Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

CZTERNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 9–14 VII 2018

PONIEDZIAŁEK
Oz 2,16.17b–18.21–22; Mt 9,18–26
Sło­wo Boże: Tak mówi Pan: „Zwa­bię oblu­bie­ni­cę i wypro­wa­dzę ją na pusty­nię, i prze­mó­wię do jej ser­ca. I tam odpo­wie Mi jak w dniu, w któ­rym wycho­dzi­ła z zie­mi egip­skiej. I sta­nie się w owym dniu – mówi Pan – że nazwie Mnie: Mąż mój, a już nie powie: Mój Baal”. Naród izra­el­ski jest jak nie­wier­na oblu­bie­ni­ca. Bóg prze­ciw­nie, jako wier­ny Oblu­bie­niec, szu­ka spo­so­bu, by jesz­cze moc­niej swą wybra­ną przy­cią­gnąć do sie­bie, by wzbu­dzić w niej wier­ną i wyłącz­ną miłość, by odwieść od zdra­dy. Czy jest na to jakaś spe­cy­ficz­nie Boska meto­da? Tak, bo Pan czy­ni to, do cze­go czło­wiek zwy­kle jest nie­zdol­ny. Stwór­ca na nowo obja­wia swą miłość i miło­sier­dzie, oka­zu­je wier­ność i spra­wie­dli­wość. Tyl­ko Bóg tak potra­fi – nie zra­ża­jąc się powta­rza­nym grze­chem, obej­mu­je nową miło­ścią.
WTOREK
Oz 8,4–7.11–13; Mt 9,32–38
Sło­wo Boże: Syno­wie Izra­ela usta­na­wia­li sobie kró­lów, lecz beze Mnie. Ksią­żąt mia­no­wa­li – też bez mojej wie­dzy. Czy­ni­li posą­gi ze sre­bra swe­go i zło­ta – na wła­sną zagła­dę. Odrzu­cam ciel­ca two­je­go, Sama­rio, gniew mój się prze­ciw nie­mu zapa­la; jak dłu­go jesz­cze nie będą mogli być wol­ni od winy syno­wie Izra­ela? Pan skar­ży się, że naród wybra­ny wybie­ra wład­ców nie licząc się z Nim. I stwier­dza, że taka sytu­acja zmie­rza wprost do zagła­dy. Powie­rza­nie wła­dzy ludziom wbrew Bożej woli nie może przy­nieść dobrych owo­ców w życiu wspól­no­to­wym. Współ­cze­sne powie­rza­nie wła­dzy ludziom, któ­rzy lek­ce­wa­żą pra­wo Boże, rów­nież nie wró­ży poszcze­gól­nym naro­dom pomyśl­nej przy­szło­ści. Doko­nu­jąc wybo­ru kon­kret­nych osób na waż­ne sta­no­wi­ska nie spo­sób nie pytać o ich moral­ną posta­wę.
ŚRODA
Prz 2,1–9; Mt 19,27–29
ŚWIĘTO ŚW. BENEDYKTA
Sło­wo Boże: Synu, jeśli przyj­miesz moje nauki i zacho­wasz u sie­bie wska­za­nia; ku mądro­ści nachy­lisz swe ucho, ku roz­trop­no­ści swe ser­ce; jeśli wezwiesz roz­są­dek, przy­wo­łasz dono­śnie roz­wa­gę, jeśli szu­kać jej poczniesz jak sre­bra… to bojaźń Pana zro­zu­miesz, osią­gniesz zna­jo­mość Boga. To praw­da dobrze zna­na: woda sto­ją­ca two­rzy powierzch­nię gład­ką i przej­rzy­stą jak lustro i wte­dy dobrze widać wszyst­ko, co jest wokół; woda wzbu­rzo­na nie pozwa­la nicze­go zoba­czyć. Mądrość, roz­trop­ność, roz­są­dek i roz­wa­ga to imio­na tej samej posta­wy ser­ca, któ­rą moż­na nazwać poko­jem. Wie­le codzien­nych spraw rodzi w nas nie­po­kój. A im więk­szy wewnętrz­ny cha­os, tym trud­niej poru­szać się w zawi­ło­ściach nasze­go świa­ta. Roz­wią­za­nie jest jed­no: jedy­nie w Bogu pokój znaj­dzie dusza czło­wie­ka.
