Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

JEDENASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 18–23 VI 2018

PONIEDZIAŁEK
1 Krl 21,1b–16; Mt 5,38–42
Sło­wo Boże: Achab zatem zwró­cił się do Nabo­ta, mówiąc: „Oddaj mi na wła­sność two­ją win­ni­cę, aby zosta­ła prze­ro­bio­na dla mnie na ogród warzyw­ny, gdyż ona przy­le­ga do mego domu. A ja dam ci za nią win­ni­cę lep­szą od tej, chy­ba że wyda­je ci się słusz­ne, abym ci dał pie­nią­dze jako zapła­tę za nią”. Król Achab choć był czło­wie­kiem, któ­ry dys­po­no­wał wiel­ki­mi dobra­mi, to jed­nak cią­gle pra­gnął mieć wię­cej. Win­ni­cę sąsia­da widział jako swo­ją. Gdy spo­tkał się z odmo­wą, wró­cił do domu smut­ny, roz­go­ry­czo­ny i roz­gnie­wa­ny. Żona wyko­rzy­sta­ła tę sytu­ację, by speł­nić pra­gnie­nia męża za cenę zbrod­ni. Cał­kiem natu­ral­ne i pozy­tyw­ne pra­gnie­nie roz­wi­ja­nia swo­je­go gospo­dar­stwa tym razem przy­ję­ło kształt nie­opa­no­wa­nej zachłan­no­ści i dopro­wa­dzi­ło Acha­ba do klę­ski. Czy potra­fi­my oce­nić, kie­dy jeste­śmy na dro­dze roz­wo­ju, a kie­dy ule­ga­my już tyl­ko żądzy posia­da­nia?
WTOREK
1 Krl 21,17–29; Mt 5,43–48
Sło­wo Boże: Napraw­dę nie było niko­go, kto by tak, jak Achab, zaprze­dał się, aby czy­nić to, co złe w oczach Pana. Albo­wiem do tego skło­ni­ła go jego żona, Ize­bel. Bar­dzo hanieb­nie postę­po­wał słu­żąc boż­kom (…). Kie­dy Achab usły­szał te sło­wa, roz­darł sza­ty i wło­żył wór na cia­ło oraz pościł. Kładł się też spać w worze i cho­dził powo­li. Na dro­gę nie­pra­wo­ści król wszedł pod wpły­wem nie­pra­wej mał­żon­ki. Gdy jed­nak usły­szał twar­de sło­wa pro­ro­ka, któ­ry suro­wo napo­mniał go, zapo­wia­da­jąc nie­odwo­łal­ność zbli­ża­ją­cej się kary, poszedł za gło­sem sumie­nia. Wszedł na dro­gę poku­ty. Po raz kolej­ny potwier­dza się praw­da,
że Bóg pra­gnie nawró­ce­nia każ­de­go czło­wie­ka, że zale­ży mu na dobru każ­de­go z nas i nie­ustan­nie zapra­sza na dro­gę nawró­ce­nia. Oby tak­że nasze sumie­nie zacho­wa­ło wystar­cza­ją­cą wraż­li­wość, by zawsze odna­leźć dro­gę poku­ty.
ŚRODA
2 Krl 2,1.6–14; Mt 6,1–6.16–18
Sło­wo Boże: Pod­czas gdy Eliasz i Eli­ze­usz szli i roz­ma­wia­li, oto zja­wił się wóz ogni­sty wraz z ruma­ka­mi ogni­sty­mi i roz­dzie­lił oby­dwóch: a Eliasz wśród wichru wstą­pił do nie­bios. Eli­ze­usz zaś patrzał i wołał: „Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwa­nie Izra­ela i jego jeźdź­cze”. I już go wię­cej nie ujrzał. Eli­ze­usz otrzy­mu­je płaszcz Elia­sza – tym samym sta­je się spad­ko­bier­cą pro­ro­czej misji swe­go mistrza. Stop­nio­wo przej­mu­je zada­nia tego, któ­ry wypeł­nił swe posłan­nic­two i odszedł do Boga. Bo oso­by odcho­dzą, lecz zada­nie pozo­sta­je.
W jakiś spo­sób każ­dy chrze­ści­ja­nin jest spad­ko­bier­cą swe­go nauczy­cie­la wia­ry i nosi w sobie zobo­wią­za­nie kon­ty­nu­owa­nia tej misji, dzię­ki któ­rej sam otrzy­mał dar wia­ry. Łaska wia­ry przy­cho­dzi do nas zwy­kle przez posłu­gę kon­kret­nych osób. Trze­ba tę posłu­gę wziąć na sie­bie.
