Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 10–15 IX 2018

PONIEDZIAŁEK
1 Kor 5,1–8; Łk 6,6–11
Sło­wo Boże: Sły­szy się powszech­nie o roz­pu­ście mię­dzy wami, i to takiej roz­pu­ście, jaka się nie zda­rza nawet wśród pogan; mia­no­wi­cie, że ktoś żyje z żoną swe­go ojca. A wy unie­śli­ście się pychą, zamiast z ubo­le­wa­niem żądać, by usu­nię­to spo­śród was tego, któ­ry się dopu­ścił wspo­mnia­ne­go czy­nu. Apo­stoł żąda usu­nię­cia z Kościo­ła czło­wie­ka, któ­ry dopu­ścił się gor­szą­ce­go grze­chu. Czy rze­czy­wi­ście Paweł dobrze zro­zu­miał myśl Jezu­sa? Wszak miło­sier­ny Zba­wi­ciel przy­szedł do grzesz­ni­ków. To im obie­cy­wał uprzy­wi­le­jo­wa­ne miej­sce w kró­le­stwie Bożym. Jakim pra­wem Apo­stoł doma­ga się suro­wej kary dla grze­szą­ce­go? Czy nie popeł­nia błę­du? Nie. Pro­po­zy­cja Paw­ła jest dzia­ła­niem, któ­re
zmie­rza do rato­wa­nia zagu­bio­ne­go. Ten czło­wiek musi się opa­mię­tać. A Kościół winien zro­bić wszyst­ko, by mu w tym pomóc.
WTOREK
1 Kor 6,1–11; Łk 6,12–19
Sło­wo Boże: Nie łudź­cie się! Ani roz­pust­ni­cy, ani bał­wo­chwal­cy, ani cudzo­łoż­ni­cy, ani roz­wiąź­li, ani męż­czyź­ni współ­ży­ją­cy z sobą, ani zło­dzie­je, ani chci­wi, ani pija­cy, ani oszczer­cy, ani zdzier­cy nie odzie­dzi­czą kró­le­stwa Boże­go. A taki­mi byli nie­któ­rzy z was. Lecz zosta­li­ście obmy­ci, uświę­ce­ni i uspra­wie­dli­wie­ni… Ktoś ma odwa­gę jed­no­znacz­nie powie­dzieć, że ist­nie­je grzech, któ­ry rady­kal­nie oddzie­la czło­wie­ka od Chry­stu­sa. Taka posta­wa jest bło­go­sła­wień­stwem, bo chro­ni przed błę­dem, pro­wa­dzą­cym do zgu­by. Apo­stoł wymie­nia kil­ka naj­bar­dziej nie­god­nych chrze­ści­ja­ni­na czy­nów. To waż­na prze­stro­ga. Zara­zem Paweł zapew­nia, że łaska Chry­stu­sa jest moc­niej­sza niż każ­dy z tych grze­chów. Jest tyl­ko jed­no ale: trze­ba tę łaskę sku­tecz­nie przy­jąć i według niej postę­po­wać. Trze­ba uznać zło swych złych czy­nów i wejść na dro­gę, któ­rą otwie­ra łaska Pana.
ŚRODA
1 Kor 7,25–31; Łk 6,20–26
Sło­wo Boże: Nie mam naka­zu Pań­skie­go co do dzie­wic, lecz daję radę… Uwa­żam, iż przy obec­nych utra­pie­niach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla czło­wie­ka tak żyć. Jesteś zwią­za­ny z żoną? Nie usi­łuj odłą­czać się od niej. Jesteś wol­ny? Nie szu­kaj żony. Ale jeśli się oże­nisz, nie grze­szysz. Do histo­rii nale­żą dys­ku­sje o wyż­szo­ści celi­ba­tu, bądź mał­żeń­stwa. Mał­żeń­stwo i celi­bat bowiem współ­two­rzą jed­no świa­dec­two wier­nej miło­ści Boga. Bo Bóg ocze­ku­je, iż znaj­dą się ci, któ­rzy słu­żyć Mu będą w mał­żeń­stwie, bez pomniej­sza­nia wagi celi­ba­tu, i znaj­dą się wier­ni celi­ba­ta­riu­sze, któ­rzy doce­nią mał­żeń­stwo. I wię­cej: wza­jem­ne świa­dec­two wier­no­ści umac­nia tych, któ­rzy do Boga zmie­rza­ją tak róż­ny­mi dro­ga­mi, choć
w swej isto­cie jest to jed­na dro­ga – dro­ga miło­ści. Bo sens mał­żeń­stwa jak i bez­żeń­stwa pły­nie z miło­ści Boga.
