Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DRUGI TYDZIEŃ ADWENTU 10–15 XII 2014

PONIEDZIAŁEK
Iz 35,1–10; Łk 5,17–26
Sło­wo Boże: Wte­dy przej­rzą oczy nie­wi­do­mych i uszy głu­chych się otwo­rzą. Wte­dy chro­my wysko­czy jak jeleń i język nie­mych weso­ło wykrzyk­nie. Bo try­sną zdro­je wód na pusty­ni i stru­mie­nie na ste­pie; spie­czo­na zie­mia zmie­ni się w poje­zie­rze, spra­gnio­ny kraj w kry­ni­ce wód; a bady­le w kry­jów­kach, gdzie lega­ły sza­ka­le – w trzci­nę i sito­wie. Pro­rok mówi o cza­sach mesjań­skich. Mówi tak­że o cza­sach osta­tecz­nych. Fun­da­men­tal­ną cechą tego cza­su będzie odrzu­ce­nie wszel­kich nie­do­sko­na­ło­ści, bra­ków czy ułom­no­ści. Wszyst­ko, co ska­żo­ne jest jakimś defi­cy­tem, odzy­ska pięk­ny, peł­ny, dosko­na­ły kształt. Każ­da ułom­ność mówi o życiu, któ­re nazna­czo­ne jest nie­peł­no­ścią. Zatem dosko­na­łość to peł­nia życia. To tak­że dosko­na­ła har­mo­nia wszel­kich istot żywych, któ­re już nie będą dla sie­bie wza­jem­nym zagro­że­niem. To owoc miło­ści. Po czę­ści widocz­ny już dziś. W peł­ni kie­dyś.
WTOREK
Iz 40,1–11; Mt 18,12–14
Sło­wo Boże: Pod­nieś głos, nie bój się! Powiedz mia­stom judz­kim: „Oto Pan, Bóg, przy­cho­dzi z mocą i ramię Jego dzier­ży wła­dzę. Oto Jego nagro­da z Nim i przed Nim Jego zapła­ta. Podob­nie jak pasterz pasie On swą trzo­dę, gro­ma­dzi ją swo­im ramie­niem, jagnię­ta nosi na swej pier­si, owce kar­mią­ce pro­wa­dzi łagod­nie”. Choć wciąż poja­wia­ją się oskar­że­nia suge­ru­ją­ce obo­jęt­ność Boga wobec losów cier­pią­cych ludzi, to jed­nak my wie­rzy­my w Boga, któ­ry nie jest zdy­stan­so­wa­nym widzem, obser­wu­ją­cym nasze losy. Jest Bogiem dzia­ła­ją­cym, nie­ustan­nie czyn­nym. Roz­po­znaw­czym zna­kiem Jego aktyw­no­ści jest głę­bo­ka i ser­decz­na tro­ska o czło­wie­ka. Wła­da­ją­cy Bóg to dobry pasterz. Pełen czu­ło­ści pochy­la się nad jagnię­ta­mi, ze zro­zu­mie­niem trak­tu­je kar­mią­ce. Jeśli tego doświad­cza­my, win­ni­śmy o tym wołać na cały głos, by nikt nie oskar­żał Boga o obo­jęt­ność.
ŚRODA
Iz 40,25–31; Mt 11,28–30
Sło­wo Boże: Pan – to Bóg wiecz­ny, Stwór­ca krań­ców zie­mi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest nie­zgłę­bio­na. On daje siłę zmę­czo­ne­mu i pomna­ża moc bez­sil­ne­go. Chłop­cy się męczą i nużą, chwie­ją się słab­nąc mło­dzień­cy, lecz ci, co zaufa­li Panu, odzy­sku­ją siły, otrzy­mu­ją skrzy­dła jak orły; bie­gną bez zmę­cze­nia. Czy potra­fi­my posta­wić pyta­nie: jaki jest nasz Bóg? Odkryj­my, że wie­rzy­my w Boga, któ­ry jest naszym wspo­mo­ży­cie­lem. Któ­ry spo­strze­ga zmę­cze­nie czło­wie­ka i przy­by­wa, by dodać sił. Jego pomoc poja­wia się w naj­lep­szym cza­sie i w naj­sku­tecz­niej­szej posta­ci. Nic tak nie męczy czło­wie­ka jak grzech. Dla­te­go Pan pod­no­si omdla­łe­go w wal­ce, by biegł dalej. Nie, nie zwol­ni nas z dal­szej dro­gi. Pod­nie­sie i znów moc­ną ręką wska­że kie­ru­nek. I jesz­cze jed­no.
