Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY PIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 24 – 29 IX 2018

PONIEDZIAŁEK
Prz 3,27–35; Łk 8,16–18
Sło­wo Boże: Nie zazdrość gwał­tow­ni­ko­wi, nie skła­niaj się ku jego dro­gom. Bo Pan się brzy­dzi prze­wrot­nym, a z wier­ny­mi obcu­je przy­jaź­nie. Prze­kleń­stwo Pana na domu bez­boż­nych, On bło­go­sła­wi miesz­ka­nie pra­wych. On się naśmie­wa z szy­der­ców, a pokor­nym udzie­la swej łaski. Mądrzy dostą­pią chwa­ły, udzia­łem głu­pich jest hań­ba. To odwiecz­na poku­sa ludzi, któ­rzy podej­mu­jąc wysi­łek życia pra­we­go – doświad­cza­ją nie­po­wo­dzeń: czy nie zre­zy­gno­wać z tego wysił­ku? Czy war­to się męczyć, sko­ro inni nie przej­mu­ją się sło­wem Boga (przy­ka­za­nia­mi) i żyją cał­kiem nie­źle? Myśląc w ten spo­sób popeł­nia­my błąd – przy­wią­za­ni do doraź­ne­go suk­ce­su, zapo­mi­na­my, że nasze życie prze­bie­ga w per­spek­ty­wie dłuż­szej niż chwi­lo­wa korzyść. Żyje­my z myślą o wiecz­no­ści. Dla­te­go korzy­ści osią­ga­ne poprzez nie­pra­we czy­ny nie mają żad­nej war­to­ści. Są zna­kiem głu­po­ty.
WTOREK
Prz 21,1–6.10–13; Łk 8,19–21
Sło­wo Boże: Prze­strze­ga­nie pra­wa i spra­wie­dli­wo­ści lep­sze dla Pana niż krwa­wa ofia­ra. Wynio­słe oczy i har­de ser­ce – ta lam­pa występ­nych jest grze­chem. Zamia­ry pra­co­wi­te­go pro­wa­dzą do zysku, a wszyst­kich spie­szą­cych się – do stra­ty. Naby­wa­nie skar­bów języ­kiem kłam­li­wym to słab­ną­cy oddech szu­ka­ją­cych śmier­ci. Trze­ba dotknąć głę­bi swe­go ser­ca, to zna­czy odkryć przede wszyst­kim przed samym sobą naj­głęb­sze moty­wy swych dzia­łań. Pan zna je dobrze. To czę­sto my sami ukry­wa­my je przed inny­mi i rów­nie czę­sto przed samym sobą. Pan mówi dziś jasno: wynio­słość i pycha są wiel­ką ciem­no­ścią ludz­kie­go ser­ca. W oczach obser­wa­to­rów czy­ny nasze mogą być pięk­ne, ale jeśli za nimi kry­je się wynio­słość, pozba­wio­ne są wszel­kiej war­to­ści. Jeśli osią­ga­my suk­ces ule­ga­jąc poku­sie nie­uczci­wo­ści, spro­wa­dza­my na sie­bie śmierć. To moc­ne sło­wa.
ŚRODA
Prz 30,5–9; Łk 9,1–6
Sło­wo Boże: Pro­szę Cię o dwie rze­czy, nie odma­wiaj mi, nim umrę: Kłam­stwo i fałsz oddal ode mnie, nie dawaj mi bogac­twa ni nędzy, żyw mnie chle­bem nie­zbęd­nym, bym syty, nie stał się nie­wier­ny i nie rzekł: „A któż to jest Pan?” lub z bie­dy nie zaczął kraść i nie tar­gnął się na imię nasze­go Boga. Oto prak­tycz­na, nasy­co­na głę­bo­kim roz­sąd­kiem, mądrość natchnio­ne­go auto­ra, któ­ry pro­si, by Bóg pro­wa­dził go dro­gą umiar­ko­wa­nia. Przez pie­lę­gno­wa­nie cno­ty umia­ru zdo­by­wa­my tak potrzeb­ną zdol­ność zwal­cza­nia pokus rodzą­cych się wów­czas, gdy cze­goś mamy nad­miar lub nie­do­bór. Ileż mądro­ści ducho­wej jest w proś­bie, by nie mieć za dużo, i ile reali­zmu w bła­ga­niu, by nie znisz­czył nas bole­sny brak tego, co koniecz­ne do życia. Cno­ta umia­ru – czy zna­my jej war­tość w życiu codzien­nym?
