Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

SZESNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 23–28 VII 2018

PONIEDZIAŁEK
Ga 2,19–20; J 15,1–8
Świę­to św. Bry­gi­dy
Sło­wo Boże: Razem z Chry­stu­sem zosta­łem przy­bi­ty do krzy­ża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chry­stus. Choć nadal pro­wa­dzę życie w cie­le, jed­nak obec­ne moje życie jest życiem wia­ry w Syna Boże­go, któ­ry umi­ło­wał mnie i same­go sie­bie wydał za mnie.
Wspo­mi­na­jąc św. Bry­gi­dę Kościół zachę­ca, byśmy popa­trzy­li na krzyż, na Chry­stu­sa przy­bi­te­go do krzy­ża – to znak ofia­ry zło­żo­nej do koń­ca. Ofia­ry abso­lut­nej, zre­ali­zo­wa­nej bez zastrze­żeń. Bez żad­nych warun­ków, bez żad­nych gra­nic. Taki jest Chry­stus – wyda­ny do koń­ca. I ten wyda­ny do koń­ca Pan żyje we mnie. Nie jest waż­ne, czy moje życie będzie
zakoń­czo­ne męczeń­stwem, czy spo­koj­ne; nazna­czo­ne cho­ro­bą czy upra­gnio­ną wital­no­ścią.
Waż­ne jest jed­no: by było odda­ne Chry­stu­so­wi.
WTOREK
Mi 7,14–15.18–20; Mt 12,46–50
Sło­wo Boże: Paś lud Twój, Panie, laską Two­ją, trzo­dę dzie­dzic­twa Twe­go, co miesz­ka samot­nie w lesie, pośród ogro­dów. Niech wypa­sa­ją Baszan i Gile­ad, jak za daw­nych cza­sów. „Jak za dni Twe­go wyj­ścia z zie­mi egip­skiej uka­żę mu dzi­wy”. Któ­ryż Bóg podob­ny Tobie, co odda­lasz nie­pra­wość… Zagu­bio­ny lud, miesz­ka­ją­cy jak­by w lesie, tęsk­ni za ogro­da­mi, za obfi­ty­mi pastwi­ska­mi Basza­nu i Gile­adu. Wspo­mi­na­jąc minio­ne cza­sy, znów jak kie­dyś ocze­ku­je widocz­nych zna­ków od Boga. Ale ci, co żyli w daw­nych cza­sach, zna­ki te czę­sto lek­ce­wa­ży­li, nie doce­nia­li ich, nie rozu­mie­li. Tym samym nie rozu­mie­li Stwór­cy. Czy my dziś mamy pra­wo pro­sić o nowe zna­ki? Sło­wa Boga nie tra­cą aktu­al­no­ści. Tam­te zna­ki są rów­nież waż­ne dla nas. Rów­no­cze­śnie Pan daje też nowe zna­ki. Pro­śmy szcze­rze, byśmy je odna­leź­li i zro­zu­mie­li.
ŚRODA
2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28
Świę­to św. Jaku­ba
Sło­wo Boże: Prze­cho­wu­je­my skarb w naczy­niach gli­nia­nych, aby z Boga była owa prze­ogrom­na moc, a nie z nas. Zewsząd zno­si­my cier­pie­nia, lecz nie pod­da­je­my się zwąt­pie­niu; żyje­my w nie­do­stat­ku, lecz nie roz­pa­cza­my; zno­si­my prze­śla­do­wa­nia, lecz nie czu­je­my się osa­mot­nie­ni, oba­la­ją nas na zie­mię, lecz nie ginie­my. Naczy­nie gli­nia­ne, mimo oczy­wi­stej kru­cho­ści, moż­na prze­zna­czyć do waż­nych zadań. Naczy­nie, choć wybra­ne, pozo­sta­je wciąż naczy­niem gli­nia­nym. Ktoś, kto został apo­sto­łem nie utra­cił swej kru­cho­ści. Czy ktoś, kto otrzy­mał poważ­ne zada­nie w Koście­le, może zapo­mnieć o swej kru­cho­ści? Tak, to się zda­rza. Lecz wów­czas koń­czy się służ­ba, zaczy­na się gra o wła­sne inte­re­sy, zwy­cię­ża już nie Chry­stus, ale ludz­ka pycha. Dla­te­go para­dok­sal­nie bło­go­sła­wio­ne są prze­śla­do­wa­nia, cier­pie­nia i nie­do­stat­ki – to przez nie kształ­tu­je się czy­stość ser­ca.