CZWARTEK
1 Kor 8,1b–7.10–13; Łk 6,27–38
Sło­wo Boże: „Wie­dza” uno­si pychą, miłość zaś budu­je. Gdy­by ktoś mnie­mał, że „wie”, to jesz­cze nie wie, jak wie­dzieć nale­ży. Jeże­li zaś ktoś miłu­je Boga, ten jest rów­nież uzna­ny przez Boga. Zatem jeśli cho­dzi o spo­ży­wa­nie pokar­mów, któ­re już były zło­żo­ne boż­kom na ofia­rę, wie­my dobrze, że nie ma na świe­cie ani żad­nych boż­ków, ani żad­ne­go boga, prócz Boga jedy­ne­go… W życiu codzien­nym nasza wia­ra wyra­ża się poprzez czy­ny (są to zarów­no myśli, pra­gnie­nia, pla­ny, jak i kon­kret­ne doko­na­nia). Apo­stoł zwra­ca uwa­gę, że wia­ra inspi­ru­jąc czy­ny może przy­jąć kształt wie­dzy lub miło­ści. Jeśli to będzie kształt wie­dzy, jeste­śmy nara­że­ni na nie­bez­pie­czeń­stwo pychy. Mając bowiem świa­do­mość, że wie­my, może nawet lepiej niż inni, wpa­da­my w pułap­kę, bo wia­ra sta­je się dro­gą wła­sne­go wywyż­sze­nia. Jeśli jed­nak wia­ra przyj­mu­je kształt miło­ści, wów­czas potra­fi odczy­tać dobro bra­ta i wte­dy sta­je się pokor­ną służ­bą.
PIĄTEK
Lb 21,4b–9 lub Flp 2,6–11; J 3,13–17
ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO
Sło­wo Boże: Chry­stus Jezus, ist­nie­jąc w posta­ci Bożej, nie sko­rzy­stał ze spo­sob­no­ści, aby na rów­ni być z Bogiem, lecz ogo­ło­cił same­go sie­bie, przy­jąw­szy postać słu­gi… A w zewnętrz­nym prze­ja­wie uzna­ny za czło­wie­ka, uni­żył same­go sie­bie, staw­szy się posłusz­nym aż do śmier­ci, i to śmier­ci krzy­żo­wej. Gdy patrzy­my na krzyż z naszej per­spek­ty­wy, słusz­nie odczy­tu­je­my w nim znak nie­praw­do­po­dob­nej miło­ści i poświę­ce­nia. Gdy spo­glą­da­my z per­spek­ty­wy Jezu­sa, widzi­my znak uni­że­nia, któ­re­go mia­ry nie spo­sób zro­zu­mieć. Osta­tecz­nie krzyż two­rzy pomost. W krzy­żu Chry­stus-Miłość upodob­nił się do tego, któ­re­go uko­chał. Zanu­rzył się w otchłań grze­chu, co musia­ło napa­wać Go naj­więk­szym wstrę­tem. Dosko­na­le czy­sty zszedł w bagno grze­chu, by ura­to­wać tego, któ­ry bez­rad­nie wołał o pomoc. Oby trud Jezu­sa nie oka­zał się darem­ny.
SOBOTA
Hbr 5,7–9; J 19,25–27
Wspo­mnie­nie NMP Bole­snej
Sło­wo Boże: Chry­stus pod­czas swo­je­go życia docze­sne­go z gło­śnym woła­niem i pła­czem zano­sił gorą­ce proś­by i bła­ga­nia do Tego, któ­ry mógł Go wyba­wić od śmier­ci, i został wysłu­cha­ny dzię­ki swej ule­gło­ści. A cho­ciaż był Synem, nauczył się posłu­szeń­stwa przez to, co wycier­piał. Prze­ży­wa­jąc trud­ne chwi­le odru­cho­wo zwra­ca­my się do kogoś, kto może ulżyć nasze­mu cier­pie­niu. Podob­nie zwra­ca­my się do Boga w modli­twie – szu­ka­my wyba­wie­nia. Tym­cza­sem Jezus-czło­wiek modli się, bła­ga­jąc Ojca nie o wyba­wie­nie od śmier­ci. Modli się, by móc w dosko­na­łym posłu­szeń­stwie speł­nić zamiar Ojca. Rów­nież my przez modli­twę uzy­sku­je­my zdol­ność pod­ję­cia zadań, tak­że tych naj­trud­niej­szych. Tam cię­żar życio­wych doświad­czeń przy­gnia­ta czło­wie­ka, gdzie nie dosta­je modli­twy, bo nie
dosta­je wia­ry.