Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 1–6 X 2018

PONIEDZIAŁEK
Hi 1,6–22; Łk 9,46–50
Sło­wo Boże: Hiob wstał, roz­darł swe sza­ty, ogo­lił gło­wę, upadł na zie­mię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wysze­dłem z łona mat­ki i nagi tam wró­cę. Pan dał i zabrał Pan. Niech będzie imię Pań­skie bło­go­sła­wio­ne!”. W tym wszyst­kim Hiob nie zgrze­szył i nie przy­pi­sał Bogu nie­pra­wo­ści. Utra­ta dorob­ku życia, śmierć dzie­ci, cho­ro­ba, opusz­cze­nie i nie­zro­zu­mie­nie ze stro­ny naj­bliż­szych. Wte­dy muszą dojść do gło­su naj­wyż­sze emo­cje: wzbu­rze­nie, bunt, złość, żal… Ale też może być ina­czej. Złe emo­cje wca­le nie muszą opa­no­wać ludz­kie­go ser­ca. Hiob, wypeł­nio­ny bólem, zacho­wu­je świa­tło wia­ry na tyle moc­ne, że wcho­dzi na dro­gę ufnej modli­twy: „Niech imię Pana będzie bło­go­sła­wio­ne”. Wia­ra może być świa­tłem dla ludz­kie­go umy­słu i ludz­kich czy­nów w każ­dej chwi­li, tak­że gdy przy­cho­dzi naj­więk­szy
ból. Ina­czej sta­je się mar­twa.
WTOREK
Wj 23,20–23; Mt 18,1–5.10
Wspo­mnie­nie św. Anio­łów Stró­żów
Sło­wo Boże: Oto Ja posy­łam anio­ła przed tobą, aby cię strzegł w cza­sie two­jej dro­gi i dopro­wa­dził cię do miej­sca, któ­re ci wyzna­czy­łem. Sza­nuj go i bądź uważ­ny na jego sło­wa. Nie sprze­ci­wiaj mu się w niczym, gdyż nie prze­ba­czy waszych prze­wi­nień, bo imię moje jest w nim. Sło­wa te skie­ro­wał Pan do swe­go ludu. Zara­zem sło­wa te adre­so­wa­ne są do każ­de­go z nas. Zmie­rza­my tam, gdzie Pan nas ocze­ku­je na koń­cu naszej wędrów­ki
przez zie­mię. Byśmy doszli do wyzna­czo­ne­go miej­sca, Bóg posy­ła anio­ła. Ta ducho­wa oso­ba nie­sie w sobie imię Boga, to zna­czy przy­no­si nam obec­ność Stwór­cy. Jeśli anioł mówi – to mówi w imie­niu Pana; jeśli ostrze­ga i napo­mi­na – to tak­że
w imie­niu Pana. Osta­tecz­nie cały wysi­łek anio­ła zmie­rza do jed­ne­go: byśmy żyli
według sło­wa Boże­go.
ŚRODA
Hi 9,1–12.14–16; Łk 9,57–62
Sło­wo Boże: Jak czło­wiek może być przed Bogiem pra­wy? Gdy­by się ktoś z Nim pra­wo­wał, nie odpo­wie raz jeden na tysiąc. Umy­słem mądry, a potęż­ny mocą. Oto prze­cho­dzi, ale Go nie widzę, mija, ale Go nie dostrze­gam. Pory­wa – któż Mu zabro­ni? Kto Mu powie: „Co czy­nisz? Jak­że ja zdo­łam z Nim mówić?”. Hiob po bole­snych doświad­cze­niach, po dłu­gich roz­mo­wach z przy­ja­ciół­mi, gdy minął czas dra­ma­tycz­nych pytań i zagu­bie­nia (bo tak trud­no było zna­leźć wła­ści­wą odpo­wiedź), docho­dzi do fun­da­men­tal­ne­go punk­tu – jest nim medy­ta­cja o tym, co zna­czy, że Bóg jest Stwór­cą, i co zna­czy, że czło­wiek jest stwo­rze­niem. Roz­wa­ża­nie tych prawd nie jest łatwe, ale
koniecz­ne, by doce­nić ogrom Bożej łaski. By zauwa­żyć i uznać cał­ko­wi­tą zależ­ność
od Stwór­cy. By po pro­stu pozwo­lić Bogu być Stwór­cą w moim wła­snym życiu.
