie­dział jej: „Nie bój się! Idź, zrób, jak rze­kłaś; tyl­ko naj­pierw zrób z tego mały pod­pło­myk dla mnie i przy­nieś mi! A sobie i swe­mu syno­wi zro­bisz potem. Ba tak mówi Pan, Bóg Izra­ela: Dzban mąki nie wyczer­pie się i barył­ka oli­wy nie opróż­ni się aż do dnia, w któ­rym Pan spu­ści deszcz na zie­mię”. Sytu­acja wdo­wy była dra­ma­tycz­na: był z nią syn, a ona mia­ła jedy­nie drob­ną reszt­kę mąki i oli­wy. Sły­sząc pro­po­zy­cję Elia­sza, mogła powie­dzieć: nie mogę nic dać tobie, bo sama mam zbyt mało, by wraz z synem prze­żyć kolej­ne dni. A jed­nak zaufa­ła mężo­wi Boże­mu, któ­ry żąda­jąc pokar­mu dla sie­bie nauczył ją, że w każ­dej sytu­acji nale­ży pamię­tać o Bogu, od któ­re­go pocho­dzi wszel­kie dobro. I nawet jeśli mamy nie­wie­le, to z tego nie­wie­le zawsze coś nale­ży się Stwór­cy. Żaden nie­do­sta­tek nie uspra­wie­dli­wia nasze­go skąp­stwa wobec Pana.
ŚRODA
1 Krl 18,20–39; Mt 5,17–19
Sło­wo Boże: „O Panie, niech dziś będzie wia­do­mo, że Ty jesteś Bogiem w Izra­elu, a ja, Twój słu­ga, na Twój roz­kaz to uczy­ni­łem”. A wów­czas spadł ogień od Pana z nie­ba i stra­wił żer­twę i drwa oraz kamie­nie i muł, jako też pochło­nął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i upadł na twarz, a potem rzekł: „Napraw­dę Pan jest Bogiem!”. Gdy już grzech nie­wia­ry roz­pa­no­szył się w wie­lu domach, pro­rok sta­nął wobec ludu i czte­ry­stu kapła­nów pogań­skich i naocz­nie wobec wszyst­kich wyka­zał, że tyl­ko Bóg Izra­ela jest Bogiem żywym. Dłu­ga modli­twa pro­ro­ków pogań­skich nic nie przy­nio­sła; wezwa­nie imie­nia Boże­go przez Elia­sza spra­wi­ło, że ofia­ra spło­nę­ła. A i tak to nie prze­ko­na­ło wszyst­kich. Zawzię­ta kró­lo­wa zaprzy­się­gła zemstę. Osta­tecz­nie pro­rok musiał ucie­kać. I tak jest wciąż: wobec naj­bar­dziej wia­ry­god­nych świa­dectw dzia­ła­nia Boga czło­wiek może powie­dzieć: nie.
CZWARTEK
1 Krl 18,41–46; Mt 5,20–26
Sło­wo Boże: Za siód­mym razem powie­dział: „Oto obłok mały jak dłoń czło­wie­ka pod­no­si się z morza!” Wte­dy mu roz­ka­zał: „Idź, powiedz Acha­bo­wi: «Zaprzę­gaj i odjeż­dżaj, aby cię deszcz nie zasko­czył»”. Nie­ba­wem chmu­ry oraz wiatr zaciem­ni­ły nie­bo i spa­dła ule­wa, więc Achab wsiadł na wóz i udał się do Jizre­el. Dobiegł kre­su czas poku­ty. To były dni żar­li­wej modli­twy pro­ro­ka. Wresz­cie Eliasz zapo­wie­dział koniec klę­ski, choć nic jesz­cze na to nie wska­zy­wa­ło. Słu­ga zgod­nie z pole­ce­niem wycho­dzi sie­dem razy spraw­dzać, czy poja­wi­ły się desz­czo­we chmu­ry. Sied­mio­krot­ne wypa­try­wa­nie sym­bo­li­zu­je dosko­na­łą cier­pli­wość, przez któ­rą czło­wiek potra­fi cze­kać i nie znie­chę­ca się. Jest to waż­ne, bo znie­chę­ce­nie bywa przy­czy­ną wie­lu nie­po­wo­dzeń. Umie­jęt­ność cier­pli­we­go ocze­ki­wa­nia, tak­że na odpo­wiedź ze stro­ny Boga, jest nie­odzow­na.
PIĄTEK
1 Krl 19,9a. 11–16; Mt 5,27–32
Sło­wo Boże: Po trzę­sie­niu zie­mi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagod­ne­go powie­wu. Kie­dy tyl­ko Eliasz go usły­szał, zasło­niw­szy twarz płasz­czem, wyszedł i sta­nął przy wej­ściu do gro­ty. A wte­dy roz­legł się głos mówią­cy do nie­go: „Co ty robisz, Elia­szu?” Eliasz odpo­wie­dział: „Żar­li­wo­ścią zapło­ną­łem o Pana, Boga Zastę­pów…”. Przy­by­ciu Pana na górę Horeb towa­rzy­szą nad­zwy­czaj­ne zja­wi­ska. Pro­rok jest świad­kiem gwał­tow­nej burzy, roz­wa­la­ją­cej ska­ły; odczu­wa trzę­sie­nie zie­mi, spo­strze­ga nagle ogień. Wresz­cie gdy wszyst­ko mija, poja­wia się łagod­ny powiew – tak nad­cho­dzi Pan. Wichu­ra,
trzę­sie­nie zie­mi i ogień wska­zu­ją na moc Boga. Zara­zem łagod­ny powiew uświa­da­mia,
że Bóg jest deli­kat­ny, pełen współ­czu­cia, że przy­no­si ulgę i uko­je­nie. I te dwa wymia­ry Bożej obec­no­ści trze­ba umieć odkry­wać, bo Pan jest wszech­moc­nym Stwór­cą i rozu­mie­ją­cym Ojcem.
SOBOTA
1 Krl 19,19–21; Mt 5,33–37
Sło­wo Boże: Eliasz z szedł z góry i odna­lazł Eli­ze­usza, syna Sza­fa­ta, orzą­ce­go: dwa­na­ście par wołów przed nim, a on przy dwu­na­stej. Wte­dy Eliasz, pod­szedł­szy do nie­go, zarzu­cił na nie­go swój płaszcz. Wów­czas Eli­ze­usz zosta­wił woły i pobie­gł­szy za Elia­szem, powie­dział: „Pozwól mi uca­ło­wać mego ojca i moją mat­kę, abym potem poszedł za tobą”. Sta­ry Eliasz powo­łu­je następ­cę – Eli­ze­usza. Eliasz całe życie oddał na służ­bę Panu. Jego dzie­je obfi­to­wa­ły w trud­ne, wręcz dra­ma­tycz­ne sytu­acje. Bywa­ło, że ule­gał znie­chę­ce­niu, mimo to szedł wier­nie za gło­sem Stwór­cy. Zarzu­ca­jąc sym­bo­licz­nie płaszcz na swe­go następ­cę,
poka­zu­je, że moż­na iść za Panem, o ile pozwo­li­my, by Bóg wziął nas w posia­da­nie. Rów­no­cze­śnie powo­ła­ny może mieć pew­ność, że jest bez­piecz­ny w rękach Pana. Co nie wyklu­cza trud­nych sytu­acji, bo prze­cież przez nie wzra­sta nasza wia­ra i ufność wobec Pana.