CZWARTEK
Jr 2,1–3.7–8.12–13; Mt 13,10–17
Wspo­mnie­nie św. Joachi­ma i Anny
Sło­wo Boże: Ucze­ni w Piśmie nie uzna­wa­li Mnie; paste­rze bun­to­wa­li się prze­ciw Mnie… Nie­bo, nie­chaj cię na to ogar­nie osłu­pie­nie, gro­za i wiel­kie drże­nie! – mówi Pan. Bo podwój­ne zło popeł­nił mój naród: opu­ści­li Mnie, źró­dło wody żywej, żeby wyko­pać sobie cyster­ny, cyster­ny popę­ka­ne, któ­re nie zatrzy­mu­ją wody. Zlek­ce­wa­że­nie Boga, odrzu­ce­nie Jego słów na rzecz ludz­kich idei i ludz­kich kon­cep­cji to głu­po­ta, któ­rej nie moż­na porów­nać z niczym innym. Wobec tak dra­ma­tycz­nie złe­go wybo­ru win­no osłu­pieć nie­bo i zie­mia. Bez prze­sa­dy jest to jak naj­więk­szy kata­klizm, prze­szy­wa­ją­cy cały kosmos. Tak widzi tę decy­zję czło­wie­ka Bóg. Szko­da, że sami tego nie widzi­my, nie ogar­nia­jąc skut­ków swych błę­dów. Co wię­cej, zbyt czę­sto pod­kre­śla­my, że kie­ru­je­my się wła­snym myśle­niem, co w domy­śle ozna­cza odrzu­ce­nie sło­wa Boże­go.
PIĄTEK
Jr 3,14–17; Mt 13,18–23
Sło­wo Boże: I dam wam paste­rzy według mego ser­ca, by was paśli roz­sąd­nie i roz­trop­nie. A gdy się roz­mno­ży­cie i wyda­cie licz­ne potom­stwo na zie­mi w owych dniach – mówi Pan – nikt nie będzie już mówił: Arka Przy­mie­rza Pań­skie­go! Nikt już nie będzie o niej myślał ani jej wspo­mi­nał, ani odczu­wał jej bra­ku, ani też nie uczy­ni nowej. Arka Przy­mie­rza to mate­rial­ny przed­miot. Świę­ty, bo przy­po­mi­na­ją­cy obec­ność Boga. Napraw­dę waż­ny dla Izra­ela. Ale tyl­ko przed­miot. Tym­cza­sem Bóg ocze­ku­je cze­goś wię­cej: to ser­ce ludz­kie win­no nieść obec­ność Boga dru­gie­mu ser­cu. Wia­ra rodzi się z wia­ry, życie rodzi się
z życia, a miłość z miło­ści. Dla­te­go potrzeb­ni są paste­rze według ser­ca Boże­go. Zna­ki są potrzeb­ne, prze­ma­wia­ją, sku­tecz­nie przy­wo­łu­ją Boga, ale osta­tecz­nie liczy się ludz­kie ser­ce. To na nim zale­ży Bogu.
SOBOTA
Jr 7,1–11; Mt 13,24–30
Sło­wo Boże: Kraść, zabi­jać, cudzo­ło­żyć, przy­się­gać fał­szy­wie, palić kadzi­dło Baalo­wi, cho­dzić za obcy­mi boga­mi, któ­rych nie zna­cie. A potem przy­cho­dzi­cie i sta­je­cie przede Mną w tym domu, nad któ­rym wzy­wa­no moje­go imie­nia, i mówi­cie: „Oto jeste­śmy bez­piecz­ni”… Tego nie moż­na nazwać ina­czej jak cyni­zmem – życie głę­bo­ko roz­dwo­jo­ne, nie­spój­ne. Bo moż­na czy­nić nie­pra­wość i uspra­wie­dli­wiać się wiel­ki­mi hasła­mi. Moż­na kpić, wyśmie­wać i upo­ka­rzać, a póź­niej zasła­niać się wol­no­ścią wypo­wie­dzi. Moż­na bez­względ­nie wyko­rzy­sty­wać pra­cow­ni­ka, tłu­ma­cząc: to obiek­tyw­nie trud­ne warun­ki. Ten spo­sób dzia­ła­nia nie­ste­ty czę­sto uka­zu­je pra­sa, tę dro­gę uspra­wie­dli­wia­ją wiel­cy z pierw­szych stron gazet. Posłu­gu­je się nią wie­lu w swych wypo­wie­dziach. Ale Bóg na
pew­no nie.