CZWARTEK
Hi 19,21–27; Łk 10,1–12
Sło­wo Boże: Oby moje sło­wa zosta­ły spi­sa­ne, oby w księ­dze utrwa­lo­ne! Żela­znym ryl­cem i oło­wiem na ska­le wyry­te na wie­ki! Lecz ja wiem: Wybaw­ca mój żyje i jako ostat­ni sta­nie na zie­mi. Potem me szcząt­ki skó­rą przy­odzie­je i cia­łem swym Boga zoba­czę. To wła­śnie ja Go zoba­czę, moje oczy ujrzą, nie kto inny. Przy­cho­dzi taka chwi­la w życiu czło­wie­ka,
gdy poja­wia się pew­ność odkry­cia spraw wyjąt­ko­wych. Nie jest to pew­ność mło­dzień­cze­go zachwy­tu i bez­myśl­ne­go upo­ru. Nie jest to pew­ność powsta­ją­ca z pychy i lek­ce­wa­że­nia innych. Ta pew­ność rodzi się z poko­ry, jest pięk­nym zna­kiem odnie­sio­ne­go zwy­cię­stwa, któ­rym jest poko­na­nie kry­zy­su ducho­we­go. To wów­czas zysku­je się jasność widze­nia
rze­czy naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych. I w sło­wach naj­prost­szych moż­na powie­dzieć
cał­kiem zwy­czaj­nie: wiem, mój Pan żyje i ja Mu ufam.
PIĄTEK
Hi 38,1.12–21;40,3–5; Łk 10,13–16
Sło­wo Boże: Z wichru Pan zwró­cił się do Hio­ba i rzekł: „Czy dotar­łeś do źró­deł
morza? Czy dosze­dłeś do dna Otchła­ni? Czy wska­za­no ci bra­my śmier­ci?…”. A Hiob odpo­wie­dział Panu: „Jam mały, cóż Ci odpo­wiem? Rękę poło­żę na ustach. Raz prze­mó­wi­łem i nie odpo­wiem, i dru­gi raz, a nicze­go nie dodam”. Moż­na spie­rać się Bogiem, moż­na pytać o przy­czy­nę wszyst­kich spraw dzie­ją­cych się na zie­mi, moż­na szu­kać. A nawet błą­dzić. Mamy ponie­kąd pra­wo do tego. Ale nie wol­no rzu­ca­ny­mi pyta­nia­mi i wąt­pli­wo­ścia­mi stwo­rzyć takiej wrza­wy, pośród któ­rej nie będzie­my zdol­ni usły­szeć gło­su
Boga. Potrzeb­na jest cisza. Bo Pan odpo­wia­da, a Jego głos docho­dzi nas zwy­kle w głę­bi ser­ca. Wobec Bożych zamy­słów wyczer­pu­ją się moż­li­wo­ści ludz­kie­go umy­słu. Nie­po­ję­ty odsła­nia się jako nie­po­ję­ty. I wte­dy nale­ży pochy­lić przed Nim gło­wę.
SOBOTA
Hi 42,1–3.5–6.12–17; Łk 10,17–24
Sło­wo Boże: Wiem, że Ty wszyst­ko możesz, co zamy­ślasz, potra­fisz uczy­nić. Kto przy­sło­ni plan nie­ro­zum­nie? O rze­czach wznio­słych mówi­łem. To zbyt cudow­ne. Ja nie rozu­miem. Dotąd Cię zna­łem ze sły­sze­nia, teraz ujrza­ło Cię moje oko, dla­te­go odwo­łu­ję, co powie­dzia­łem, kajam się w pro­chu i w popie­le. Wie­lu wie­rzy, bo im o Bogu mówio­no. I nie ma w tym nic nie­wła­ści­we­go, bo wia­ra rodzi się ze słu­cha­nia. I w wie­lu sytu­acjach to wystar­cza. Ale przy­cho­dzą takie wyzwa­nia, takie doświad­cze­nia, że aby wie­rzyć trze­ba zro­bić krok dalej. Potrzeb­ne jest nie­mal nama­cal­ne dotknię­cie Stwór­cy. Nie powsta­je to jed­nak mocą ludz­kiej woli. Jedy­nie pokor­nym ser­com Pan daje doświad­cze­nia, któ­re są jak potęż­ny błysk nowe­go świa­tła. Z ciem­no­ści wyła­nia się świat, spo­strze­ga­my nową dro­gę, otrzy­mu­je­my nie­zna­ną wcze­śniej pew­ność.