CZWARTEK
Syr 48,1–14; Mt 6,7–15
Sło­wo Boże: Jak­że wsła­wio­ny jesteś, Elia­szu, przez swo­je cuda i któż się może pochwa­lić, że do cie­bie jest podob­ny? Ty ze śmier­ci wskrze­si­łeś zmar­łe­go i sło­wem Naj­wyż­sze­go wypro­wa­dzi­łeś go z otchła­ni (…). Ty na Syna­ju usły­sza­łeś naga­nę i na Hore­bie wyro­ki pomsty. Ty nama­ści­łeś kró­lów (…). Szczę­śli­wi, któ­rzy cię widzie­li. Szczę­śli­wi, któ­rzy widzie­li Elia­sza. Dla­cze­go? Bo w Elia­szu Bóg wie­lo­krot­nie oka­zał swą moc. Pro­wa­dził swych wybra­nych. Pro­rok nie­złom­nie przy­po­mi­nał o Stwór­cy i Jego pra­wach, nie bacząc, jakie z tego pły­ną dla nie­go kon­se­kwen­cje. Był nie­złom­nym świad­kiem spra­wy Bożej. Jego życie mówi­ło wszyst­kim praw­dę fun­da­men­tal­ną: Bóg jest pośród nas. Takich pro­ro­ków Pan posy­ła Kościo­ło­wi tak­że dziś. S. Fau­sty­na i ks. Michał Sopoć­ko, Jan Paweł II
i bł. Han­na Chrza­now­ska… Nie zawsze byli rozu­mia­ni za życia. Dziś już powie­my: szczę­śli­wi, któ­rzy ich widzie­li…
PIĄTEK
2 Krl 11,1–4.9–18.20a; Mt 6,19–23
Sło­wo Boże: Joja­da zawarł przy­mie­rze mię­dzy Panem a kró­lem i ludem, by byli ludem Pana, oraz mię­dzy kró­lem a ludem. Po czym cała lud­ność wyru­szy­ła do świą­ty­ni Baala i zbu­rzy­ła ją. Ołta­rze jej i posą­gi potłu­czo­no cał­ko­wi­cie, a Mat­ta­na, kapła­na Baala, zabi­to przed ołta­rza­mi. I posta­wił kapłan Joja­da straż przed świą­ty­nią Pań­ską. Trze­ba było poważ­ne­go wysił­ku, by za każ­dym razem po błę­dach nie­wia­ry czy też bał­wo­chwal­stwa odbu­do­wać żywy zwią­zek ze Stwór­cą. Trze­ba było odwa­gi, by odno­wić zła­ma­ne przy­mie­rze i znów wpro­wa­dzić je w czyn. Taką odwa­gą wyka­zał się kapłan Joja­da. Jego wal­ka jest wal­ką o Boga, o wia­rę naro­du, o zba­wie­nie. Jest sens wie­lo­krot­nie pona­wiać
ducho­we wybo­ry, powra­cać do decy­zji wcze­śniej pod­ję­tych, przy­po­mi­nać sobie o tym, co kon­sty­tu­uje nasze życie. Wszyst­ko po to, by kory­go­wać każ­de zej­ście na manow­ce.
SOBOTA
2 Krn 24,17–25; Mt 6,24–34
Sło­wo Boże: Po śmier­ci Joja­dy przy­by­li naczel­ni­cy judz­cy i odda­li pokłon kró­lo­wi. Król ich wte­dy usłu­chał. Opu­ści­li więc świą­ty­nię Pana, Boga swe­go, i zaczę­li czcić asze­ry oraz posą­gi. Wsku­tek ich winy zapło­nął gniew Boży nad Judą i nad Jero­zo­li­mą. Posłał więc Pan do nich pro­ro­ków, aby ich nawró­ci­li do Pana, oni jed­nak ich nie słu­cha­li. Bra­kło cha­ry­zma­tycz­ne­go słu­gi Pana i naród wszedł na dro­gę bał­wo­chwal­stwa. I znów kolej­ni pro­ro­cy posła­ni przez Boga wzy­wa­ją do opa­mię­ta­nia. Odstęp­stwo jest tak wiel­kie, iż napo­mi­na­ją­cy pro­rok ginie śmier­cią męczeń­ską. Dziw­ny jest Bóg, któ­ry nie wyma­zu­je z powierzch­ni zie­mi wia­ro­łom­nych, ale zno­si ich sło­wa i czy­ny. Nawet nara­ża na śmierć swe słu­gi. I wciąż liczy na nawró­ce­nie. Dla­cze­go? Bo kocha miło­ścią bez gra­nic. Bo cier­pli­wie cze­ka na nawró­ce­nie ser­ca, nawet gdy kosz­ty tego ocze­ki­wa­nia są ogrom­ne. Tyl­ko On tak potra­fi cze­kać.