Nigdy się nie znu­ży, choć­by Mu przy­szło pod­no­sić nas sie­dem­dzie­siąt sie­dem razy.
CZWARTEK
Iz 41,13–20; Mt 11,11–15
Sło­wo Boże: Ja, Pan, twój Bóg, ują­łem cię za pra­wi­cę mówiąc ci: „Nie lękaj się, przy­cho­dzę ci z pomo­cą”… Nędz­ni i bied­ni szu­ka­ją wody, a jej nie ma!… Każę wytry­snąć stru­mie­niom na nagich wzgó­rzach i źró­dłom wód pośrod­ku nizin. Zamie­nię pusty­nię na poje­zie­rze, a wyschnię­tą zie­mię w wodo­try­ski. Nasz Bóg jest nie­ustę­pli­wy. To Bóg, któ­ry
nie potra­fi zre­zy­gno­wać z czło­wie­ka. Choć­by dusza ludz­ka sta­ła się zie­mią wyschnię­tą, choć­by zda­wa­ła się być pusty­nią, wciąż nie jest prze­gra­na. Czę­sto szu­ka­my wody życia tam, gdzie jej zna­leźć nie moż­na. Gubi­my się, umie­ra­jąc z nie­na­sy­ce­nia. Tym­cza­sem wystar­czy tyl­ko czy­ste pra­gnie­nie, dobry odruch woli i jasna decy­zja pod­ję­ta w ser­cu, a pusty­nia zamie­nia się w zie­mię try­ska­ją­cą życio­daj­ną wodą. Ta moż­li­wość stoi przed każ­dym. Tę moż­li­wość Bóg otwie­ra zawsze.
PIĄTEK
Iz 48,17–19; Mt 11,16–19
Sło­wo Boże: Ja jestem Pan, twój Bóg, poucza­ją­cy cię w tym, co poży­tecz­ne, kie­ru­ją­cy tobą na dro­dze, któ­rą kro­czysz. O gdy­byś zwa­żał na me przy­ka­za­nia, stał­by się twój pokój jak rze­ka, a spra­wie­dli­wość two­ja jak mor­skie fale. Two­je potom­stwo było­by jak pia­sek, i jak jego ziarn­ka two­je lato­ro­śle. Pan przy­po­mi­na fun­da­men­tal­ną praw­dę: to On kie­ru­je ludz­kim życiem – chce kie­ro­wać ludz­kim dzia­ła­niem, wska­zu­jąc co słusz­ne. Reali­zu­je to poprzez wewnętrz­ny głos, któ­ry nazy­wa­my sumie­niem. To wiel­ki dar. Jeśli nasz wybór jest słusz­ny, wów­czas ogar­nia nas pokój. To nie­wąt­pli­wie znak Bożej obec­no­ści, bo Bóg, w któ­re­go wie­rzy­my, jest Bogiem poko­ju. Pro­wa­dząc nas pośród zawi­ło­ści wie­lu spraw,
umac­nia poko­jem ser­ca. A poko­ju doświad­czy ten, kto potra­fi z przy­ka­zań uczy­nić pro­gram życia, kry­te­rium codzien­nych wybo­rów.
SOBOTA
Syr 48,1–4.9–11; Mt 17,10–13
Sło­wo Boże: Powstał Eliasz, pro­rok jak ogień, a sło­wo jego pło­nę­ło jak pochod­nia. On głód na nich spro­wa­dził, a swo­ją gor­li­wo­ścią zmniej­szył ich licz­bę. Sło­wem Pań­skim zamknął nie­bo, z nie­go rów­nież trzy razy spro­wa­dził ogień. Jak­że wsła­wio­ny jesteś, Elia­szu, przez swo­je cuda i któż się może pochwa­lić, że do cie­bie jest podob­ny? O Elia­szu opo­wia­da­ją sta­ro­te­sta­men­tal­ne Księ­gi Kró­lew­skie. Opi­su­ją jego odwa­gę, odda­nie Bogu, jego deter­mi­na­cję oraz wyjąt­ko­wą bli­skość wobec Nie­go. Sła­wa pro­ro­ka była tak wiel­ka, że po latach autor Księ­gi Syra­cha wra­ca do histo­rii Elia­sza, by wyra­zić swój podziw dla doko­nań pro­ro­ka. To wszyst­ko mówi o wiel­ko­ści tego czło­wie­ka. Moż­na podzi­wiać cuda, któ­re pro­rok czy­nił. Moż­na być pod wra­że­niem jego nie­ustę­pli­wo­ści w spra­wach kul­tu. Lecz nade wszyst­ko war­to wie­dzieć, że był wier­nym słu­gą Boga – w tym jest jego wiel­kość.