CZWARTEK
Koh 1,2–11; Łk 9,7–9
Sło­wo Boże: Mar­ność nad mar­no­ścia­mi powia­da Kohe­let, mar­ność nad mar­no­ścia­mi  – wszyst­ko jest mar­no­ścią. Cóż przyj­dzie czło­wie­ko­wi z całe­go tru­du, jaki zada­je sobie pod słoń­cem? Poko­le­nie przy­cho­dzi i odcho­dzi, a zie­mia trwa po wszyst­kie cza­sy… Każ­de mówie­nie jest wysił­kiem: nie zdo­ła czło­wiek wyra­zić wszyst­kie­go sło­wa­mi. Dość pesy­mi­stycz­nie brzmią tezy sta­ro­żyt­ne­go mędr­ca Kohe­le­ta. Obser­wu­jąc powszech­ną zmien­ność rze­czy, docho­dzi do wnio­sku, że wszyst­ko jest mar­no­ścią. Czy moż­na się z tym zgo­dzić? Czy nie jest to pesy­mizm zatru­wa­ją­cy pięk­no i radość życia? Bynaj­mniej. Jeste­śmy pew­ni, że każ­da rzecz stwo­rzo­na przez Boga ma swo­ją war­tość, tzn. wła­ści­we sobie dobro. Jest rze­czą czło­wie­ka roz­sąd­nie odkry­wać owo dobro i nie prze­ce­niać
tego, co ulot­ne, rów­no­cze­śnie nie pomi­jać tego, co wiecz­ne.
PIĄTEK
Koh 3,1–11; Łk 9,18–22
Sło­wo Boże: Wszyst­ko ma swój czas… Jest czas rodze­nia i czas umie­ra­nia, czas sadze­nia i czas wyry­wa­nia tego, co zasa­dzo­no, czas zabi­ja­nia i czas lecze­nia, czas burze­nia i czas budo­wa­nia, czas pła­czu i czas śmie­chu, czas zawo­dze­nia i czas plą­sów… Nie poj­mie czło­wiek dzieł, jakich Bóg doko­nu­je od począt­ku aż do koń­ca. Kohe­let obser­wu­jąc oto­cze­nie zauwa­ża rzecz pro­stą i pod­sta­wo­wą zara­zem: czas pły­nie nie­ubła­ga­nie. W nie­ustan­nej zmien­no­ści nastę­pu­ją po sobie kolej­ne zda­rze­nia. Prze­ciw­staw­ne pro­ce­sy two­rzą mozai­kę, całość, któ­rej pozo­sta­je tajem­ni­cą. To pro­wa­dzi do osta­tecz­ne­go wnio­sku: czło­wiek nie jest w sta­nie zro­zu­mieć tego, co dzie­je się wokół. Dziś może­my ulec złu­dze­niu, że wszyst­ko moż­na wyja­śnić. Dobrze, że Kohe­let przy­po­mi­na, że nigdy do koń­ca nie zro­zu­mie­my dzieł pro­wa­dzo­nych przez Boga. To uczy pro­stej poko­ry.
SOBOTA
Ap 12,7–12a; J 1,47–51
ŚWIĘTO ŚW.ŚW. ARCHANIOŁÓW MICHAŁA, GABRIELA I RAFAŁA
Sło­wo Boże: I wystą­pił do wal­ki Smok i jego anio­ło­wie (…) I został strą­co­ny wiel­ki Smok, wąż sta­ro­daw­ny, któ­ry zwie się dia­beł i sza­tan, zwo­dzą­cy całą zamiesz­ka­łą zie­mię, został strą­co­ny na zie­mię, a z nim strą­ce­ni zosta­li jego anio­ło­wie. To zna­mien­ne: potra­fi­my moc­no uwa­żać, by nikt nie oszu­kał nas w spra­wach mate­rial­nych. Spraw­dza­my wyda­ne w kasie pie­nią­dze, prze­glą­da­my kupio­ny samo­chód. Odczy­tu­je­my datę waż­no­ści pro­duk­tów spo­żyw­czych. Lecz nie­jed­no­krot­nie bra­ku­je nam wystar­cza­ją­cej uwa­gi, gdy przyj­mu­je­my pod­sy­ła­ne nam myśli i idee. A to prze­cież dzie­je się każ­de­go dnia. Ileż z tego, co sły­szy­my, to myśli zatru­te. Budzą w nas złe emo­cje, dzie­lą, odwra­ca­ją uwa­gę od rze­czy naj­waż­niej­szych. Tak zawsze dzia­ła zwo­dzi­ciel.