Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

SŁUŻBA NAJWAŻNIEJSZĄ DROGĄ PROWADZĄCĄ DO NIEBA

Kate­che­za Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­na przed modli­twą Anioł Pań­ski na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 21 paź­dzier­ni­ka br.

Fot. L’Osservatore Roma­no

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
Dzi­siej­sza Ewan­ge­lia (por. Mk 10,35–45) opi­su­je Jezu­sa, któ­ry po raz kolej­ny z wiel­ką cier­pli­wo­ścią sta­ra się spro­sto­wać błę­dy swo­ich uczniów, nawra­ca­jąc ich z men­tal­no­ści świa­ta na Bożą men­tal­ność. Oka­zję stwa­rza­ją Jemu bra­cia Jakub i Jan, dwaj z pierw­szych, któ­rych Jezus spo­tkał i któ­rych powo­łał, aby poszli za Nim. Prze­szli już z Nim dłu­gą dro­gę i nale­żą do gru­py Dwu­na­stu Apo­sto­łów. Zatem będąc w dro­dze do Jero­zo­li­my, gdzie ucznio­wie z nie­cier­pli­wo­ścią ocze­ku­ją, że Jezus, z oka­zji świę­ta Pas­chy, wresz­cie usta­no­wi Kró­le­stwo Boże, bra­cia zdo­by­li się na odwa­gę i skie­ro­wa­li do Mistrza swą proś­bę: „Daj nam, żeby­śmy w Two­jej chwa­le sie­dzie­li jeden po pra­wej, a dru­gi po lewej Twej stro­nie” (w. 37). Jezus wie, że Jaku­ba i Jana oży­wia wiel­ki entu­zja­zmem dla Nie­go i dla spra­wy Kró­le­stwa, ale wie tak­że, iż ich ocze­ki­wa­nia i ich gor­li­wość są ska­la­ne duchem tego świa­ta. Dla­te­go odpo­wia­da: „Nie wie­cie, o co pro­si­cie” (w. 38). I pod­czas gdy oni mówi­li o „tro­nach chwa­ły”, na któ­rych zasią­dą obok Chry­stu­sa Kró­la, On mówi o „kie­li­chu”, któ­ry trze­ba wypić, o „chrzcie”, któ­ry trze­ba przy­jąć, to zna­czy swo­jej męce i śmier­ci. Jakub i Jan, sta­le dążąc do ocze­ki­wa­ne­go przy­wi­le­ju, mówią z zapa­łem: tak, „może­my”! Ale nawet tutaj nie zda­ją sobie spra­wy z tego, co mówią. Jezus zapo­wia­da, że Jego kie­lich będą pili i przyj­mą Jego chrzest, to zna­czy, że oni tak­że, podob­nie jak inni Apo­sto­ło­wie, będą mie­li udział w Jego krzy­żu, gdy nadej­dzie ich czas. Jed­nak – kon­klu­du­je Jezus – „Nie do Mnie nale­ży dać miej­sce po mojej stro­nie pra­wej lub lewej, ale dosta­nie się ono tym, dla któ­rych zosta­ło przy­go­to­wa­ne” (w. 40). Jak­by chciał powie­dzieć: teraz idź­cie za Mną i naucz­cie się dro­gi miło­ści „przy­no­szą­cej stra­tę”, a Ojciec nie­bie­ski pomy­śli o nagro­dzie. Dro­ga miło­ści zawsze „przy­no­si stra­tę”, bo miło­wa­nie
ozna­cza porzu­ce­nie ego­izmu, zamknię­cia w sobie, aby słu­żyć innym. Jezus następ­nie uświa­da­mia sobie, że pozo­sta­li Apo­sto­ło­wie złosz­czą się na Jaku­ba i Jana, udo­wad­nia­jąc tym samym, że mają tę samą men­tal­ność świa­to­wą. I to Go inspi­ru­je do wykła­du, któ­ry odno­si się do chrze­ści­jan wszyst­kich cza­sów, tak­że i nas. Mówi: „Wie­cie, że ci, któ­rzy ucho­dzą za wład­ców naro­dów, uci­ska­ją je, a ich wiel­cy dają im odczuć swą wła­dzę. Nie tak
będzie mię­dzy wami. Lecz kto by mię­dzy wami chciał się stać wiel­kim, niech będzie słu­gą waszym” (w. 42–43). To regu­ła życia chrze­ści­jań­skie­go. Prze­sła­nie Nauczy­cie­la jest jasne: pod­czas gdy wiel­cy tej zie­mi będą budo­wa­li „tro­ny” dla swo­jej wła­dzy, to Bóg wybie­ra nie­wy­god­ny tron, krzyż, z któ­re­go trze­ba pano­wać odda­jąc swo­je życie: Jezus mówi: „Syn Czło­wie­czy nie przy­szedł, aby Mu słu­żo­no, lecz żeby słu­żyć i dać swo­je życie jako okup za wie­lu” (w. 45). Dro­ga służ­by jest naj­sku­tecz­niej­szym anti­do­tum na cho­ro­bę poszu­ki­wa­nia pierw­szych miejsc, to lekar­stwo dla karie­ro­wi­czów, tego poszu­ki­wa­nia pierw­szych miejsc, któ­re zara­ża wie­le ludz­kich sytu­acji i nie oszczę­dza rów­nież chrze­ści­jan, ludu Boże­go, nawet hie­rar­chii Kościo­ła. Stąd, jako ucznio­wie Chry­stu­sa, przyj­mij­my tę Ewan­ge­lię jako wezwa­nie do nawró­ce­nia, do świad­cze­nia z odwa­gą i hoj­no­ścią Kościo­ła, któ­ry pochy­la się do stóp ostat­nich, aby im słu­żyć z miło­ścią i pro­sto­tą. Niech Naj­święt­sza Mary­ja Pan­na, któ­ra w peł­ni i pokor­nie była posłusz­na woli Bożej, poma­ga nam w rado­snym naśla­do­wa­niu Jezu­sa na dro­dze służ­by, naj­waż­niej­szej dro­dze pro­wa­dzą­cej do Nie­ba.