Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

DROGA DO NIEBA

WYCHOWANYWIERZE

Sta­szek Kost­ka pocho­dził ze śred­nio zamoż­nej szla­chec­kiej rodzi­ny. Przy­szedł na świat w grud­niu 1550 r. w dwor­ku w Rost­ko­wie koło Prza­sny­sza na Mazow­szu, w sie­dzi­bie „sta­ro­żyt­nej fami­lii” Kost­ków. Cza­sy były nie­cie­ka­we – do Pol­ski zaczę­ły docie­rać here­tyc­kie prą­dy zwią­za­ne z refor­ma­cją, ale miesz­kań­cy Rost­ko­wa pozo­sta­li wier­ni kato­lic­kiej wie­rze. Rzą­dy w Pol­sce spra­wo­wał Zyg­munt II August.
[pul­lqu­ote]
Pierw­sza lek­cja: SŁUŻBA
Sta­ni­sław szyb­ko zro­zu­miał, że nauka jest wstę­pem do świa­do­me­go podej­mo­wa­nia
służ­by Kościo­ło­wi i spo­łe­czeń­stwu. Zapi­sa­no, że uczył się, „aby podo­bać się
Bogu i ludziom (…), a w przy­szło­ści ojczyź­nie i sobie same­mu przy­nieść korzyść”.
To pierw­sza lek­cja, jaką otrzy­mu­je­my dzi­siaj od św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki.
Frag­ment Listu Epi­sko­pa­tu Pol­ski na Rok św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki 2018
[/pullquote]Ojcem Stasz­ka był kasz­te­lan zakro­czym­ski Jan Kost­ka, mat­ką Mał­go­rza­ta z Kry­skich – sio­stra woje­wo­dy mazo­wiec­kie­go oraz sław­ne­go posła. Wie­lu zresz­tą krew­nych z obu stron pia­sto­wa­ło wyso­kie sta­no­wi­ska na dwo­rach Jagiel­lo­nów i Wazów oraz w hie­rar­chii kościel­nej. Krew­ny ze stro­ny ojca – Jan Kost­ka był kasz­te­la­nem gdań­skim, a nawet – popie­ra­nym przez suł­ta­na turec­kie­go, Seli­ma – kan­dy­da­tem na kró­la pol­skie­go; Piotr Kost­ka był bisku­pem cheł­miń­skim. Chło­piec miał trzech bra­ci: o rok star­sze­go Paw­ła, a tak­że Woj­cie­cha i Miko­ła­ja oraz dwie sio­stry: Annę i dru­gą, któ­rej imie­nia nie zna­my. Tuż po Chrzcie świę­tym w koście­le w Prza­sny­szu, ówcze­snym zwy­cza­jem Sta­szek został poło­żo­ny na stop­niach ołta­rza przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem i ofia­ro­wa­ny Bogu. Wycho­wy­wał się w kato­lic­kim domu. „Rodzi­ce chcie­li, byśmy byli wycho­wa­ni w wie­rze kato­lic­kiej, zazna­jo­mie­ni z kato­lic­ki­mi dogma­ta­mi, a nie odda­wa­li się roz­ko­szom. Postę­po­wa­li z nami ostro i twar­do, napę­dza­li nas zawsze – sami jak i przez domow­ni­ków

Lipa w Rost­ko­wie, pod któ­rą według tra­dy­cji modlił się św. Sta­ni­sław Kost­ka (Fot. Wiki­me­dia Com­mons)

do wiel­kiej poboż­no­ści, skrom­no­ści, uczci­wo­ści, tak żeby nikt z oto­cze­nia, z licz­nej rów­nież służ­by, nie mógł się na nas skar­żyć o rzecz nawet naj­mniej­szą. Wszyst­kim tak jak rodzi­com wol­no było nas napo­mi­nać, wszyst­kich tak jak rodzi­ców czci­li­śmy” – tak o wycho­wa­niu i edu­ka­cji, jakie odbie­ra­li, pisał Paweł Kost­ka, brat Sta­ni­sła­wa. Sta­szek był bar­dzo poboż­ny. Nie zno­sił wul­ga­ry­zmów, nie­przy­zwo­itych dow­ci­pów. Bywa­ło, że nie stro­nią­cy od nich rówie­śni­cy wyśmie­wa­li się z nie­go i prze­śla­do­wa­li go. Ks. Skar­ga w jego żywo­cie pisał nawet o „domo­wym męczeń­stwie”. Ponoć jego ojciec Jan w cza­sie przy­jęć musiał pro­sić gości, by nie sypa­li „tłu­sty­mi żar­ta­mi”, bowiem obec­ny przy tym Sta­ni­sław może wte­dy omdleć (podob­ne histo­rie zna­leźć moż­na np. w żywo­cie współ­pa­tro­na mło­dzie­ży św.
Staw w Rost­ko­wie, nad któ­rym według tra­dy­cji św. Sta­ni­sław modląc się uci­szył żaby (Fot. Wiki­me­dia Com­mons)

Aloj­ze­go Gon­za­gi). „Kie­dy się w Sta­ni­sła­wie wła­dze umy­sło­we roz­wi­jać zaczę­ły (…) wte­dy już zda­wa­ło się, że dusza jego miło­ścią Bożą wrzą­ca, wię­cej była z nie­bia­ny złą­czo­na niź­li z ludź­mi na zie­mi”; „Nie­ska­żo­na nie­win­ność (…) i łaska Boża cecho­wa­ły wszyst­kie czy­ny jego i postęp­ki” – pisa­no z emfa­zą w daw­nych hagio­gra­fiach. Rodzi­ce – przy­wią­za­ni do kato­lic­kich war­to­ści i patrio­ty­zmu – nie chcie­li, żeby ich dzie­ci wyro­sły na próż­nia­ków, wręcz prze­ciw­nie – by żyli god­nie, jak na szlach­ci­ców przy­sta­ło, a tak­że słu­ży­li Bogu i Ojczyź­nie. W tym celu pra­gnę­li zapew­nić im jak naj­lep­szą edu­ka­cję. Nauka mia­ła być dla mło­dych Kost­ków prze­pust­ką do świa­ta peł­ne­go ziem­skiej chwa­ły – zna­czą­cych urzę­dów, dostat­nie­go życia, dobrych par­tii jeśli cho­dzi o wybór przy­szłych żon. Czy istot­nie już wte­dy w gło­wie nasto­let­nie­go Stasz­ka kieł­ko­wa­ła myśl, że nie do tego, ale „do wyż­szych rze­czy jest stwo­rzo­ny” i nie dla ziem­skich roz­ko­szy, ale dla nie­bie­skiej chwa­ły pra­gnie żyć?