Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

BOGACTWO EWANGELII ŚW. JANA (54)

WYBÓR JEZUSA TO DUŻE RYZYKO

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Jan Ewan­ge­li­sta sygna­li­zu­je, że atak na Jezu­sa trwał dłu­go. Świę­to Namio­tów jest obcho­dzo­ne we wrze­śniu. Apo­sto­ło­wie o tym wie­dzie­li i nie­ustan­nie musie­li się z tym liczyć. Prze­by­wa­nie przy boku Jezu­sa było dużym ryzy­kiem, o czym Jan wprost nie pisze. Sko­ro polo­wa­no na Mistrza, to i ucznio­wie byli na celow­ni­ku. Ten wymiar Ewan­ge­lii trze­ba mieć na uwa­dze, bo kto w niej widzi war­tość, przez świat nie jest mile widzia­ny. Potem Jezus obcho­dził Gali­leę. Nie chciał bowiem cho­dzić po Judei, bo Żydzi mie­li zamiar Go zabić. A zbli­ża­ło się żydow­skie Świę­to Namio­tów. Rze­kli więc Jego bra­cia do Nie­go: „Wyjdź stąd i idź do Judei, aby i ucznio­wie Twoi ujrze­li czy­ny, któ­rych doko­nu­jesz. Nikt bowiem nie doko­nu­je nicze­go w ukry­ciu, jeże­li chce się publicz­nie ujaw­nić. Sko­ro takich rze­czy doko­nu­jesz, to okaż się świa­tu!”. Bo nawet Jego bra­cia nie wie­rzy­li w Nie­go (J 7,1–5). Jezus już we wrze­śniu, przed swo­ją śmier­cią, któ­ra mia­ła miej­sce dopie­ro na wio­snę następ­ne­go roku, nie cho­dził po Judei, bo Żydzi, zwią­za­ni ze świą­ty­nią, mie­li zamiar Go zabić. W ostat­nim pół­ro­czu swe­go poby­tu na zie­mi jako miej­sce prze­po­wia­da­nia Ewan­ge­lii wybrał Gali­leę, czy­li rodzin­ną zie­mię, bo na niej czuł się bez­piecz­niej. Jan Ewan­ge­li­sta sygna­li­zu­je, że krew­ni Jezu­sa chcie­li, aby poszedł na Świę­ta Namio­tów do Jero­zo­li­my, aby przez to nagło­śnił swe orę­dzie, przede wszyst­kim by uczy­nił tam zna­ki i cuda, o któ­rych mówio­no wie­le. Zale­ża­ło im nie tyl­ko na nagło­śnie­niu imie­nia swe­go roda­ka, ale i na powięk­sze­niu licz­by uczniów Jezu­sa. Mówio­no: idź do sto­li­cy, bo tam będziesz wię­cej zna­czył niż nad Jezio­rem Gene­za­ret. Być może chcie­li, aby w ramach piel­grzym­ki razem z nimi udał się na Świę­ta. Jezus jed­nak był inne­go zda­nia. Powie­dział do nich: „Dla Mnie sto­sow­ny czas jesz­cze nie nad­szedł, ale dla was – zawsze jest do roz­po­rzą­dze­nia. Was świat nie może nie­na­wi­dzić, ale Mnie nie­na­wi­dzi, bo Ja o nim
świad­czę, że złe są jego uczyn­ki. Wy idź­cie na świę­to; Ja jesz­cze nie idę na to świę­to, bo czas mój jesz­cze się nie wypeł­nił”. To im powie­dział i pozo­stał w Gali­lei (J 7,6–9). Wola Boga jest wpi­sa­na w czas i miej­sce. Jezus wie­dział, że Ojciec Nie­bie­ski nie chciał, aby Gali­lej­czy­cy wcho­dzi­li do Jero­zo­li­my z Jezu­sem, bo mogli to zamie­nić na try­um­fal­ny pochód. Przez Ojca czas tego pocho­du był wyzna­czo­ny na ten dzień, któ­ry my nazy­wa­my Nie­dzie­lą Pal­mo­wą. Jezus w roz­mo­wie z roda­ka­mi zwra­ca im uwa­gę na czas, z jakim On się musi liczyć, bo jest to czas okre­ślo­ny przez Jego Ojca. On jest posłusz­ny Ojcu co do godzi­ny, a nawet minu­ty. Oni jesz­cze nie zosta­li wta­jem­ni­cze­ni w ten wymiar cza­su, w któ­rym żył Jezus. Ewan­ge­lia Jana posia­da inne rozu­mie­nie cza­su niż to, z jakim mamy do
czy­nie­nia spo­glą­da­jąc na zega­rek lub kalen­darz. My czas tyl­ko mie­rzy­my, a Jezus w cza­sie widział zada­nia, jakie miał wyko­nać. Na zie­mi one przez Ojca zawsze są wpi­sa­ne w czas – i nie nale­ży ich na wła­sną rękę prze­su­wać, bo wte­dy peł­ni­my swo­ją wolę, a nie Jego. Godzi­na wyzna­czo­na przez Nie­go jest pod­łą­czo­na do wiecz­no­ści i to, co czy­ni­my dokład­nie tak, jak On chce, prze­le­wa się w wiecz­ność. Wszyst­ko inne ma war­tość tyl­ko docze­sną.