Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

SIEDEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 30 VII – 4 VIII 2018

PONIEDZIAŁEK
Jr 13,1–11; Mt 13,31–35
Sło­wo Boże: Oto znisz­czę pychę Judy i bez­gra­nicz­ną pychę Jero­zo­li­my. Prze­wrot­ny ten naród odma­wia posłu­szeń­stwa moim sło­wom, postę­pu­jąc według zatwar­dzia­łe­go ser­ca; uga­nia się za obcy­mi boga­mi, by im słu­żyć i odda­wać cześć – niech więc się sta­nie jak ten pas, któ­ry nie nada­je się do nicze­go. Czy jest coś, co bar­dziej ponad ludz­ką pychę sprze­ci­wia się woli Boga? Coś co czy­ni czło­wie­ka śle­pym na wła­sny los? Nie, bo pycha to korzeń wszel­kie­go zła. Tak było, tak jest. Z niej rodzi się odrzu­ce­nie Boga. Ale nie łudź­my się. Wszel­ki ludz­ki sprze­ciw wobec Boże­go pra­wa będzie miał swój kres. I wszel­ka ludz­ka pycha zosta­nie znisz­czo­na. Niech nas nie zwo­dzi powszech­ność lek­ce­wa­że­nia Bożych przy­ka­zań i wynio­słość tych, któ­rzy zapo­mnie­li o Stwór­cy. Jed­no jest pew­ne: wszel­ki czyn
pod­ję­ty wbrew woli Boga obró­ci się w nicość.
WTOREK
Jr 14,17–22; Mt 13,36–43
Sło­wo Boże: Spo­dzie­wa­li­śmy się poko­ju, ale nie ma nic dobre­go; cza­su ule­cze­nia – a tu prze­ra­że­nie! Uzna­je­my, Panie, naszą nie­go­dzi­wość, prze­wrot­ność naszych przod­ków, bo zgrze­szy­li­śmy prze­ciw Tobie. Nie odrzu­caj nas przez wzgląd na Two­je imię, od czci nie odsą­dzaj tro­nu Two­jej chwa­ły! Pamię­taj, nie zry­waj swe­go Przy­mie­rza z nami! Przy­cho­dzi chwi­la, gdy ludz­kie kal­ku­la­cje zawo­dzą. Gdy ocze­ki­wa­nia pozo­sta­ją nie­speł­nio­ne. Czę­sto wte­dy zaczy­na się powrót do Boga. I to jest szan­sa, by wejść na dro­gę wia­ry auten­tycz­nej. Wte­dy budzi się w ser­cu modli­twa skru­chy. I tak win­no pozo­stać. Nie moż­na w poko­ju ser­ca zakoń­czyć dnia, jeśli zapo­mni­my ze skru­chą pochy­lić swą gło­wę przed Stwór­cą. Nie moż­na zoba­czyć pięk­na wła­sne­go życia, jeśli nie odkry­je­my potę­gi Boże­go miło­sier­dzia. Nie ma dro­gi ducho­we­go wzro­stu, jeśli nie kar­mi­my się prze­ba­cza­ją­cą miło­ścią Pana.
ŚRODA
Jr 15,10.16–21; Mt 13,44–46
Sło­wo Boże: Jeśli się nawró­cisz, dozwo­lę, byś znów sta­nął przede Mną… Uczy­nię z cie­bie dla tego naro­du nie­zdo­by­ty mur ze spi­żu. Będą wal­czyć z tobą, lecz cię nie zwy­cię­żą, bo Ja jestem z tobą, by cię wspo­ma­gać i uwol­nić – mówi Pan. Wyba­wię cię z rąk zło­czyń­ców i uwol­nię cię z mocy gwał­tow­ni­ków. Oto pro­rok musi sta­nąć wobec całe­go naro­du, któ­ry mu zło­rze­czy. I dla­te­go wysłan­nik Boga jest bli­ski roz­pa­czy. Chciał­by mówić o dobrej przy­szło­ści, tym­cza­sem musi zapo­wia­dać nie­do­lę. Czy jest w sta­nie pod­jąć tę misję? W tej sytu­acji trze­ba Boga pro­sić o odwa­gę, by bez waha­nia prze­ciw­sta­wiać się tym, któ­rzy czy­nią zło. Bo jest obiet­ni­ca: Pan wyba­wi pra­we­go z rąk zło­czyń­ców. Nie tyle uchro­ni naszą fizycz­ność, co nie dopu­ści, byśmy zeszli na dro­gę zło­czyń­ców. I to jest naj­cen­niej­sza obro­na, bo chro­ni przed uni­ce­stwie­niem.
