Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

SŁOWA ŻYCIA

NIEDZIELA: JR 31,7–9; HBR 5,1–6; MK 10,46–52

UZDROWIENIE NIEWIDOMEGO Z JERYCHA
Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.
Rozważanie
Żebrak Bartymeusz nie dość, że żył w nędzy, to jeszcze był niewidomy. A może właśnie z powodu tego kalectwa skazany był na żebranie? Ważne jest jednak co innego. Gdy usłyszał, że nadchodzi Jezus, głośno wołał o pomoc. A gdy inni naciskali, by nie robił zamieszania, krzyczał jeszcze głośniej. Tak, bo mocno dokuczało mu kalectwo. I tylko on czuł bezmiar i uciążliwość cierpienia, w którym był pogrążony. Gdy Jezus się zatrzymał, z prostotą poprosił: chcę widzieć. I stało się. Pan przywrócił mu wzrok. Po raz pierwszy zobaczył świat wokół siebie. Zaczął wreszcie rozumieć, o czym wielu wcześniej do niego mówiło. Wydaje się nam, że wszystko dobrze widzimy. I rozumiemy. Czy trzeba czegoś więcej? Ktoś zauważył, że prorok to człowiek, który nie tyle sięga w przyszłość, ile dobrze, to znaczy po Bożemu, rozumie rzeczywistość dnia dzisiejszego. Czy nie powinniśmy wciąż prosić Pana, byśmy lepiej – w świetle wiary – widzieli i rozumieli nasze dziś?

(rs)