CZWARTEK
Oz 11,1–4.8c–9; Mt 10,7–15
Sło­wo Boże: Miło­wa­łem Izra­ela, gdy jesz­cze był dziec­kiem, i syna swe­go wezwa­łem z Egip­tu. Im bar­dziej ich wzy­wa­łem, tym dalej odcho­dzi­li ode Mnie… A prze­cież Ja uczy­łem cho­dzić Efra­ima, na swe ramio­na ich bra­łem; oni zaś nie rozu­mie­li, że przy­wra­ca­łem im zdro­wie. Bóg jak wraż­li­wy ojciec pochy­la się z tro­ską nad swo­im ludem – a ten jest jak nie­mow­lę, któ­re trze­ba uczyć cho­dzić. Pan bie­rze lud na swo­je ramio­na i wpro­wa­dza w głę­bię miło­ści. Kar­mi i przy­tu­la. Jego ser­ce peł­ne jest miło­ści. A jed­nak nie spo­ty­ka zro­zu­mie­nia ze stro­ny czło­wie­ka. Prze­ciw­nie, jest wie­lo­krot­nie oskar­ża­ny. Dla­cze­go tyle zarzu­tów wobec Boga poja­wia się w cią­gu histo­rii? Prze­cież gdy­by pozna­no praw­dę o Jego miło­ści, nikt nie był­by w sta­nie wypo­wie­dzieć jed­ne­go sło­wa zarzu­tu.
PIĄTEK
Oz 14,2–10; Mt 10,16–23
Sło­wo Boże: Wróć, Izra­elu, do Pana, Boga two­je­go, upa­dłeś bowiem przez wła­sną swą winę. Zabierz­cie z sobą sło­wa i nawróć­cie się do Pana! Mów­cie do Nie­go: „Usuń cały grzech, a przyj­mij to, co dobre, zamiast ciel­ców daje­my Ci nasze war­gi. Asy­ria nie może nas zba­wić”. W sytu­acji pię­trzą­cych się trud­no­ści łatwo jest oskar­żać innych. Tym­cza­sem naj­czę­ściej nasza wina, nasza nie­wier­ność jest pierw­szą przy­czy­ną nie­szczę­ścia. O tym mówi Bóg do swe­go ludu. Roz­wią­za­nie jest jed­no: jeśli tyl­ko uzna­my nasz błąd, od razu roz­po­zna­je­my dro­gę wyj­ścia, bo sam Bóg leczy naszą nie­wier­ność. Przy­cho­dzi ze swą łaską deli­kat­nie jak rosa wie­czor­na, by sycić tak potrzeb­ną wil­go­cią łaski. Wystar­czy skru­szo­ne ser­ce, któ­re wyra­ża się w wewnętrz­nej decy­zji czło­wie­ka, uzna­ją­ce­go swą winę.
SOBOTA
Iz 6,1–8; Mt 10,24–33
Sło­wo Boże: Przy­le­ciał do mnie jeden z sera­fi­nów, trzy­ma­jąc w ręce węgiel… Dotknął nim ust moich i rzekł: „Oto dotknę­ło to two­ich warg, two­ja wina jest zma­za­na, zgła­dzo­ny twój grzech”. I usły­sza­łem głos Pana mówią­ce­go: „Kogo mam posłać? Kto by nam poszedł?”. Odpo­wie­dzia­łem: „Oto ja, poślij mnie!”. To Stwór­ca uzdal­nia poszcze­gól­ne oso­by do pra­cy w Kró­le­stwie Bożym – mówi o tym sym­bo­licz­ne oczysz­cze­nie ust pro­ro­ka przy pomo­cy żarzą­ce­go się kawał­ka węgla. Łaska spra­wia, że czło­wiek może pod­jąć posta­wio­ne mu zada­nie. Rów­no­cze­śnie Pan nicze­go nie prze­są­dza. Powo­łu­jąc
pyta: kogo mam posłać? I tyl­ko wol­na odpo­wiedź na wezwa­nie spra­wia, że Bóg powie­rza czło­wie­ko­wi misję. Oby­śmy umie­li tak gospo­da­ro­wać swą wol­no­ścią, byśmy mogli wciąż powta­rzać: Oto ja, poślij mnie.