CZWARTEK
Jr 18,1–6; Mt 13,47–53
Sło­wo Boże: „Wstań i zejdź do domu garn­ca­rza; tam usły­szysz moje sło­wa”… Wte­dy Pan skie­ro­wał do mnie nastę­pu­ją­ce sło­wo: „Czy nie mogę postą­pić z wami, domu Izra­ela, jak ten garn­carz? – mówi Pan. Oto bowiem jak gli­na w ręku garn­ca­rza, tak jeste­ście wy, domu Izra­ela, w moim ręku”. W zdro­wiu i pomyśl­no­ści łatwo o złu­dze­nie, że sobie zawdzię­cza­my odno­szo­ne suk­ce­sy. I wte­dy moż­na zapo­mnieć o Bogu. Nato­miast w utra­pie­niu i klę­sce łatwo nam oskar­żać Boga za brak tro­ski o nasze spra­wy. Zarów­no pomyśl­ność, jak i jej brak mogą nas odda­lić od Stwór­cy. Przy­czy­ną jest ser­ce, któ­re nie rozu­mie Boga. A prze­cież Bóg jest Stwór­cą, świę­tym Garn­ca­rzem, któ­ry kie­ru­je naszym losem. Nie czy­ni tego w kon­wen­cji zaba­wy ani w posta­wie dozor­cy. Każ­dy Jego czyn wypły­wa z nie­skoń­czo­nej miło­ści. Kie­dyś pozwo­li nam zoba­czyć ją w peł­ni.
PIĄTEK
Jr 26,1–9; Mt 13,54–58
Sło­wo Boże: Stań na dzie­dziń­cu domu Pana i mów do miesz­kań­ców wszyst­kich miast judz­kich, któ­rzy przy­cho­dzą do domu Pań­skie­go oddać pokłon, wszyst­kie sło­wa, jakie pole­ci­łem ci im oznaj­mić; nie ujmuj ani sło­wa! Może posłu­cha­ją i zawró­ci każ­dy ze swej złej dro­gi, wten­czas Ja powstrzy­mam nie­szczę­ście, jakie zamy­ślam…
Bóg w pierw­szym rzę­dzie zwra­ca się do tych, któ­rzy przy­cho­dzą jesz­cze do Jego domu. Do tych, któ­rzy dziś przy­cho­dzą jesz­cze do kościo­ła. Ich obec­ność w świę­tym miej­scu nie jest bynaj­mniej gwa­ran­cją, że wszyst­ko jest w porząd­ku. Że są lep­si od innych, że są wol­ni od grze­chu. Waż­ne jest jed­no: przy­cho­dząc oka­zu­ją zain­te­re­so­wa­nie spra­wa­mi Boga i tak
stwa­rza­ją nadzie­ję, że przyj­mą głos swe­go Pana, że zro­zu­mie­ją wezwa­nie Stwór­cy, że wkro­czą na dro­gę pra­wo­ści. A to zna­czy, że odkry­ją głę­bię Boże­go miło­sier­dzia.
SOBOTA
Jr 26,11–16.24; Mt 14,1–12
Sło­wo Boże: „Czło­wiek ten zasłu­gu­je na wyrok śmier­ci, gdyż pro­ro­ko­wał prze­ciw temu mia­stu, jak sły­sze­li­śmy na wła­sne uszy”. Jere­miasz zaś rzekł: „Pan posłał mnie, bym gło­sił prze­ciw temu domo­wi i prze­ciw temu mia­stu wszyst­kie te sło­wa, któ­re sły­sze­li­ście. Teraz więc zmień­cie swo­je postę­po­wa­nie i swo­je uczyn­ki, słu­chaj­cie gło­su Pana…”. Oskar­ża­ny pro­rok ma tyl­ko jeden argu­ment na swo­ją obro­nę: posłał mnie Pan. Nic wię­cej. Widząc nawet tak moc­ny opór (łącz­nie z żąda­niem śmier­ci) musi zaufać Temu, któ­ry go posłał. Nie pierw­szy to i nie ostat­ni słu­ga Pana ska­za­ny na odrzu­ce­nie, wyszy­dze­nie, a nawet śmierć. W obli­czu bez­po­śred­nie­go zagro­że­nia pro­rok nadal pozo­sta­je gło­si­cie­lem praw­dy Bożej. Jest słu­gą Naj­wyż­sze­go i herol­dem Jego praw. Pro­śmy o łaskę pozo­sta­wa­nia rzecz­ni­ka­mi Bożych roz­wią­zań wobec ludzi, któ­rych spo­ty­ka­my na co dzień.